HOKEJ. Przetrzebiona chorobami drużyna MMKS Podhala Nowy Targ nieznacznie uległa na lodowisku lidera tabeli, drużyny JKH Jastrzębie. Nowotarżanie radzić sobie musieli bez pięciu zawodników, w tym aż czterech obrońców.
Do trenera Marka Ziętary, Sebastiana Łabuza, Oskara Jaśkiewicza, których brakowało już w meczu niedzielnym przeciwko Ciarko PBS Sanok, dołączyli Patryk Wronka, Martin Luczka i Damian Tomasik. Na domiar złego w trakcie spotkania Dariuszowi Gruszce odnowiła się kontuzja obojczyka i w trzeciej tercji już go na lodzie nie zobaczyliśmy.
Pełniący pod nieobecność Ziętary, rolę pierwszego szkoleniowca „Szarotek” Marek Rączka musiał więc mocno eksperymentować składem. M.in. z konieczności w defensywie zagrali Jarosław Różański i Filip Wielkiewicz. Dlatego pierwszego z nich był to powrót po latach na tę pozycję.
– Z tego co pamiętam to ostatni raz jako obrońca zagrałem całe spotkanie dwa lata temu w sparingu, jeszcze jako zawodnik Unii Oświęcim. Większego problemu to jednak dla mnie nie stanowiło. Oczywiście kilka pierwszych minut potrzebowałem żeby „wejść” w mecz, ale z każdą kolejną zmianą nabierałem pewności. Jeżeli będzie taka potrzeba to nie widzę przeszkód w tym aby dalej grał na obronie – przyznał kapitan Podhala, który tworzył pierwszą parę obrońców z Finem Joni Havarinenem.
Mimo narastających kłopotów, „Szarotki” postawiły się gospodarzom i mogły nawet pokusić się o korzystny wynik, gdyby nie kolejny raz seryjnie marnowane przez nich okresy gry w liczebnej przewadze.
Inicjatywa w tym meczu – szczególnie od jego połowy – należała do gospodarzy, ale kapitalnie w bramce Podhala spisywał się Ondrej Raszka. Wygrał niezliczoną ilość pojedynków z zawodnikami Jastrzębia. Przy straconych golach nie miał nic do powiedzenia. Oba zresztą padły w bardzo podobnych okolicznościach. W 30 min Raszka wygrał pojedynek sam na sam z Szymonem Marcem, ale do odbitego od bandy krążka dopadł Radosław Nalewajka i mimo ostrego kąta zdołał umieścić go w odsłoniętej bramce. W 49 min z kolei – w trakcie gry gospodarzy w liczebnej przewadze – Tomas Protivny uderzył z niebieskiej linii, krążek znów odbił się od bandy i trafił wprost na kij będącego przed bramką Petra Polodny, a ten z bliska dopełnił formalności.
– Szacunek dla chłopaków, że w takiej sytuacji kadrowej w jakiej się znaleźliśmy potrafiliśmy napsuć sporo krwi tak mocnej drużynie jak Jastrzębie. Dopóki mieliśmy siły, walczyliśmy jak równy z równym. Było sporo okazji bramkowych, ale brakowało szczęścia. Sił jednak z każdą minutą było coraz mniej, co przeciwnik potrafił wykorzystać. Uważam, jednak że jak na taki skład jakim dysponowaliśmy tak nieznaczna porażka to dobry wynik. – ocenił Rączka.
JKH Jastrzębie – MMKS Podhale Nowy Targ 2:0 (0:0, 1:0, 1:0)
Bramki: 1:0 R. Nalewajka (Marzec) 31, 2:0 Polodna (Protivny, Urbanowicz) 49.
Sędziował: Tomasz Radzik z Krynicy. Kary: 12 min – 20 min (w tym 10 min dla Wielkiewicza za niesportowe zachowanie)
JKH: Zabolotny – Rompkowski, Nemecek, Bordowski, Bondarew, Laszkiewicz – Bryk, Protivny, Ł. Nalewajka, Steber, Urbanowicz – Pastryk, Górny, Plichta, Polodna, Kulas – Ałeksiuk, Bigos, Przygodzki, Marzec, Ł. Nalewajka.
Podhale: Raszka – Różański, Havarinen, Gruszka, Dziubiński, Omeljanenko – Wielkiewicz, Sulka, Damian Kapica, Bryniczka, P. Kmiecik – Imrich, Mrugała, Michalski, Daniel Kapica, Olchawski oraz Zarotyński.