NOWY TARG. Z wycinki drzew na nowotarskim rynku ocalały – wśród nielicznych – dwie ponoć ponad 200-letnie lipy przy frontowej ścianie ratusza. Sygnał o usychaniu jednej z nich (z domniemaniem, że skutkiem prac archeologicznych prowadzonych w bezpośrednim sąsiedztwie) doszedł do Krakowa.
Na pierwszy rzut oka obie lipy przy ratuszu mają się dobrze. Dopiero przy bliższym przyjrzeniu się jednej, w górnej części korony od strony wschodniej da się zauważyć kilka gałęzi, z których liście opadają lub opadły. Zjawisko można oczywiście tłumaczyć suszą i przyspieszoną tego roku przez upały wegetacją, ale druga lipa liści jeszcze nie traci…
– Zgodnie z ustawą o ochronie przyrody zezwolenie na usunięcie drzew na terenach będących własnością miasta wydaje starosta, a na pozostałych – burmistrz – wyjaśnia kierownik referatu ochrony środowiska w nowotarskim Urzędzie Miasta, Dariusz Jabcoń. – Analogicznie do tych komptencji władze podejmują działania w przypadku uszkodzenia drzew. A na bieżąco za stan zdrowotny drzew odpowiada oczywiście miasto, działając przez Zakład Zieleni. Jeśli taka sytuacja z lipą przy ratuszu wystąpiła, to trzeba powołać biegłego do sporządzenia opinii dendrologicznej.
Do szefa referatu jednak żadne sygnały o usychaniu lipy nie dotarły.
Przed rokiem, w sierpniu 2011 r., decyzję o wycince ok. 80 drzew i ok. 290 metrów sześciennych krzewów na płycie rynku podpisał naczelnik wydziału ochrony środowiska w starostwie – Wojciech Krauzowicz.
Dorodne lipy przed ratuszem były jednymi z nielicznych drzew pozostawionych w trakcie rewitalizacji.
– Jedynie dendrolog, oceniając stan zdrowotny i sanitarny, mógłby poznać, czy usychanie jest efektem prowadzonych prac, a nie np. choroby grzybiczej – potwierdza naczelnik Krauzowicz. – Inaczej nie dowiemy się, czy drzewo zamiera z przyczyn naturalnych, czy też z powodu robót na płycie, w postaci zagęszczenia i utwardzenia nawierzchni. Oczywiście każde pokrycie nawierzchni negatywnie wpływa na pozostawioną w tym obszarze roślinność. Przykładowo – dom o powierzchni 50 metrów kwadratowych oddziałuje negatywnie na powierzchnię pięciokrotnie większą, zaburzając przepływy. A z drugiej strony – jeśli wszystko było robione zgodnie ze sztuką, zachowane były powierzchnie i bezpieczne odległości, nie został naruszony system korzeniowy, to trudno mieć pretensje.
Jest na terenie miasta sporo drzew – pomników przyrody (m.in. przy kościółku św. Anny na cmentarzu i przy ul. Waksmundzkiej), ale lipy przed ratuszem do nich nie należą. Na listę zabytków nie jest też wpisany sam ratusz, choć cały rynek (z przyległymi ulicami) to strefa ochrony konserwatorskiej. Konserwator zabytków opiniował więc pewne prace na rynku (m.in. archeologiczne), lecz lipy nie są w jego gestii.
Gdyby opinia dendrologiczna została sporządzona, potwierdziła zamieranie lipy i wskazała nienaturalną przyczynę – sprawca tego stanu rzeczy były zagrożony poważnymi karami. W przypadku lipy mającej ok. 300 cm w obwodzie, kara mogłaby wynieść od ok. 150 do 200 tys. zł.
Ale jest też praktyką, że karę nalicza się „w zawieszeniu”, a po trzech latach ekspert stwierdza, czy drzewo rzeczywiście zamarło, czy też odżyło. Od opinii biegłego zależy wtedy egzekwowanie lub umorzenie kary.
Firma wykonująca prace archeologiczne przedstawiła natomiast obmiary, teraz czeka na weryfikację tego, co już zostało zrobione i co jeszcze jest do zrobienia.
– Trzeba obliczyć kubiki – mówi wiceburmistrz Jan Kolasa. – Dopuszczamy możliwość zwiększenia zakresu robót – liczyliśmy się z tym już na etapie umowy.
Odsłanianie fundamentów dawnego ratusza, jak wcześniej informowaliśmy, przedłuży rewitalizację, która według pierwotnego harmonogramu miała się zakończyć do 30 września.