Skład wąski, ale wyrównany

PIŁKA NOŻNA. Rozmowa z trenerem piłkarzy Wolski Lubań Maniowy, Markiem Żołędziem przed inauguracją rozgrywek w grupie małopolsko-świętokrzyskiej III ligi

Jest Pan zadowolony z okresu przygotowawczego?
– Nie do końca, ale przez cztery lata pracy w Maniowach już do tego przywykłem. 70 procent zespołu można rzec, że w 100 procentach przepracowało okres zimowy. Pozostałe 30 głównie z powodu pracy, studiów czy szkoły trenował, że tak powiem z doskoku. I o tych zawodników mam pewne obawy co do ich dyspozycji na wiosnę. Takie są jednak realia w klubie. Nie mam za bardzo na to wpływu.

Jeszcze jesienią zapowiadał Pan, że wiosną będziecie chcieli grać odważnie, agresywniej i co się z tym wiąże ofensywniej. Podtrzymuje Pan te deklarację?
– Na pewno, ale wiadomo, że przez 90 minut gry nie jest to możliwe. Trzeba umieć znaleźć odpowiedni moment w meczu i zaskoczyć przeciwnika. Tak próbowaliśmy grać w sparingach i w niektórych wychodziło nam całkiem fajnie. Przykładem był mecz w Tuchowie. W nim wielokrotnie udawało się nam pressingiem odbierać piłkę i od razu stworzyć sobie dogodną sytuację.

Takiej gry jak w Tuchowie podczas ostattniego sparingu, oczekuje Pan od swoich zawodników w lidze?
– Była tego bliska, choć wiadomo, że trzeba wziąć poprawkę na klasę przeciwnika. W lidze poprzeczka będzie zdecydowanie wyżej zawieszona. Tuchovia zagrała jednak z nami odważnie, próbowała nas zaatakować i myślę, że podobnie będą z nami grały ligowe drużyny. Faktycznie dużo nam wychodziło w tym spotkaniu. Świetnie włączali się do akcji ofensywnych boczni obrońcy, co stwarzało nam przewagę. Umiejętnie wykorzystywaliśmy wrodzoną szybkość Jacka Pietrzaka czy Rafała Komorka. To dało efekt w postaci efektownego zwycięstwa (7:3 – przyp. mz). Oczywiście, do tego wyniku podchodzimy z dystansem, ale nie da się ukryć, że takie zwycięstwo nastroiło nas optymizmem przed ligą.

Patrząc adekwatnie rok wcześniej, tym razem wydaje się, że jesteście w lepszej sytuacji kadrowej. Przede wszystkim przeciwnie niż podczas ostatniej przerwy zimowej nikt istotny z zespołu nie odszedł, wrócił za to długo oczekiwany bramkarz Kuba Hładowczak...
– Bardzo czekaliśmy na Kubę. Wszyscy, którzy interesują się naszym klubem wiedzą jak ważna jest to postać. Wracamy do układu, kiedy o miejsce naszej bramce rywalizował Kuba i Wojtek Okręglak. To z nimi odnosiliśmy nasze dotychczasowe największe sukcesy i wierzę, że teraz będzie podobnie. Liczę, że dużo dobrego do naszej gry wniesie też Robert Karkula. Mam nadzieję, że podoła wyzwaniu jakim jest skok o dwie klasy rozgrywkowe. Kadrę zespołu nie mamy szerokiej, ale wydaje mi się, że jest w miarę wyrównana i to powinno być też naszym atutem.

Obserwował Pan co się działo w przerwie zimowej w innych klubach? Wygląda na to, że wiosną walka o utrzymanie rozgorzeje na całego…
– Faktycznie gdzieś mi się tam rzuciło w oczy, że wiele klubów wzmocniło swoje szeregi. To dziwić nie powinno. My jednak musimy patrzeć na siebie a nie na przeciwników. Wszystko zweryfikuje boisko. Najlepszym przykładem na teraz jest Legia Warszawa. Klub, który zimą wzmocnił się kilkoma klasowymi jak na polskie warunki zawodnikami miał dzielić i rządzić w ekstraklasie Tymczasem początek rundy rewanżowe miał fatalny. To dowodzi, że indywidualności w składzie nie zawsze przekładają się na sukcesy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *