Rodzinne miasto odwróciło się ode mnie plecami

SNOWBOARD. Rozmowa z Piotrem „Lotnikiem” Tokarczykiem, nowotarżaninem, najlepszym obecnie polskim zawodnikiem w ekstremalnych konkurencjach snowboardowych, liczącym się również coraz bardziej na arenach międzynarodowych.

Mocnym akcentem kończysz sezon. W Mistrzostwach Polski nie miałeś sobie równych, zdobywając dwa złote medale…

– Fajnie, że się udało po raz kolejny sięgnąć po Mistrzostwo Polski, szczególnie że jakoś nieszczególnie przygotowywałem się do tych zawodów. Miałem inne priorytety w tym sezonie. Do Mistrzostw przystąpiłem niemal z marszu. Łatwo nie było. Mam tutaj głównie na myśli ciężkie warunki w jakich przyszło nam rywalizować. Na szczęście taktyka jaką obrałem okazała się słuszna i dała mi dwa złote medale.

Jesteś zadowolony ze swoich dotychczasowych osiągnięć?

– Jak najbardziej, choć niedosyt zostawia po sobie brak kwalifikacji do Igrzysk Olimpijskich w Pjongczang. Zabrakło mi dwóch startów. Ale teraz już myślę o Pekinie. To dzisiaj jest mój cel numer jeden i jestem przekonany, ze uda mi się go osiągnąć. Bardzo cenię sobie też 5 miejsce w klasyfikacji końcowej Pucharu Europy z zeszłego sezonu, szczególnie, że nie we wszystkich jego cyklach brałem udział. W tych w których wystartowałem, kilka razy stawałem na podium. Udało mi się również zwyciężyć z zawodach FIS. Mam też ogromną satysfakcję że wciąż jestem jedynym Polakiem który robi tzw. 1440 czyli 4 obroty wokół własnej osi w jednym skoku. Jest progres i to najważniejsze. Pozwala mi to z optymizmem patrzeć w przyszłość. Teraz marzy mi się 1800, czyli pięć obrotów, co do tej pory udało się jednemu zawodnikowi. Raz byłem tego bardzo bliski. Popełniłem jednak błąd przy lądowaniu i próby mi nie zaliczono.

Od tego sezonu jeździsz w barwach AZS Katowice. Wcześniej byłeś kojarzony z ekipą UniqueTeam Nowy Targ. Skąd taka zmiana?

– Po prostu nie lubię i nie będę się nikomu narzucał. Powiem wprost: moje rodzinne miasto odwróciło się ode mnie plecami. Rok temu zwróciłem się oficjalnie do burmistrza o wsparcie finansowe, bez którego bardzo trudno byłoby mi kontynuować karierę, zwłaszcza że nie pochodzę z zamożnej rodziny. Moich rodziców nie stać by mnie sponsorować. Nie chciałem wiele. Jakieś skromne stypendium, czy inną formę wsparcia. Wydawało mi się, że moje wyniki i fakt, że jeżdżę po całej Europie będzie dobrą kartą przetargową w tych negocjacjach. Najpierw wydawało mi się, że udało mi się przekonać burmistrza, który sprawiał wrażenie zainteresowanego moją sprawą. Zaczęliśmy rozmawiać o tym w jaki sposób miasto mogło by mi pomóc. Wymyśliliśmy wspólnie kilka wariantów. Obiecał, że się odezwie. Do dziś jednak nie było żadnego odzewu. Próbowałem sam się z nim skontaktować, ale bezskutecznie. Poczułem się oszukany. Dziś już wiem, że nie jestem pierwszy, który w taki sposób został potraktowany. Z niewiadomych przyczyn zniknęły stypendia dla sportowców, które były za czasów dawnego burmistrza. Jest mi najzwyczajniej w świecie bardzo przykro. Kiedy wydawało się, że będę musiał skończyć ze snowboardem, któremu poświeciłem całe swoje życie, pomocną „dłoń” podały mi władze miasta Katowice. Wstąpiłem w szeregi tamtejszego AZS i z miejsca dostałem roczne stypendium. Dzięki temu mogę dalej spełniać swoje marzenia.

Liczysz, że po tym wywiadzie zmieni się nastawienie władz Nowego Targu względem Twojej osoby?

– Nie. Żeby było jasne, nie mówię tego po to być coś zyskać dla siebie. Szczerze, to mi już nie zależy. Tak jak wspomniałem, narzucał się nikomu nie będę. Zależy mi jedynie na tym by wreszcie opinia publiczna dowiedziała się jak nasze miasto traktuje rodzimych sportowców. Oczywiście najlepiej lansować się z tymi o których najgłośniej w telewizji. Ale w naszym mieście jest wielu sportowców, którzy uprawiają, że tak powiem mało komercyjne dyscypliny, ale odnoszą w nich sukcesy na skalę ogólnopolską, a nawet europejską, promując tym samym swoje miasto.

Skąd w ogóle wzięło się u ciebie zamiłowanie do tego sportu?

– Od zawsze ciągnęło mnie do sportów ekstremalnych. Pierwsze były rolki. Jeździłem w skate parku. Zimą było to jednak niemożliwe więc zacząłem szukać alternatyw. I tak trafiłem do snowboardu. Potem ktoś zbudował skocznie i tak się zaczęło. Złapałem „bakcyla”.

Rozmawiał Maciej Zubek

Komentarz Burmistrza Miasta Grzegorza Watychy: Miejski program wspierania klubów sportowych opiera się na konkursie ofert. Co roku konkretna pula pieniędzy trafia do podziału. Wydaje mi się, że to najlepsza i najbardziej sprawiedliwa forma wsparcia. To klub decyduje komu i jakie pieniądze są potrzebne. Miasto w to nie ingeruje. Klub Piotra, UniqueTeam nigdy nie przystąpił do konkursu. Piotrowi bardzo kibicuję, i życzę dalszych sukcesów w karierze. Chcę też podkeślić, że sprawa dotacji jest otwarta w kolejnych konkursach jakie będą przez UM ogłaszane.

(MZ) 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *