Piłka nożna III liga. Podhale imponuje, Poroniec zawodzi

PIŁKA NOŻNA. W II kolejce spotkań rozgrywek małopolsko-świętokrzyskiej III ligi po raz kolejny zaimponowali piłkarze beniaminka Podhala Nowy Targ, którzy odnieśli efektowne wyjazdowe zwycięstwo w Woli Rzędzińskiej. Zupełnie odmienne nastroje panują za to w Poroninie. Poroniec przegrał drugie z rzędu spotkanie, tym razem na własnym boisku z Sołą Oświęcim, w dodatku tracąc gola w jednej z ostatnich akcji meczu.

Poroniec Poronin – Soła Oświęcim 0:1 (0:0)
Bramka: 0:1 Cygnar 90.
Poroniec: Cabaj – Senderski, Pluta, Malinowski ŻK, Gryźlak – Leszczak (83 Madejski), Bartos, Słupski, Wolański – Żurawski, Dudzik.
Soła: Koper – Ząbek, Wadas, Wowra, Jamróz ŻK (87 Stanek) – Gleń, Hałgas (90 Czapla), Szewczyk ŻK, ŻK CZK 84, Cygnar – Snadny (88 Knapik), Dynarek.
Sędziował: Wojciech Curyło z Krakowa. Widzów: 250

Kluczowa dla losów tego spotkania akcja miała miejsce w trzeciej minucie doliczonego czasu gry. Z rzutu wolnego Adrian Stanek zacentrował piłkę w pole karne Porońca, tam głową musnął ją Paweł Cygnar i to wystarczyło aby wpadła ona do bramki. Warto odnotować, że wtedy goście mieli już na boisku o jednego zawodnika mniej, bowiem w 84 min czerwoną kartkę w konsekwencji dwóch żółtych zobaczył Kamil Szewczyk.

Generalnie mecz miał dwa oblicza. W pierwszej inicjatywę posiadali goście, świetnie czujący się w grze z kontrataku. Groźną bronią oświęcimian były stałe fragmenty gry. To właśnie wtedy najgoręcej było pod bramką debiutującego w Porońcu Marcina Cabaja. I tylko braku precyzji Cygnar czy Dawida Dynarka, a także interwencji Marcina Malinowskiego, który w ostatnim momencie zatrzymał piłkę zmierzającą do bramki, gospodarze zawdzięczają, że po 45 minutach nie przegrywali. Sami poronianie najlepszą w tej części gry okazję na gola, mieli po efektownym uderzeniu z woleja Jakuba Słupskiego, po którym piłka jednak przeleciała tuż obok bramki.

Po przerwie lepiej z kolei prezentował się Poroniec, którego akcje wreszcie zaczęły się zazębiać. W 64 min po akcji z Januszem Wolańskim, Sebastian Leszczak minimalnie chybił. Dwie minuty później ponownie Leszczak stanął przed znakomitą szansą, zdecydowanie najlepszą jaką poronianie mieli w całym meczu. Po błędzie defensywy i bramkarza gości, nie potrafił jednak skierować piłki do pustej bramki (futbolówka musnęła poprzeczkę). Kiedy wydawało się, że mecz zakończy się sprawiedliwym – patrząc na przebieg 90 minut gry – wynikiem, miała opisana na wstąpi akcja, która dało gościom zwycięstwo.

– Po nieudanej inauguracji, chcieliśmy pokazać, że w piłkę grać potrafimy. I to myślę, nam się udało. Graliśmy z dużą determinacją i dyscypliną taktyczną. W pierwszej połowie byliśmy nieskuteczni, w drugiej dopisało nam szczęście, ale ono w piłce też jest potrzebne – powiedział po spotkaniu trener gości, Sebastian Stemplewski.

– Porażka w takich okolicznościach i po całkiem niezłym w naszym wykonaniu meczu na pewno boli szczególnie. Po nie za dobrej pierwszej połowie, w drugiej po dokonaniu pewnych korekt w ustawieniu już złapaliśmy swój rytm i zdominowaliśmy przeciwnika. Ten poza tą ferlaną sytuacją z 93 minuty praktycznie po przerwie nam nie zagroził. A my przede wszystkim możemy żałować sytuacji Leszczaka. Myślę, że gdybyśmy wówczas objęli prowadzenie to spotkanie zakończyłoby się naszą wygraną i wszyscy bylibyśmy w lepszych nastrojach. A tak przyszło nam poczuć gorycz drugiej z rzędu porażki. Zrobiło się troszkę nerwowo. Ja jestem jednak optymistą. Myślę, że po powrocie kontuzjowanych zawodników i zakontraktowaniu jeszcze dwóch młodzieżowców, wskoczymy wreszcie na odpowiednie tory – przyznał szkoleniowiec, Porońca Przemysław Cecherz.

Wolania Wola Rzędzińska – Podhale Nowy Targ 2:5 (1:1)
Bramki dla Podhala: Urbański 20, Świerzbiński 48, Fałowski 70, 80, Lizak 84.
Podhale: Różalski – Basta, Urbański, Mikołajczyk, Bobak – Lizak, Komorek (85 Misiura), Świerzbiński, Duda (46 Borowicz), Czubin (46 Waksmundzki) – Pająk (58 Fałowski).

Zaczęło się nienajlepiej dla nowotarżan, którzy już w 6 min stracili bramkę. Błąd popełnił Mariusz Różalski, który źle obliczył lot piłki, w efekcie czego się z nią minął. Wyrównał W 20 min strzałem bezpośrednio z rzutu wolnego Mateusz Urbański.

Po przerwie nowotarżanie już zdominowali wydarzenia na boisku a swoją przewagę udokumentowali aż czterema golami. W 48 min przytomnie w polu karnym zachował się Sebastian Świerzbiński i dał Podhalu prowadzenie. W 70 min Świerzbiński zacentrował z rzutu rożnego, piłka trafiła pod nogi Fabiana Fałowskiego, który mocnym strzałem skierował ją do bramki. W 80 min ten sam zawodnik wykorzystał błędzie obrony gospodarzy i wygrał starcie jeden na jeden z bramkarzem, a w 84 min gola fantastycznym uderzeniem z okolic środka boska zdobył Lizak. W doliczonym czasie gry gospodarze zdołali już tylko zmniejszyć rozmiary przegranej.

– Cieszy tak okazałe zwycięstwo, zwłaszcza, że mecz nie zaczął się nam po naszej myśli. Plan był taki, aby podobnie jak przed tygodniem, spokojnie zacząć, dać się wyszumieć gospodarzom i czekać na swoje szanse. Legło to jednak w gruzach dosyć szybko, po nieszczęśliwie straconym golu. Po nim wkradło się w nasze poczynania trochę nerwowości. Na szczęście bramka Mateusza przywróciła nam równowagę. W przerwie prosiłem zawodników o cierpliwą i konsekwentną grę. I tacy też w tej części gry byliśmy. Po raz kolejny potwierdziło się, że warto mieć szeroką i mocną ławkę. To właśnie rezerwowi udźwignęli na swoich barkach ciężar gry i zmienili oblicze spotkania. Cieszymy się z kolejnych trzech punktów, ale w żadne huraoptymizm nie popadamy – przyznał trener Podhala, Marek Żołądź.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *