POWIAT NOWOTARSKI. Komasacja gruntów w Lipnicy Wielkiej to proces trwający już blisko 30 lat. Teraz prowadzi ją Starostwo Powiatowe w Nowym Targu, tak zdecydował sąd w ubr. Niestety osoby na wniosek, których została ona wszczęta w wielu przypadkach już nie żyją, nie można uzupełnić brakujących danych. To dlatego zdecydowano o zebraniu nowych wniosków, do których nikt nie będzie mieć zastrzeżeń, jak to niestety bywało, co spowodowało, że sprawą zajmowała się prokuratura, czy SKO…
Wnioski Starostwo Powiatowe zbiera do końca listopada. Dalsze postępowanie, zgodnie z procedurami ruszy, gdy będzie ich złożona odpowiednia ilość. Dlaczego od nowa rusza procedura? Otóż, jak stwierdził Sąd Naczelny w 2014 wniosek o scalaniu gruntów z 1987 roku został złożony nieprawidłowo… To wówczas, jako organ zostało wyznaczone Starostwo Powiatowe w Nowym Targu. – Teraz badamy wnioski z 1987 roku np. złożone podpisy – wyjaśnia starosta Krzysztof Faber. – Wedle naszego rozeznania jest duże prawdopodobieństwa, że są nieprawidłowe.
Starosta wyjaśnia, że to dlatego nie było wyjścia i ludzie zainteresowani komasacją składają wnioski od nowa. – Chodzi o to, aby wykluczyć, że któryś podpis jest nieprawidłowy – mówi. Starosta zapewnia, że teoretycznie, owszem, można byłoby wzywać osoby, które wniosek podpisały w 1987 roku, aby uzupełniły dokumenty, niestety jest problem, bo wiele z tych osób po prostu nie żyje…
To dlatego ludzie składają nowe wnioski. A działania starostwa są czynione we współpracy z wojewodą. – Postępujemy zgodnie z ustawą o scalaniu. Nam chodzi o rozwiązanie tego problemu – mówi starosta Faber i przypomina, że gdy ruszyło przed 30 laty scalanie Lipnica Wielka była zupełnie inna wsią, z innymi problemami i oczekiwaniami. – Teraz mało ludzie gospodaruje. A Orawa to jedna wielka wycieczka, bo mieszkańcy są gośćmi w swych domach, pracują w Niemczech, Austrii, przyjeżdżają w dni wolne. Teraz nam chodzi o to, aby ci, którzy mają są własność w Lipnicy Wielkiej, mogli bez problemu decydować swą własnością. Ci co gospodarzą, niech robią to dalej, ci co chcą się budować, niech się budują, ale ci co chcą sprzedać swą ziemię też niech robią to bez problemu.
Do tej pory przez te wszystkie lata, mieszkańcy byli mocno sparaliżowani jeśli chodzi o obrót ziemią. Co prawda czyniono zmiany punktowe do planu zagospodarowania, ale było to bardzo uciążliwe i konfliktogenne. Starsi ludzie, nawet gdyby chcieli nie mogli przekazywać ziemi za emerytury. Zebrania wiejscie i sesje były pełne żali, konfliktów, krzyków.
– Ludzie żyją tam w zawieszeniu, muszą funkcjonować w rzeczywistości sprzed 30 lat – podkreśla starosta Faber. Dodaje, ze dlatego tak ważne jest zakończenie decyzją tego stanu. Nie ukrywa, że sprawa jest skomplikowana, bo scalanie dotyczy prawie 6 tys. ha i w dokumentach funkcjonuje, jako całość.
Kiedy rozpocznie się na nowo proces komasacji wielko lipnickich gruntów? – Teraz wciąż zbieramy wnioski do końca listopada, gdy będzie ich odpowiednia ilość, z pracami ruszamy i chcemy to zrobić do pół roku – mówi starosta.
A sam proces scalania to najdłuższa historia komasacji gruntów w Polsce. Proces ruszył bowiem w 1987 r. na wniosek 535 właścicieli gruntów z 1984 r. Ostatecznie objęto nią obszar 2089 gospodarstw i 49280 działek. Warto podkreślić, że proces był bardzo długi i dopiero w 1997 r. rozpoczęto okazywanie projektu. Wtedy zaczęły się pierwsze problemy, nie brakowało i doniesień do prokuratury.
W 1999 r. organem prowadzącym został zarząd gminy Lipnica Wielka, dwa lata potem zarząd gminy Nowy Targ. Decyzja scaleniowa I instancji, czyli wójta gminy Nowy Targ została wydana we wrześniu 2006 roku z rygorem natychmiastowej wykonalności. Była odczytana przy udziale mieszkańców w hali sportowej, bo tylko tam mogli się pomieścić uczestnicy scalania. To teoretycznie zakończyło trwający 20 lat proces komasacyjny.
Niestety były to tylko mrzonki. W ustawowym terminie wpłynęło do SKO aż 500 odwołań. Wstrzymano natychmiastowe wykonanie decyzji, zatwierdzającej projekt scaleniowy. Niemożliwe stało się przejmowanie gruntów, powstał paraliż inwestycyjny gminy. W 2008 SKO zatwierdziło decyzję I instancji.
Gdy po perypetiach zapadł decyzja scaleniowa II instancji, konieczne stało się przygotowanie nowego operatu poscaleniowego, i to nie obyło się bez kłopotów i zawirowań. Zgodnie z umową prowadziło je krakowskie biuro geodezyjne. Jednak w tym czasie nadal 120 skarg na decyzję komasacyjną organu II instancji (SKO) było w Wojewódzkich Sądzie Administracyjnym w Krakowie. Sprawa się komplikowała i to dlatego przed rokiem Naczelny Sąd Administracyjny wydał decyzję unieważniającą wniosek komasacyjny złożony w 1987 roku. Argumentował, że został złożony nieprawidłowo.