Przestaliśmy być anonimowi

PIŁKA NOŻNA. Rozmowa z trenerem trzecioligowego Wolskiego Lubania Maniowy Markiem Żołędziem o zakończonej rundzie jesiennej

Na półmetku sezonu zajmujecie w tabeli 12 miejsce z dorobkiem 14 punktów i tylko 2 „oczkami” przewagi nad strefą spadkową. To wynik, który chyba was samych do końca nie satysfakcjonuje..

Na pewno obecna nasza sytuacja jest daleka od tej jaką sobie wspólnie planowaliśmy przed startem sezonu. Nasze ambicję sięgały wyżej niż 12 miejsce. Wydawało się, że mamy podstawy ku temu by liczyć na dużo lepszy wynik. Przede wszystkim wzmocniliśmy się kadrowo. Doszedł Sebastian Świerzbiński, Adam Gubała, wrócili do nas Jacek Pietrzak i Wojtek Okręglak. To dawało nadzieję, że możemy powalczyć o co najmniej środek tabeli. Niestety boisko wszystko zweryfikowało. Obnażyło nasze słabości i niestety wiosną znów przyjdzie nam toczyć bój o utrzymanie.

W waszym wypadku sprawdza się sportowe porzekadło, że dla beniaminka zdecydowanie cięższy jest drugi sezon. Przed rokiem o tej samej porze, kiedy debiutowaliście na boiskach 3 ligi, mieliście 4 punkty więcej i zajmowaliście bezpieczne miejsce w środku tabeli…

To już jest reguła niemal w każdej dyscyplinie. Po roku gry w tym samym towarzystwie przestajesz być anonimowy. Jesienią ubiegłego sezonu sprawiliśmy kilka niespodzianek. Nikt nie wiedział na co nas stać. Dziś już wszyscy wiedzą, że z Lubaniem nie ma łatwo, że potrafimy grać w piłkę i aby uzyskać z nami dobry wynik trzeba grać na sto procent. To z kolei znacząco podniosło nam poprzeczkę. Dziś już trudno nam jest czym zaskoczyć przeciwnika, który doskonale zna nasze mocne i słabe strony.

Analizując wasze wyniki z tej rundy można wywnioskować, że zespół nie był najlepiej przygotowany do sezonu pod względem przygotowania fizycznego. Większość bramek, traciliście właśnie w ostatnich 15-20 minutach…

Na pewno jest w tym sporo racji i jest to dla mnie powód do szczegółowej analizy i wysuwania pewnych wniosków na przyszłość. Z drugiej strony te gole tracone w ostatnich fragmentach spotkań nie do końca były skutkiem braku odpowiednio przepracowanego okresu przygotowawczego. Często jest tak, że kiedy nie idzie, kiedy nawarstwiają się problemy to tych sił automatycznie ubywa. Jeśli głowa nie pracuje to i nogi nie dają rady. II tak z nami było w tej rundzie. Każdy przegrany mecz, każdy tracony gol od razu odbijał się na psychice zawodników. Jest i druga strona medalu. Przypomnijmy sobie jak wyglądały nasze przygotowania w przerwie zimowej, wtedy kiedy właśnie jest najważniejszy moment na to aby naładować „akumulatory” na cały rok. Frekwencja na treningach była znikoma. Nie może być jednak inaczej jak ma się w drużynie studentów czy ludzi, którzy na co dzień grę w piłkę dzielą ze swoją pracą. A kiedy pracujesz nad siłą, wydolnością i wytrzymałością to najważniejsza jest systematyczność. Teraz znów historia się powtarza. Zaczął się rok akademicki i znów większość zawodników się porozjeżdżała. Zacznie się zima a wraz z nią praca na wyciągach i stokach narciarskich. Co prawda każdy zobowiązał się do indywidualnych treningów, ale to nie to samo co trening zespołowy. Poza tym my też mamy ograniczone możliwości chociażby z powodu braku siłowni, gdzie pracuje się nad mocą, która jest fundamentem budowy formy fizycznej. Właśnie w tym kierunku podąża nowoczesny proces treningowy. Ja jednak daleki jestem od narzekań. Staram się wykonywać swoją pracę w takich warunkach jakimi w danej chwili dysponuję. Moje metody do tej pory się sprawdzały, choć oczwyście pewne błędy popełniałem i teraz będę je chciał wyeliminować.

Piętą achillesową Lubania w tej rundzie były stałe fragmenty gry. Nie tylko mało zdobywaliście po nich bramek, ale i sporo ich traciliście…

Paradoksalnie właśnie nad tym elementem pracowaliśmy w trakcie tej rundy bardzo dużo. Nie było tygodnia gdzie nie ćwiczylibyśmy rzutów rożnych czy rzutów wolnych. I na treningach wyglądało to bardzo obiecująco. Przyszedł jednak mecz i nie byliśmy sobą. Brakowało nam konsekwencji i koncentracji przy wypracowanych schematach. Przegrywaliśmy pojedynki jeden na jeden, co jest kluczowe w takich sytuacjach. Brakowało odpowiedniego ustawienia się w polu karnym, sprytu i cwaniactwa.

Wydaje się, że cały czas szukał Pan optymalnego ustawienia zespołu. Niemal w każdym pojedynku pojawiały się pewne korekty w składzie zarówno personalne jak i dotyczące pozycji danego zawodnika na boisku…

Wymuszała to sytuacja w jakiej się znaleźliśmy. Jak nie szło, to próbowaliśmy coś zmieniać, szukać nowych rozwiązań. Ja nie jestem zwolennikiem przywiązywania danego zawodnika do jednej pozycji. Uważam, ze kreatywność i uniwersalność powinna cechować dobrego piłkarza. Na każdym treningu staram się obserwować jak zawodnik w danej chwili wygląda, czym się wyróżnia i w jaki sposób go najlepiej wykorzystać dla dobra drużyny. To nie jest też tak, że ja coś narzucam zawodnikowi. Dużo ze sobą rozmawiamy na temat tego gdzie dany gracz najlepiej się czuje. Często jest tak, że zawodnik sam sugeruje gdzie go ustawić na boisko i ja z tym zdaniem się liczę.

Ta runda to Pana najtrudniejszy okres pracy w Lubaniu?

Takich momentów było już kilka. Jeszcze kiedy graliśmy w IV lidze i walczyliśmy o awans zdarzyła się nam seria porażek. Wydawało się, że awans wymknie się nam z rąk. Potem szalenie ciężka była runda wiosenna ubiegłego sezonu, kiedy borykaliśmy się z dużymi problemami kadrowymi co odbijało się na naszych wynikach i sprawiło, że długo nie mogliśmy być pewni utrzymania. Teraz też nie było łatwo. Dużo było nerwów. Spłynęła na nas duża fala krytyki. Często górę brały emocję. Dla mnie samego ta rudna to kolejna lekcja. Ja się przecież ciągle uczę pracy trenera.

Jak reaguje Pan na opinie, że Lubań pod Pana ręką jest już drużyną „wypaloną”?

Każdy ma swoje zdanie i ma prawo je wygłaszać. Większość tych osób jednak swoje wnioski formułuje patrząc jedynie przez pryzmat wyników, nie znając sytuacji jaka panuje wewnątrz drużyny. Osobiście nie czuję się wypalony. Myślę, że jeszcze mogę tej drużynie dać coś dobrego, sprawić by grała jeszcze lepiej. Oczywiście i ja miałem momenty kiedy czułem się bezsilny, kiedy myślałem aby zrezygnować i dać się wykazać komuś innemu. To jednak szybko mijało. Na dziś nie wiem tak naprawdę czy wiosną poprowadzę zespół. Decyzja jest w rękach działaczy. Nie jestem „przywiązany” do stołka i jeżeli taka będzie ich wola to odejdę a jeżeli dane mi będzie zostać to wiosną zrobię wszystko abyśmy się awansowali w górę tabeli.

Zespół by grać lepiej wiosną potrzebuje wzmocnień kadrowych?

Oczywiście, że chciałoby się mieć w kadrze jak najlepszych zawodników, to ułatwiłoby zadanie. Na pewno na kilku pozycjach mamy problem i konkurencja by się przydała. Z drugiej strony sytuacja finansowa klubu ogranicza nam pole manewru w tym względzie. Priorytetem jest więc to aby nikt z tej drużyny nie odszedł. Mamy wystarczający potencjał do tego aby skutecznie wiosną powalczyć o utrzymanie.

Plan zimowych przygotowań ma Pan już opracowany?

Dopinamy jeszcze kilka spraw. Treningi wznowimy 7 stycznia. Będziemy tradycyjnie pracować na swoich obiektach. Mamy już umówionych kilku sparingpartnerów m.in. Karpaty Siepraw, Sandecję Nowy Sącz, Poprad Muszyna, Halniak Maków Podhalański czy Watrę Białka Tatrzańska. Być może uda się nam też zagrać z jakimś mocnym zespołem, który będzie przebywał na zgrupowaniu w naszych okolicach.

Rozmawiał Maciej Zubek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *