FELIETON. NA SPALONYM. W tą deszczową niedzielę wybrałem się do Zakopanego na Puchar Tatr. Obsada jak na nasze warunki nawet ciekawa. Sandecja, Okocimski, Cracovia i Podbeskidzie BB. Wczoraj odbyły się półfinały (Cracovia-Okocimski) a dziś finały. Wstęp 10 zł więc pomyślałem „ Dwie Ekstraklasowe ekipy,w tym rewelacja wiosny i dwie drużyny z I ligi – cena idealna! Idę!”
To było jedno z najgorzej zainwestowanych 10 złotych w moim dotychczasowym życiu. Na dzień dobry mecz o 3 miejsce. Sandecja – Okocimski. Jedni i drudzy grają jakby dopiero co zeszli z Himalajów. Nie znam tych zawodników więc może to jacyś testowani lub zmiennicy. Ogólnie szału nie ma. Patrząc jak chłop z pierwszoligowej drużyny nie umie wykonać dokładnego podania górą, drapałem się po głowie, zastanawiając się o co chodzi? Mecz się skończył (wreszcie!) i po serii karnych wygrał Okocimski. W sumie docelowo przyjechałem obejrzeć mecz Podbeskidzia więc zbytnio poziomem meczu Sandecji się nie przejąłem sądząc że przecież najlepsze przede mną. Mhm…
Na dzień dobry przywitał mnie elaborat spikera o Cracovii. Rozumiem że ten cały Puchar Tatr powstał wskutek inicjatywy jakiegoś kółka różańcowego Cracovii zwanego przez spikera towarzystwem przyjaciół Cracovii (WTF?). Ale na litość Boską, wychwalanie pod niebiosa krakowskiego klubu było ohydnie mdłe. I tak oto dowiedziałem się że 300 lat temu jakieś BPTSWcośtamcośtam Bielsko Biała przegrało z Cracovią 8-0, a potem wysłuchałem 200 piosenek o Cracovii (najlepsza była ta w której refren brzmiał „Cracovia mistrzem hokeja!”) . Oczywiście poza hymnem Maleńczuka reszta piosenek była żałosna. No i też nie mogło zabraknąć 100 przypomnień, że na stadionie zjawił się właściciel Comarchu, prof. Filipiak.
Również nie brakło przesympatycznych kibiców Cracovii, którzy z całego hymnu swojego klubu umieli zaakcentować „(..)zejść na PSY”. Kumaci wiedzą o co chodzi. Kompleks Wisły nadal aktualny. Spiker oczywiście pozwalał zebranej nieopodal niego grupce kibiców krzyknąć do mikrofonu „Hej Hej Cracovia” co było majstersztykiem intelektualnym. Ludzie którzy stali pod głośnikami delikatnie mówiąc 'psioczyli’ na ten pomysł.
Bym zapomniał o jednej fajnej frazie, którą wypowiedział wesoły spiker. Końcówka meczu Sandecji z Okocimskim, wynik 1-1 a z głośników dochodzi: „wynik pozostaje remisowy, ustalony już w pierwszej połowie kiedy to drużyny strzeliły po jednym golu. Dzięki temu do przerwy był remis”. Leżałem…
więcej na blogu autora PIOTRA DZIUBASIKA