NOWY TARG. Umorzeniem postępowania zakończyła Prokuratura Rejonowa w Nowym Targu sprawę grysu spod torowiska w lesie Bór, wywiezionego (lecz już odwiezionego z powrotem) przez firmę dokonującą tam rozbiórki urządzeń kolejowych.
Przypomnijmy, że
zawiadomienie o dokonaniu przestępstwa polegającego na zaborze mienia gminy złożył burmistrz Nowego Targu, w czas jakiś po ujawnieniu sprawy przez interweniujących mieszkańców oraz dyskusjach i wyjaśnieniach, jakie miały miejsce podczas posiedzeń komisji komunalnej Rady Miasta. Kierując do prokuratury zawiadomienie, burmistrz stanął na stanowisku, że wywóz ponad 600 ton grysu był jednak świadomym działaniem firmy wykonawczej, a nie „nieporozumieniem” wynikającym z interpretacji umowy.
Dodajmy również, że część członków komisji zarzucała wtedy miejskim służbom niedopilnowanie prac prowadzonych na torowisku oraz brak precyzji i staranności przy konstruowaniu zapisów umowy z firmą.
– Powodem decyzji o umorzeniu jest to, iż nie stwierdziliśmy, że 27 sierpnia doszło do popełnienia przestępstwa polegającego na kradzieży 614 metrów kubicznych podsypki spod torów, o wartości ok. 20 tysięcy zł – mówi zastępca prokuratora rejonowego, Zbigniew Gabryś. – W trakcie postępowania zebrana została dokumentacja, przesłuchane były różne osoby, także właścicielka firmy i osoba umocowana do wykonania tej pracy. Wniosek jest taki, że doszło do innej niż zakładał zleceniodawca interpretacji umowy przez zleceniobiorcę. Zleceniobiorca założył, że jeśli podkłady leżą na jakimś materiale, to rozbiórka polega na zabraniu wszystkiego. My uważamy, że ta umowa była lakoniczna. Nie wyspecyfikowano w niej, że podsypka nie powinna być zabierana. A że w polskim prawie obowiązuje zasada domniemania niewinności, ponadto firma odwiozła materiał, uznaliśmy, iż nie działała z zamiarem przywłaszczenia należącego do miasta materiału. Dlatego zapadła decyzja o umorzeniu postępowania. Prawomocna stanie się ona 7 dni od daty doręczenia składającemu zawiadomienie. Na razie strony oficjalnie nie zgłaszają roszczeń.
Z podobną historią wadliwej interpretacji umowy prokuratura miała do czynienia w przypadku stacji PKS, gdzie zostały zdemontowane i sprzedane urządzenia o wartości znacznie większej niż grys spod torowiska. Stąd przestroga, by przy konstruowaniu umów z wykonawcami jednak precyzować zapisy.
Firma wykonawcza zebrany grys – co prawda nie w terminie ustalonym na 15 września – ale jednak odwiozła. Nie stało się wszakże tak, jak postulowali niektórzy radni z komisji komunalnej i nie została nim wysypana ścieżka rowerowa ani nie został on przekazany Nadleśnictwu, które też buduje ścieżkę w Borze. Materiał posłużył do wyrównania terenu po demontażu torów.
– Naprawienie szkody miało polegać na przywróceniu do pierwotnego stanu, a grys leżał na torowisku – tumaczy wiceburmistrz Jan Kolasa. – Oczywiście nie wyklucza to, że w przyszłości poprowadzimy dawnym torowiskiem drugą scieżkę lub ciąg pieszy nie kolidujący ze szlakiem rowerowym.
Do stwierdzenia, czy podsypka została odwieziona w całości, potrzebne są jeszcze obmiarowanie i protokół odbioru.