NOWY TARG. Właściciele tych kamienic przy rynku, które mają głębokie, pasażowe sienie, skarżą się coraz głośniej, że mniej lub bardziej niezidentyfikowani osobnicy czynią sobie z nich miejsca ustępowe… Gdy po Juwenaliach Podhalańskich ciężki transport wywoził toy-toye z płyty rynku, przechodnie prosili: – Zostawcie chociaż jedną!.. Miasto tymczasem zdecydowało się wreszcie na konkretne rozwiązanie problemu braku publicznego szaletu w centrum: powstanie on w miejskim budynku przy ul. Sobieskiego, zajmowanym teraz przez centralę rybną.
Radni
zaakceptowali bowiem uchwałą projekt burmistrza, by parterowy obiekt oddać w dzierżawę dłuższą niż 3-letnia inwestorowi, który zaadaptuje wnętrze na szalety. Miasto myśli o wykonaniu przybytku ulgi w trybie „zaprojektuj i wybuduj”. Ale nawet gdyby przetarg na inwestora został ogłoszony jak najszybciej – publiczny „wucecik” nie powstanie wcześniej niż za kilka miesięcy.
Zacznijmy od tego, że podziemne szalety przy ratuszu musiały zniknąć, gdyż na ich pozostawienie nie godził się Wojewódzki Konserwator Zabytków.
Publicznej toalety w sercu miasta nie ma więc od momentu rozpoczęcia rewitalizacji. – Skandal w „stolicy Podhala!”– mówią jedni. – Przesada i dzielenie włosa na czworo. Kto chce znaleźć szalet, to znajdzie. Po bramach sika tylko „element”, który w centrum kręcił się zawsze – twierdzą drudzy.
Obiekt przy ul. Sobieskiego ponoć nie wymaga wielkich ani kosztownych prac adaptacyjnych, a miasto poszło w tym kierunku, powziąwszy wiadomość, że są chętni do zainwestowania w szaletowy biznes. Na tę decyzję wpłynęła też rezygnacja złożona przez osobę prowadzącą sklep rybny.
No więc będzie przetarg. Ale co mają robić bywalcy rynku i przyjezdni do czasu aż szalet w ul. Sobieskiego powstanie?
Oficjalna odpowiedź magistratu brzmi: mogą korzystać z czynnego już szaletu w parku.
Nowiutkie WC w obiekcie gastronomiczno-gospodarczym u wejścia do parku rzeczywiście działa, tylko, że w godzinach od 10 do 19. Poza tym przyjezdni mogą nie wiedzieć o tym szalecie, bo żadnej informacji o nim ani strzałki na płycie rynku nie ma.
Pozostaje im liczyć na ubikacje w ratuszu (jednak tylko w godzinach otwarcia) lub płacić za WC w przyrynkowych restauracjach (jeśli akurat są czynne), ewentualnie dobiec do toalety w Urzędzie Miasta (pod warunkiem, że też w godzinach urzędowania). Na tej samej zasadzie można szukać WC w budynku starostwa na rogu rynku i ul. Harcerskiej. Wiadomo, że osoby starsze, mamy z dziećmi czy turystyczne grupy na bieg do parku czy do urzędu namówić będzie trudno.
Powstała więc onegdaj koncepcja sprowadzenia na rynek ekskluzywnej, nowoczesnej kabiny, która byłaby jednocześnie elektronicznym „słupem ogłoszeniowym”. Jeśli taki obiekt stoi na palcu przed Parlamentem Europejskim w Brukseli i nikt nie protestuje, to nowotarskiego rynku zapewne też by nie szpecił. Ekskluzywną kabinę można sprowadzić szybciutko i zainstalować łatwo. Myślenia o niej jednak zaniechano, gdy okazało się, że koszt zmyślnego urządzenia to ok. 200 tys. zł.
Niejaką nadzieję na nieco szybsze zaistnienie przynajmniej pojedynczych kabin w obrębie płyty daje rozstrzygnięty już przetarg na dwa ogródki gastronomiczne, z których każdy będzie musiał posiadać toaletę. W obu przypadkach zastosowanie ma wymóg estetycznego (przynajmniej z wierzchu) dostosowania kabin WC do otoczenia. Ale ogródki też nie powstaną z dnia na dzień.
Zatem ktokolwiek jest zmuszony skorzystać z WC w centrum – lepiej, żeby miał w pamięci godziny urzędowania. Albo zdążył do parku przed godz. 19-tą i zapomniał o krzaczkach, bo system monitoringu działa…