PIŁKA NOŻNA. Rozmowa z Dawidem Bartosem, kapitanem trzecioligowego Porońca Poronin o inauguracyjnej porażce 3:5 z Przebojem Wolbrom.
Nie udał się debiut na boiskach 3 ligi. Emocje już opadły?
– Ciężko było z początku dojść do siebie. Inaczej być nie mogło, skoro przegrywa się mecz na swoim boisku, w którym w dodatku traci się aż pięć goli. Z drugiej strony nie ma się co załamywać totalnie, bo kto był na meczu to widział, że po tych feralnych 15 minutach, dowiedliśmy, że grać w piłkę potrafimy. Stworzyliśmy sobie tyle, sytuacji, że nawet mogliśmy jeszcze ten mecz wygrać. Ja wiem, że graliśmy z przewagą jednego zawodnika, ale jak popatrzymy na ilość okazji bramkowych, to nie przypominam sobie, abyśmy tyle stworzyli sobie nawet w IV lidze. Niestety naszą dobrą, a momentami bardzo dobrą grę w ofensywie, zamazują błędy w defensywie, które kosztowały nas bardzo wiele.
Co stało się w tym pierwszym kwadransie gry, który tak naprawdę zadecydował o końcowym rozstrzygnięciu. Trener Tomasz Rogala, uważa, że decydująca okazała się psychika…
– Moim zdaniem przygotowani do meczu byliśmy odpowiednio. Każdy z nas wie o co gra. Tuż przed pierwszym gwizdkiem jakoś specjalnie nie odczuwałem napięcia. Dwa mocne ciosy w postaci szybko straconych zwłaszcza pierwszych dwóch goli, po ewidentnie naszych prezentach, w jakimś stopniu na pewien moment sparaliżowały nasze ruchy, czego skutkiem był kolejny stracony gol. Potem już nie mając nic do stracenia, z każdą minutą, ciśnienie z nasz zeszło i już panowaliśmy na boisku. Niestety jeżeli przegrywa się po 15 minutach 0:3, to naprawdę ciężko już odwrócić losy spotkania. To nauczka dla nas, że jeżeli chcemy walczyć o awans, a taki cel wspólnie wszyscy sobie założyliśmy, to takich błędów musimy się wystrzec. Na równym, dobrym poziomie, grać musimy od 1 do 90 minuty. Tylko wtedy osiągniemy sukces.
Można w jakiś sposób tłumaczyć takie błędy, jakie popełnialiście w tym meczu w obronie?
– Ciężko mi jest oceniać kolegów. Od tego jest trener i on zapewne odpowiednie wnioski wyciągnie. Na pewno jednak na tym poziomie nie przystoi popełniać takich błędów. Rozumiem, że ktoś jest stremowany, że komuś bardzo zależy i jest spięty, ale nie wszystko tym można tłumaczyć. To były wręcz szkolne błędy, które nawet juniorom nie powinny się przytrafić. Wcale nie mam tutaj na myśli samych obrońców, bo również gracze pozostałych formacji mają zadania defensywne, z których w tym akurat spotkaniu, się nie wywiązali. Trudno. Musimy uderzyć się w pierś i skoncentrować się na kolejnych meczach. W szatni zaraz po meczu powiedziałem chłopakom, że może lepiej popełnić pięć błędów w jednym meczu, niż po jednym w każdym kolejnym spotkaniu. Osobiście nie wyobrażam sobie, abyśmy tego typu bramki tracili w innych meczach. Tak być nie może.
Okrasą meczu było Twoje trafienie, zdobyte uderzeniem, po którym piłka wylądowała w przeciwległym górnym rogu bramki. Zdobywałeś już wcześniej tak urodziwe gole?
– Faktycznie fajnie to wyglądało. Samo jakoś tak to wyszło. To była kolejna wrzutka w pole karne, tłok był spory, ale akurat piłka doleciała do mnie, zamknąłem oczy, uderzyłem
i wpadło. Chyba faktycznie to było najładniejsze trafienie w mojej dotychczasowej karierze. Kiedyś podobnego gola zaliczyłem w barwach Górnika Zabrze, ale to było uderzenie w krótki róg i nie wyglądało to tak efektownie.
Szansa na przełamanie nadarza się szybko, bo już we środę kolejne ligowe starcie z Hutnikiem Nowa Huta…
– Bardzo dobrze się stało, że gramy teraz co trzy dni. Nie ma czasu na rozpamiętywanie tego co było. W poniedziałek jeszcze na pomeczowym rozbieganiu, analizowaliśmy mecz z Przebojem, ale teraz już myślimy tylko o meczu z Hutnikiem. Jest w nas mocna chęć rehabilitacji.
Rozmawiał Maciej Zubek
Fot. LKS Poroniec/sierakowski.net.pl