PIŁKA NOŻNA. Rozmowa z Jarosławem Potońcem, wychowankiem Lubania Maniowy, a obecnie zawodnikiem Górnika Zabrze, na rundę wiosenną wypożyczonym do Podhala Nowy Targ.
W dwóch pierwszych kolejkach rozgrywek trzeciej ligi odnieśliście dwa zwycięstwa. Spodziewaliście się tak udanego początku rundy wiosennej?
– Szczerze? Tak! Dobrze przepracowaliśmy okres przygotowawczy. Wprawdzie ja dołączyłem do zespołu w jego trakcie, ale na treningach już było widać, że koledzy wykonali kawał dobrej roboty. Zresztą już w sparingach nasza gra wyglądała całkiem nieźle. Wystarczyło tylko przełożyć to na ligę.
To były jednak dwa różne mecze w waszym wykonaniu. Zdecydowanie więcej pochlebnych recenzji zebraliście za wyjazdowe starcie z Hutnikiem Nowe Huta. Z Wolanią Wola Rzędzińska na swoim boisku już do wielu rzeczy można było się przyczepić…
– Trudno się nie zgodzić. To były dwa różne mecze w naszym wykonaniu. Na mecz z Hutnikiem byliśmy niesamowicie zdeterminowani. Wiadomo, pierwszy mecz w rundzie, z mocnym przeciwnikiem, który był od nas wyżej w tabeli i w dodatku na jego terenie. To wszystko sprawiło, że byliśmy bardzo zmotywowani by pokazać się z jak najlepszej strony. I to było widać na boisku. Zagraliśmy bardzo walecznie. Nikt nie odstawił nogi. W meczu z Wolanią już z koncentracją nie było najlepiej. Wydaje mi się, że poczuliśmy się zbyt pewnie. Szczególnie w drugiej połowie ich zlekceważyliśmy, oddając im inicjatywę, co kosztowało nas utratę gola. Znów jednak walczyliśmy do samego końca i w ostatnich sekundach szczęście się do nas uśmiechnęło.
W meczu z Hutnikiem – który był Twoim pierwszym oficjalnym meczem w Podhalu – zaliczyłeś prawdziwe „wejście smoka”. Na boisku pojawiłeś się w 65 min, a 89 minucie zdobyłeś zwycięskiego gola. Debiut marzenie…
– Cieszę się, z udanego debiutu. Ciężko pracuję na treningach by zdobyć zaufanie trenera. Zawsze kiedy dostaję szansę staram się ją wykorzystać w stu procentach i do każdego meczu podchodzę tak jakby to był mój ostatnim mecz w karierze, dając z siebie maksimum. Wiadomo, napastników rozlicza się głównie z bramek, tym bardziej cieszę się że w debiucie udało się wpisać na listę strzelców.
Dla zawodnika, który jakiś czas temu okrzyknięty został nadzieją Górnika Zabrze, gra na poziomie trzeciej ligi nie jest raczej szczytem marzeń…
– Mam nadzieję, że wszystko przede mną. To nie jest tak, że przychodząc do Podhala już definitywnie pogodziłem się z tym, że nie zagram w ekstraklasie. To zawsze było moim marzeniem i ciągle do tego dążę. W Nowym Targu chcę się odbudować po nienajlepszym dla mnie ostatnim okresie. Chcę znów nabrać pewności siebie, jeszcze mocniej uwierzyć we własne umiejętności, przy okazji pomóc Podhalu osiągnąć założone cele. Na pewno jeszcze podejmę wyzwanie jakim jest gra w ekstraklasie.
W zeszłą zimę regularnie trenowałeś z pierwszą drużyną Górnika. Wydawało się, że debiut w ekstraklasie jest bardzo bliski. Stało się jednak inaczej….
– Niestety, nie wszystko w życiu układa się tak jakbyśmy sobie tego życzyli. Robert Warzycha i Józef Dankowski włączyli mnie do pierwszej drużyny. Trenowałem, grałem sparingi, ale w najgorszym momencie przytrafiła mi się kontuzja. Miałem nadzieję, że to tylko co najwyżej spowoduje, że w pierwszej drużynie zadebiutuje nieco później. Niestety kiedy wróciłem do pełni sił, zmienił się w pierwszej drużynie trener. Nowy szkoleniowiec zaczął sprowadzać swoich graczy. Część „starych” zawodników w tym ja, odsunięto do drużyny rezerw. Przyznam, że mam sporo żalu o sposób w jaki nas wtedy potraktowano.
W grupach młodzieżowych byłeś wyróżniającą się postacią Górnika. Docenił to m.in. ówczesny trener pierwszej drużyny, a dziś selekcjoner kadry Adam Nawałka..,
– Zgadza się. W nagrodę za koronę króla strzelców w śląskiej lidzie juniorów trener Nawałka na treningu pierwszej drużyny wręczył mi zegarek z wygrawerowanym imieniem, nazwiskiem oraz tytułem wyróżnienia. Do dzisiaj go mam i ubieram na specjalne okazje. Mam wiele miłych wspomnień z gru w drużynach młodzieżowych. Zdecydowanie na pierwszy plan wysuwa się trzecie miejsce jakie wywalczyliśmy w Centralnej Lidze Juniorów. Mieliśmy wtedy świetną ekipę, którą dowodził trener Tomasz Gorczyk. W półfinale graliśmy z Legią Warszawa, która potem sięgnęła po mistrzostwo. W pierwszym meczu na swoim boisku zremisowaliśmy 1:1, w rewanżu w stolicy przegraliśmy 0:2. Zebraliśmy jednak mnóstwo pochlebnych opinii za te mecze.
Miałeś też mały epizod z młodzieżową reprezentacją Polski…
– Zgadza się. Dostałem powołanie do kadry u-14. Zdobyłem nawet gola w jednym z meczów towarzyskich, ale potem już jednak więcej powołań nie dostałem.
Rozmawiał Maciej Zubek