NOWY TARG. Magia, iluzjonista i siłacz-atleta, klauny na szczudłach, karzełek na rowerku, popisy linoskoczków, małpka grająca na fortepianie, tańce-łamańce, tęcza w mydlanych bańkach, cukrowa wata, multum zabaw, jazda na grzbiecie kucyka i wiele innych rzeczy, które dzieciaki lubią najbardziej i co je przyciąga jak magnes. Można było nawet zatańczyć walca z burmistrzem.
Oprócz tego bufet z prawie cyrkową obsługą, kiełbaski z rusztu, kolorowe drinki, roztańczona scena, dmuchańce do miękkiego lądowania. To się wszystko działo w sobotę, w Parku, podczas organizowanego przez miasto Cyrkowego Dnia Dziecka. Wszystkich atrakcji i niespodzianek zresztą nie sposób wymienić. Część cyrkowa to dzieło artystów z warszawskiej agencji Mimello. Stosowany strój przywdział tego dnia dyrektor MOK-u, Bolesław Bara, z Akademią Tańca przybywając do Parku. Burmistrz – rad nie rad – musiał na komendę walca rozpocząć, a partnerkę miał „z przydziału”.
Gdy po kilku godzinach bajecznie kolorowej, bardzo tłumnej i pełnej atrakcji imprezy zabawa rozkręciła się na dobre, przerwała ją, niestety, wiosenna ulewa. Całego, przewidzianego aż do wieczora programu, nie dało się zrealizować. Tym większy pozostanie apetyt na kolejne takie prezenty dla dzieci od miasta. Frekwencję można szacować nawet na kilka tysięcy osób.