Śp. Maria Kaczyńska kochała góry, narty i muzykę

RABKA-ZDRÓJ. Śmierć Pierwszej Damy przed 5 laty wywołała w Rabce-Zdroju wielkie poruszenie. To tu spędziła ona przecież dzieciństwo i młodość, a wyjeżdżając na studia nad Bałtyk pozostawiła znajomych i przyjaciół. Tuż po katastrofie 10 kwietnia 2010 roku przed Liceum Ogólnokształcącym im. Romera, w którym zdawała maturę, umieszczono jeŚp. Maria z koleżnkami na nartach. Zdjęcie z archiwum domowego Urszuli Gawron, przyjaciółki z dzieciństwa śp. Marii Kaczyńskiejj zdjęcie, zapalono znicze. Mieszkańcy zaś wciąż wspominali… To wówczas chętnie podzieli się nimi ze mną.

Pytałam, jaka była Maria Mackiewicz, potem Kaczyńska? – Spokojna, wspaniała dziewczyna. Cicha, uczynna, koleżeńska i taka chyba została. Takie odniosłem wrażenie patrząc na nią po latach w telewizji – mówił wówczas pan Ryszard Kapłon, dawny szkolny kolega.

– Marysia, gdy została prezydentową była dosłownie taka sama, jak w szkole. Zawsze skromna, uśmiechnięta, pogodna i pędząca każdemu na ratunek. Była naprawdę bardzo koleżeńska, gdy ktoś nie miał zadania, dawała odpisywać... – zapewniała z kolei jej koleżanka z klasy maturalnej Maria Budziaszek, teraz Trybowska. – Była takim cichutkim kurczaczkiem, lubianym przez wszystkich. Nazywaliśmy ją zresztą Muszka, bo była taka cichuteńka i zawsze skulona, właśnie, jak mała muszka….

I pani Maria Ceklarz z domu Sochacka nie miała najmniejszej wątpliwości, że Marysia, mimo zaszczytów, nigdy się zmieniła. – Jak ją zobaczyłam po latach pierwszy raz w telewizji to pomyślałam: jest taka sama! Może tylko kilka zmarszczek jej przybyło. Nie mała też warkocza, tylko krótkie włosy, ale tak jak w szkole cicha, była zawsze w cieniu swego męża. Nie mogę naprawdę uwierzyć, że nasza Muszka nie żyje, nie mogę się z tym pogodzić… – mówiła przed 5 laty pani Maria Ceklarz.

Łzy w oczach podczas rozmowy miała z kolei Urszula Gawron, przyjaciółka z lat dzieciństwa i młodości pierwszej damy. – Ona była taka skromna, cicha za życia, a teraz zrobił się koło niej taki szum. Patrzę całymi dniami w ekran telewizora i nie mogę się pogodzić z tym o się stało… Dlaczego byłyśmy przyjaciółkami? U nas w domu mój tata Jan wprowadził ducha muzyki i sportu i to on wciągnął w niego Marysię. Zaraził nas miłością do gór, nart i muzyki… Sam pięknie grał na skrzypcach. Myślę teraz, że nasza przyjaźń wynikała właśnie z tych wspólnych pasji. Nigdy zresztą, jako przyjaciółki się nie pokłóciłyśmy…

***

Pani Maria Kaczyńska z domu Mackiewicz do uzdrowiska wraz z rodziną: mamą Lidią z domu Piszczako, tatą Czesławem, żołnierzem wileńskiej AK, którego brata zamordowano w Katyniu, oraz młodszym bratem Konradem przyjechała początkiem lat 50-tych. Pochodzili z Wilna, skąd po wojnie zostali repatriowani. To tu przyszła Pierwsza Dama ukończyła nieistniejącą już szkołę podstawową nr 1 tzw. Starą szkołę, a potem I Liceum Ogólnokształcące im. Romera, w którym w 1961 roku zdała maturę. Tuż po kolejnej katyńskiej tragedii przed budynkiem umieszczono jej portret. Zapłonęły znicze.

Rodzina Mackiewiczów wybrała uzdrowisko na dom ze względu na rabczański klimat, tak zalecił im lekarz. – Brat Marysi i ona sama byli bardzo chorowici. Zamieszkali tu wszyscy razem najpierw w wynajmowanym małym domeczku na Słonem. Jej tata był leśnikiem i pracował cały czas w Złotowie, odwiedzał rodzinę. Z tego, co wiem zginął w wypadku. Dzieci wychowywała sama pani Mackiewicz. Pracowała, jako wychowawczyni w Instytucie Gruźlicy i Chorób Płuc – wspominała pani Maria Ceklarz z domu Sochacka. Dodała, że już po wyjeździe dzieci na studia pani Mackiewicz w latach 60-tych zamieszkała w bloku przy ulicy Słonecznej 26. – Blok budował mój mąż – zapewniała. To tam odwiedzała ją córka i przyszły prezydent.

***

Maria była doskonałą uczennicą, tak zapamiętała ją przyjaciółka z czasów szkoły podstawowej i liceum. – Maria była zdolna, bardzo pracowita i przy tym wyjątkowo miła. Świadczą o tym też wyniki. – Oceny pani Maria Kaczyńska miała bardzo dobre z tego, co widzę, była jednak bardziej humanistką – zdradził mi przed 5 laty nieco szczegółów Marek Świder, dyrektor I LO im. Romera. – Warto dodać, że jej klasa maturalna była zaledwie 20 osobowa, wychowawczynią w niej była Zofia Madler, nauczycielka języka francuskiego i żona matematyka, także moja była wychowawczyni, a dyrektorem wówczas był Adam Stefanowicz.

Dyrektor dodał, że wysoko postawiona absolwentka liceum miała kontakt ze swą szkoła. Miała wkrótce otwierać nowo budowaną salę gimnastyczną. Uroczystość miała się odbyć 1 lub 3 września, właśnie trwały ustalenia. Zaproponowano jej, że na budynku zostanie umieszczona tablica pamiątkowa z listą nazwisk zasłużonych uczniów. Jednak pani Maria Kaczyńska nie zgodziła się na umieszczenie na niej swojego… – To była bardzo skromna osoba – zapewniał dyrektor. Wyjaśnia, że stanęło, więc na tym, że zostanie umieszczona tablica z listą nazwisk poległych podczas II wojny światowej uczniów i nauczycieli. – Teraz pewno będzie to tablica poświęcona pani prezydentowej – zapewniał przed 5 laty dyrektor.

***

– Marię poznałam w szkole podstawowej. Wówczas dołączyła do nas w trzeciej klasie. Od początku była moją przyjaciółką. Odwiedzała mnie w domu, a ja odwiedzałam ją – wspominała Urszula Gawron z Rabki-Zdroju. – Razem dwa razy w tygodniu chodziłyśmy na lekcję fortepianu do pani Głuszyńskiej, która mieszkała vis a vis mojego domu, a w niedzielę zimą na narty. To były niezapomniane wyprawy na Stare Wierchy, Krzywoń, Luboń. Mieliśmy taką swoją stałą ekipę. Zawsze jeździł z nami mój tata, czasami wujek, koleżanki. Zdarzało się jednak, że wybieraliśmy się w trójkę: ja, tata i Marysia. Pani Urszula wspominała, że ona sama wraz z młodszą siostrą Barbarą znacznie lepiej jeździły na nartach od przyszłej pani prezydentowej, bo naukę pod okiem taty rozpoczęły już, jako małe dziewczynki. Maria zaczęła lekcje narciarskie znacznie później. To, dlatego tata pani Urszuli Jan otaczał ją szczególną opieką i troską, asekurował za każdym razem, był jej opiekunem.

– Przypomina mi się takie trochę zabawne zdarzenie. Pewnej niedzieli jechałyśmy na nartach wszystkie trzy wraz z tatą, który był zawsze naszym przewodnikiem. My z Basią hawlekiem (droga leśna o wysokiej skarpie – przyp. red.), a Marysia górą powolutku z tatą. Nagle na jej drodze wyrosły dwa drzewa. Miała możliwość, bądź zjechać na dół ze skarpy na znacznie bardziej stromą trasę, bądź przejechać pomiędzy pniami drzew. Wybrała to drugie. I dosłownie ślizgiem przemknęła się pomiędzy pniami drzew, tak pięknie, wręcz idealnie! To było niesamowite… Była wówczas taka nieduża, krucha…

Pani Urszula wspominała, że po raz pierwszy drogi z przyszłą panią prezydentową rozeszły się, gdy poszły do liceum. Trafiły wówczas do innych klas. Potem ponownie i bardziej radykalnie, gdy Maria wyjechała na studia do Sopotu. Tam studiowała handel zagraniczny w Wyższej Szkole Ekonomicznej. Z kolei pani Urszula wybrała Warszawę, gdzie skończyła studia ekonomiczne w SGPiS. – Z Rabki na studia do Warszawy wyjechał też jej brat Konrad, studiował w Wojskowej Akademii Technicznej na Bemowie – mówiła pani Urszula. W uzdrowisku pozostała matka przyszłej Pierwszej Damy. Maria i Lech Kaczyńscy byli, więc w uzdrowisku częstymi gośćmi… Panią Mackiewicz odwiedzał i brat zięcia. Do dziś wspominają to rabczanie. Już wówczas obaj bracia byli znani z mediów i wizyta znanych osób wywoływała poruszenie w tym niedużym miasteczku, choć sami bracia Kaczyńscy zachowywali się bardzo naturalnie.

– Z Marią spotkałyśmy się jeszcze w czerwcu 1962 na Dniach Morza w Sopocie, na które mnie zaprosiła do siebie. Obie poszłyśmy na ten sam kierunek studiów, byłyśmy, więc przez pierwszy rok w stałym telefonicznym kontakcie. Od tego momentu nasze ścieżki się zupełnie rozeszły. Były jedynie sporadyczne kontakty. Dopiero niedawno, gdy była w tym roku w Zakopanem z mężem przesłała mi ciepły liścik z pozdrowieniami, życzeniami i dopiskiem, że poznała mojego znajomego – wspominała 5 lat temu pani Urszula.

– Znałem Marysię ze szkoły: z zabaw, spotkań harcerskich, ognisk. Nasz rocznik znał się przecież począwszy od szkoły podstawowej aż do ukończenia liceum. Wszyscy razem zdawaliśmy maturę. Naszym przewodnikiem duchowym był ks. Mieczysław Maliński. Przygotowywał nas do I komunii, a potem prowadził aż do samej matury. Wszyscy byliśmy z nim bardzo zżyci. Mówił nam o tym, czego nikt inny by nam w tych czasach nie powiedział – mówił mi 5 lat temu Ryszard Kapłon, licealny kolega Pierwszej Damy. – Nasz rocznik był jednak jedynym, który nie miał zjazdów maturalnych. Jakoś tak nigdy nie mogły one dojść do skutku. Wiele osób się rozjechało, nie mieliśmy swoich adresów, kontaktów. W przyszłym roku mamy mieć 50-lecie matury. Liczyliśmy na zorganizowanie tej okrągłej rocznicy. Dodał, że jej dawni koledzy wiązali nadzieję na przyjazd śp. Prezydentowej we wrześniu na otwarcie nowej części Liceum Ogólnokształcącego im. Romera Marii Kaczyńskiej, dawnej szkolnej koleżanki i jej przyjazd na rocznicę…

Równie ciepło o Pierwszej Damie mówiła Maria Ceklarz z domu Sochacka. – Chodziłyśmy razem do liceum. Marysia do klasy A, a ja do klasy B. Spotykałyśmy się często na przerwach na korytarzu. Ona była taka drobna, skromniutka, wyciszona i grzeczna, miała długi, gruby warkocz. Nigdy nie rozrabiała, uczyła się doskonale, za co lubili ją profesorowie – wspominała pani Maria. Dodaje, była lubiana także przez kolegów i koleżanki, bo nikomu nigdy nie dogadywała, nie sprawiała przykrości.

Pamięta ją nawet Jan Wieczorkowski, absolwent Romera, spadkobierca byłych właścicieli Rabki i prezes Małopolskiej Organizacji Turystycznej. – Gdy zobaczyłem po raz pierwszy w telewizji panią prezydentową od razu skojarzyłem. To moja starsza koleżanka z liceum! Pamiętam ją ze szkoły, chodziła trzy klasy wyżej.

Spotkanie w Sopocie z pierwszą damą przed laty miał i dużo młodszy rabczanin Piotr Kuba Kubowicz z krakowskiej „Piwnicy pod baranami”, który studiował w Gdańsku i śpiewał w chórze uniwersyteckim. – Było krótkie i przelotne w większej grupie. Zgadaliśmy się wtedy jednak z panią Marią Kaczyńską, że kończyliśmy to samo liceum w Rabce, mieliśmy tych samych nauczycieli. Było miło… Wspominaliśmy panią profesor Fulińską, która była już 90 – letnią staruszką i mimo to pamiętała swą dawną uczennicę. Utkwiło mi w pamięci, jak kiedyś mówiła, że Marysia była bardzo grzeczną dziewczynka i nie latała za chłopcami... Myślę, że jej doskwierała mocno ta prezydentura męża, a nasze spotkanie nie było jednak przypadkowe, bo nie ma w życiu nic przypadkowego… 

BEATA SZKARADZIŃSKA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *