NOWY TARG. Już trudno sobie wyobrazić przedświąteczny czas bez gromadnej uciechy i bez łamania się słodką chałką, bez błogosławieństwa i życzeń, od których cieplej sie robi na rynku i w duszy. Nowotarski Oddział Związku Podhalan na Wigilię w Mieście, która to wszystko niesie, zaprosił już ósmy raz.
I była ona, jak zwykle, czarowna: swojska, pachnąca świerczyną, barszczem z fasolą, łazankami z kapustą, kompotem ze śliwkowego suszu, domowym wypiekiem. Przygotowały te dobroci gospodynie z Oddziału, w ilościach takich, by mógł pokosztować wigilijnego jadła każdy przybyły na rynek. A zeszło się tam w niedzielny wieczór kilkaset osób w różnym wieku. Przez obecność reprezentantów i Pienin, i Zakopanego, i z sąsiednich miejscowości, ale przede wszystkim „Młodego Podhala”, czyli studenckiej braci zewsząd – można powiedzieć, że z całego regionu.
I wszystko było urządzone jak tradycja każe: z muzyką, kolędowaniem i jasełkami (na starym tekście osnutymi) 31-letnich już „Małych Śwarnych”; z żywiołowym a dowcipnym, góralskim, też jasełkowym widowiskiem „Młodego Podhala”; z kolędowaniem muzyki Włodka Majerskiego.
Nie mogło braknąć zaskalańskich kucyków Wacka Cetery i ze Świętą Rodziną zajechały one na rynek. Plątała się miedzy ludźmi jakaś psina, więc było i po franciszkańsku. Żal tylko, że brakło śniegu, bo tę ranną zapowiedź zimy do wieczora wytopiły wiatr i plusy na termometrze.
Litanie życzeń też były pełne uświęconych tradycją treści, owies sypał się gęsto – z kieszeni pacholęcia od „Małych Śwarnych” i z torby prezesa „miastowych” górali, Wojciecha Gronia. Modlił się razem z przybyłymi na Wigilię i święcił chałki ks. prałat Mieczysłąw Łukaszczyk, kapelan ZP. Z życzeniami dla zgromadzonych pospieszyli: poseł Andrzej Gut-Mostowy, burmistrz Grzegorz Watycha, przewodniczący Rady Miasta Janusz Tarnowski, radny wojewódzki Stanisław Barnaś.
W takim klimacie, w światłach rozjarzonych, mimo, iż szwankujący kabel parę razy zdał kolędujących tylko na siłę własnych głosów i przygasił lampy na scenie (co też miało swój urok) łatwiej płyną życzliwe słowa, łatwiej zapomina się wzajemne urazy, szybciej rośnie nadzieja – ludzka i wieczna.
Fot. Anna Szopińska