Piotr Dziubasik. Podhale-Kobylanka

FELIETON. NA SPALONYM. Postanowiłem że od czasu do czasu będę opisywał mecze na których bywam. Jednak nie będzie to zwyczajna relacja jaką znajdziecie w każdej gazecie po danym meczu. Postaram się opisać spotkanie trochę z przymrużeniem oka, z perspektywy kibica, luźnym stylem. Wszystko to co się dzieje na boisku i poza nim.

Przybyłem wreszcie po raz pierwszy na mecz ligowy NKP Podhale. „W bramach” stadionu przywitał mnie sympatyczny porządkowy ze skarbonką.

– Ile? – zapytałem
– Co łaska. – usłyszałem w odpowiedzi

A więc rzuciłem na co mi łaska w portfelu pozwoliła żeby nie mówili, iż Dziubasik na sępa wchodzi. W dobrym towarzystwie z uwagą obserwowałem poczynania piłkarzy.

Pierwsze co rzuciło się w oczy to stan murawy. Jak jeszcze górna połowa (czyli ta zachodnia..czyli ta po lewej, tam gdzie słoneczko zachodziło ) wyglądała jako tako, tak ta druga była „połatana” kępkami ziemi. Piłka w tych miejscach niemiłosiernie podskakiwała. Ogólnie boisko przy lodowisku rozmiarami nie grzeszy co, wnioskuję po przebiegu gry, było przeszkodą dla graczy Podhala.

Goście? W porównaniu z zawodnikami NKP wydawali się jacyś mali. Serio, takie nieduże chłopaczki. Może obecność wielkoludów w postaci Krzystyniaka czy Anioła powodowała takie wrażenie. Wszak Janasik, Misiura, K.Dudek czy Bobek też długo w kolejce po wzrost nie stali.

Do meczu. Już w 10 minucie gospodarze prowadzili. Świerzbiński podał Ślusarkowi, a ten oddał celny lecz strasznie anemiczny strzał. Zasługę przy tym golu niewątpliwie miał bramkarz przyjezdnych, który rzucał się na tą piłkę w stylu „slow-motion”. W ogóle facet miał śmieszną bluzę w paski w stylu retro i sprawiał wrażenie jakby go przypadkiem w drodze na mecz zabrali. Ale patrzę na tabele – Kobylanka przedostatnia – no to chyba wiem już czemu.

Do przerwy wynik brzmiał 3-0 dla NKP. Drugą bramkę machnął Ślusarek, który wykończył już mocniejszym strzałem, ładną zespołową akcję. Wcześniej, po kontrze bramkę zdobył Misiura. Golkiperowi gości trzeba jednak oddać, że główkę Ślusarka z 7 metrów ładnie obronił.

Druga połowa była nudna. Poza pierwszymi minutami kiedy to goście z kopyta ruszyli…tzn próbowali ruszyć z agresywniejszym pressingiem na graczy Podhala. Jednak z ich ataków wynikało wielkie nic. Gospodarze kontrolowali przebieg meczu i absolutnym minimalnym nakładem sił chcieli dowieźć ten wynik do końca. Kiepsko się ogląda spotkanie gdzie jedni by chcieli ale nie umieją, a drudzy umieją ale im się nie chce. Zwycięzców się nie sądzi. Pewne 3-0, pewny lider.

Więcej na Blogu Autora (TUTAJ)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *