Rozmowa z ppłk Krzysztofem Cyparą – komendantem Straży Miejskiej w Nowym Targu
– Rok po wprowadzeniu nowego system zbiórki odpadów da się już chyba zauważyć, ile on zmienił…
– W naszych czynnościach zmienił tyle, że nie musimy już kontrolować wszystkich budynków na okoliczność posiadania umów na odbiór nieczystości stałych, bo właściciele posesji złożyli deklaracje i oświadczenia, nałożone zostały opłaty. Gospodarkę odpadami powadzi teraz Urząd Miasta poprzez firmy.
– Większość sygnałów o nieprawidłowościach w gospodarce śmieciowej lub o niesubordynacji mieszkańców nadal jednak trafia do Straży. Co najczęściej jest powodem interwencji?
– Spotykamy się z sygnałami, że ktoś produkuje odpady, a nie złożył w Urzędzie Miasta deklaracji. Chodzi przede wszystkim o odpady domowe, bo jeszcze nie spotkaliśmy się ze zgłoszeniem, że ktoś nie zadeklarował przemysłowych. Jeśli będą też inne sygnały, na pewno podążymy ich śladem i będziemy kontrolować.
– Po podliczeniu deklaracji, które wpłynęły do Urzędu, okazało się, że brakuje ok. 10 procent. Jak w tej sprawie podziałała Straż Miejska?
– Dostaliśmy wykaz, żeby sprawdzić te posesje i okazało się, że chodzi o osoby zamieszkujące w mieście od niedawna lub wynajmujące domy czy mieszkania od innych osób. Zadeklarowały one, że niezwłocznie dopełnią obowiązku, zgłoszą się do referatu ochrony środowiska i złożą deklaracje. Po ponownej weryfikacji listy podejmiemy interwencje i będziemy do tych sytuacji podchodzić już bardziej rygorystyczne. Niezłożenie deklaracji może by ukarane mandatem w wysokości 100 – 500 zł. Jeśli w grę wchodzi większa ilość odpadów, to przeważnie mandaty są 200 – 300-złotowe.
– W sezonie grzewczym wszakże większość zgłoszeń przyjmowanych przez Straż dotyczy spalania odpadów i smrodliwych wyziewów z kominów…
– Głównie są to informacje telefoniczne, anonimowe, zgłaszający nie chcą podawać swoich danych. Od początku roku było takich zgłoszeń 36. W sześciu przypadkach kontrole potwierdziły spalanie odpadów – sprawcy zostali ukarani mandatami, na łączną kwotę 1.500 zł. W poprzednich latach potwierdzało się nam ok. 10 procent takich zgłoszeń. W większości przypadków okazywało się, że ludzie palą węglem gorszej jakości, dlatego z komina wydobywał się żółtawy dym i smród siarkowodoru, nasuwający podejrzenia, że spalane są odpady. Łatwe do identyfikacji zmysłem węchu są tylko przypadki spalania odpadków skór, szmat, kości i plastiku. Złapania na gorącym uczynku sprawcy toksycznego zadymienia unikają też natychmiast zasypując palenisko węglem. Wtedy można im udowodnić spalanie odpadów tylko przez pobranie wymazów z komina. W ubiegłym roku robiła to Politechnika Krakowska, ale takie badanie kosztuje ok. 1.500 zł, a pieniądze musi wyłożyć samorząd. Tu trzeba by raczej docierać do świadomości społecznej, bo niektórzy myślą, że – spalając odpady – zaoszczędzą na węglu lub że uzyskają więcej kalorii. Zapominają tylko, że trują siebie i otoczenie.
– Czy obserwacje Straży wskazują, że system rzeczywiście przyczynia się do zanikania dzikich wysypisk?
– Sytuacja zmieniała się wyraźnie i dzikie wysypiska to już sporadyczne przypadki. Jeśli liczbę takich miejsc zgłaszanych średnio w każdym poprzednim roku przyjmiemy za 100 proocent, tak teraz ilość sygnałów zmniejszyła się do 20 procent. Zmienił się też rodzaj odpadów na dzikich wysypiskach. O ile kiedyś było to wszystko, co zalegało w domach, folie, opakowania, tak teraz są to przeważnie odpady po remontach budynków. Podejrzewamy, że takie wysypiska tworzą głównie firmy, które wykonują remonty, zabierając też gruz, styropiany, panele, blachy. Ich obowiązkiem jest odwieźć to na składowisko, ale musieliby tam uiścić opłaty, więc starają się tego uniknąć. Na poprawę sytuacji wpłynął też systematyczny odbiór odpadów wielkogabarytowych.
– Straż Miejska kontrolowała też, czy posesje zaopatrzone są w pojemniki. Jak wypadły te sprawdzenia?
– Sprawdzaliśmy, czy pojemniki są i czy prawidłowo je opisano. Po stwierdzeniu braku właściciele posesji byli zobowiązani do zaopatrzenia się w pojemniki i oznakowania ich.
– Tajemnicą poliszynela jest ilość mieszkań i pokoi wynajmowanych studentom, podczas gdy niekiedy w deklaracji figuruje tylko dwójka lub trójka stałych mieszkańców. Tymczasem ilość śmieci jest w rzeczywistości znacznie większa. Czy kwatery też były sprawdzane?
– Na razie, przed końcem roku akademickiego, nie mieliśmy takich zgłoszeń. Jak się rozpocznie nowy rok akademicki, wielu studentów może mieszkać bez zameldowania. Jeśli dotrą do nas takie sygnały, na pewno będziemy kontrolować.
– Przed Strażą Miejską także inna duża kontrolna akcja – w dziedzinie gospodarki wodno-ściekowej. Czego mogą się spodziewać właściciele posesji?
– Z referatu ochrony środowiska otrzymaliśmy wykaz posesji nie podłączonych do kanalizacji sanitarnej, głównie na osiedlach peryferyjnych. To rejon ul. Krakowskiej, Niwy, Robowa, osiedli Gazdy, Oleksówki, Kokoszkowa. W sumie ponad 800 adresów. Lista nie została jeszcze zweryfikowana, bo odcinków kanalizacji w międzyczasie przybyło i kolejni mieszkańcy się podłączyli, mogą już pokazać umowy na odbiór ścieków. Mieszkający przy skanalizowanych ulicach w większości zobowiązują się do podłączenia. Ale tam, gdzie są szamba, będziemy musieli sprawdzać – kwity za wywóz, ale i szczelność zbiorników. Ci, którzy mają przydomowe oczyszczalnie, co dwa lata muszą wywozić osad, muszą się także legitymować zgodą starostwa i zatwierdzeniem przez referat ochrony środowiska Urzędu Miasta. A szamba – nawet, jeśli wybetonowane – nie znaczy, że są szczelne. Szczelnych praktycznie nie ma, bo musiałyby być uszczelnione tak, jak zbiorniki wody. Po jakimś czasie używania takie szambo z kręgów „uszczelnia” się jednak samoistnie osadami. Znacznie groźniejsze jest wpuszczanie nieczystości do cieków.
Fot. Anna Szopińska