NOWY TARG. Artysta uniwersalny – którego prace znajdują się i w Argentynie i w USA – stypendysta ministra kultury i sztuki, twórca wybitny i wielokrotnie nagradzany, a jednocześnie nowotarżanin całym sercem, ktoś bliski, o ciepłym uśmiechu, małomówny, ale dowcipny, bez pozy i zadęcia żyjący „według wartości”. Starający się zrozumieć najpierw człowieka, a potem świat. Taki Był Piotr Chodorowicz.
Takim go ludzie
zapamiętali.
Za wcześnie, zbyt n
agle odszedłszy
końcem października
ubiegłego roku,
zostawił po sobie tyle dobra, piękna, mądrości, że trafiamy na nie ciągle, w różnych miejscach – od kościołów przez ratusz, rynek, „zakopiankę”, po cmentarz.
„ – Czemu wszystko w tym mieście robi Chodorowicz?”.. – takie pytanie, jak wspominał burmistrz Marek Fryźlewicz, zadawał kiedyś na spotkaniu Podhalańskiej Wspólnoty Samorządowej inny nowotarżanin, nieświadom, że siedzi akurat obok artysty, którego mógł nie pamiętać, bo ten świeżo wrócił z pobytu w USA. I – nie zdradzając dociekliwemu, kim jest – ochoczo przytakiwał: „ – No właśnie – czemu Chodorowicz?..”. Anegdot i wspomnień byłoby znacznie więcej. To one tworzyły ten ciepły klimat spotkania artystów, rodziny, przyjaciół w galeryjnych murach.
– Mówię o nim w czasie teraźniejszym... – przyznała podczas otwarcia dużej, retrospektywnej wystawy w pierwsza rocznicę śmierci Piotra, w nowotarskiej Galerii BWA „Jatki”, jego żona Alicja. – Czuję, że jest z nami i teraz się uśmiecha…
Przygotowanie wielkiej retrospektywy, ściągniecie prac z różnych zbiorów, od osób i instytucji, stworzenie „pomnikowego” katalogu – to potężna i w krótkim czasie wykonana praca rodziny Piotra, zwłaszcza syna Jana (konserwatora dzieł sztuki i kontynuatora prac Piotra na nowotarskim cmentarzu) oraz żony, spełniona z pomocą przyjaciół (przede wszystkim Marcina Ozorowskiego).
Obiecywał swoją obecność, lecz jednak nie mógł przybyć do Nowego Targu prof. Marian Konieczny z krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, w którego pracowni Piotr uzyskał dyplom z wyróżnieniem i którego był ulubionym studentem. Przybył natomiast z Krakowa inny rzeźbiarz (też „brązownik) z nowotarskim rodowodem – Michał Batkiewicz. Ileś większych gabarytowo prac tworzyli oni razem.
Osoby przewijające się przez Galerię jeszcze w trakcie instalowania retrospektywnej wystawy zdumiewały się ilością dzieł: „ – To tego jest aż tyle?..” Jednak rzeźby, płaskorzeźby, plakiety, medale, doskonale skomponowane, wymowne, symboliczne, przejmujące i piękne formy przestrzenne – są zaledwie ułamkiem potężnego (zważywszy wiek) dorobku nowotarskiego rzeźbiarza, konserwatora, odlewnika. Dość wspomnieć, że jego dzieła pojawiły się na kilkuset zbiorowych wystawach w kraju i za granicą. Wiele jest wśród nich dzieł sakralnych.
Zainteresowanie człowiekiem, jego związkami z rzeczywistością, jego myślami, stworzyło najwybitniejsze dzieła sztuki – napisał kiedyś Piotr o swojej twórczości. Dzieła, wobec których doznawało się i do dzisiaj doznaje uczucia, że prawdy w nich zawarte mogły zostać wyrażone tak w pełni i doskonale środkami obranymi przez artystę. Staram się zbudować nową, być może tylko moją rzeczywistość, która wzbudzałaby głęboką wiarę w swoją prawdziwość.
Parząc z perspektywy jednak niewielu lat, które przeżył, widać, że wspaniale ziścił to dążenie.
Wernisaż w „Jatkach” to wszakże nie koniec obcowania z jego dziełem. Na początek grudnia Ania Dziubas zapowiada finisaż z promocją albumu, bo na otwarcie nie był on jeszcze gotowy. Znów będzie okazja do spotkania i do wspomnień, do obcowania ze szlachetnością (nie tylko kruszcu, bo też myśli) i pięknem formy.