Salon Poezji – pod patronatem dziennika interenetowwgo PODHALE REGION.
NOWY TARG. Kultura hellenistyczna, kult ciała, doznania bardzo osobiste i zmysłowe – to wątki, które zdominowały 77. Salon Poezji. Stało się to za sprawą Radosława Krzyżowskiego. Obsypany nagrodami odtwórca wielkich dramatycznych ról czytał w ratuszu poezję Konstandinosa Petru Kawafisa.
Aktor, związany z Teatrem Słowackiego, Teatrem STU, Teatrem Polskim w Warszawie, a najmocniej i najdłużej – ze Starym Teatrem w Krakowie, uhonorowany Medalem „Gloria Artis”, ostatnio rozsławiony rolą burmistrza we „Wrogu ludu” Henryka Ibsena, w reżyserii Jana Klaty – uchodzi za perfekcjonistę z wielką wyobraźnią. Zwraca uwagę swoją artystyczną dojrzałością, dystansem do kreacji i mistrzostwem warsztatu.
Dlatego też wybór poezji zmarłego w 1933 roku Konstandinosa Kawafisa, uznawanego za jednego z najwybitniejszych poetów greckich XX wieku, lecz rzadko wydawanego i trudno dostępnego na księgarskim rynku – nie był przypadkowy. Przedstawiciel parnasizmu i symbolizmu, homoseksualista z wielką wrażliwością na piękno ciała, autor kunsztownych wierszy, zaciekawił go już jako nastolatka, ale po pierwszym niezrozumieniu i odrzuceniu tej poezji – fascynacja musiała dojrzeć. Musiał odkryć, że strategie poetyckie Kawafisa są na wskroś współczesne.
– Bez względu na to, czy Kawafis zajmował się tematami małymi, intymnymi, blisko skóry, czy sięgał do antyku, to wszystko, co dzieje się w jego poezji, jest przyobleczone w nerwy, w puls krwi, w odczuwanie konkretnego człowieka – mówi teraz. – Nie znajdziecie państwo u Kawafisa jakichś spektakularnych metafor, jakichś niesamowitych podsumowań, które rozświetlą nam sens ludzkiego życia. Niczego takiego u Kawafisa nie ma. Jest u niego zawsze człowiek wrzucony w konkretny moment swojego życia. Wiersze Kawafisa często nie mają puenty – podobnie jak to, co się nam wydarza w życiu. Nasze spotkania, nasze emocje, nasze czyny rzadko kiedy mają wyrazistą puentę. Najczęściej czujemy się zawieszeni w powietrzu jak wielokropek w ledwo rozpoczętym zdaniu. I to jest bardzo współczesne.
Gość 77. edycji Salonu posłużył się znakomitym, wydanym w 2013 r. przekładem Ireneusza Kani. Tłumacze oraz wydawcy i tak byli łaskawsi dla poezji Greka niż on sam, gdyż własne utwory poddawał ostrej artystycznej autocenzurze i niewiele z nich za swojego życia kwalifikował do druku. A lektor zwracał uwagę, że wiersze Kawafisa często nie mają wyraźnej puenty – tak, jak sytuacje, zdarzenia, emocje, spotkania, które się nam przydarzają w życiu. To jedno ze znamion współczesności tych wierszy. Parnasista zostawił po sobie zaledwie 256 wyselekcjonowanych utworów. Niektóre z tych odrzuconych krakowski aktor wybrał do publicznej lektury. Dostrzegł w nim męskość, ale nie tę „stadionową”, lecz „z dodatkiem aksamitu”. I na tę męską, ale i ogólnoludzką wyprawę w świat poezji zaprosił słuchaczy.
A bywalcy Salonu w finale tej poetyckiej godziny usłyszeli tytułowy utwór: „Czekając na barbarzyńców”.
Na kontrabasie – „bo kontrabas to taki męski instrument”, jak mówił gość Salonu – towarzyszył Radosławowi Krzyżowskiemu nowotarski instrumentalista – Konrad Basiuk.
Mimo, że wiersze Kawafisa nie mają puent, aktor wybrał do interpretacji również wiersz osnuty na myśli o wielkim człowieczym TAK i wielkim NIE, o diametralnie różnych ludzkich postawach.
Salon Poezji – tym razem grecki
Fot. Anna Szopińska