NOWY TARG. Ponad dwie godziny trwało w Nowym Targu spotkanie z posłem PiS i byłym ministrem spraw wewnętrznych. Zdominowały je krytyka poczynań rządu premiera Donalda Tuska i prezentacja wyników dociekań zespołu parlamentarnego ds. wyjaśnienia przyczyn katastrofy rządowego samolotu Tu-154 w Smoleńsku, któremu przewodniczy Antoni Macierewicz.
Wizytę poprzedziło
podobne otwarte
spotkanie
w
Nowym Sączu,
skąd poseł
przyjechał o
pół godziny
spóźniony,
bo przedłużyły
je pytania
uczestników. Dlatego w Nowym Targu pytań już nie było. Salę Miejskiego Ośrodka Kultury wypełniało jednak kilkaset osób, które dotrwały do końca spotkania.
Posłanka rekomendowała swojego gościa jako nieugiętego opozycjonistę o twardym charakterze i „człowieka na trudne czasy”, przypominając, że to on kilkadziesiąt lat temu zakładał Komitet Obrony Robotników.
Recenzja, jaką rządowi Donalda Tuska wystawił polityk PiS, była druzgocąca. Zmarnowane pieniądze unijne, stracone szanse na dopłaty dla rolników porównywalne z dopłatami w krajach „starej Unii”, paraliż kolei na Dolnym Śląsku, zwolnienia w „Fiacie”, rozpad struktur bezpieczeństwa – to według niego tylko niektóre przejawy „zawału państwa” powodowanego przez ekipę zajętą głównie wyprzedażą majątku narodowego.
– Gospodarka kraju to nie gra w piłkę nożną… – ostrzegał poseł, przewidując rok jeszcze trudniejszy z powodu pogłębiana się kryzysu.
Nie szczędził też ostrych słów pod adresem premiera, który: „nie tylko nie potrafi odzyskać wraku z rąk rosyjskich, ale i tego nie chce”, ponieważ oddał śledztwo Rosjanom.
Dzielił się również polityk prawicy wiedzą o informacji na temat planowanego zamachu, która pojawiła się dzień przed katastrofą, lecz żadne służby skutkiem tego nie podwyższyły stanu gotowości i nie dotarła ona do prezydenta. Ponadto premier zaniedbał wynegocjowanie dla polskiej delegacji statusu delegacji dyplomatycznej, co oznaczało, że strona rosyjska nie bierze odpowiedzialności za to, co może się zdarzyć. Co więcej – minister obrony narodowej Bogdan Klich wydał wszystkim generałom polecenie, by lecieli z prezydentem.
– Nigdy w historii cała elita państwa nie została zgładzona, ale też nigdy nie zdarzyło się, by państwo oddało wszystkie dowody i prowadzenie śledztwa w ręce państwa, które jest pierwszym podejrzanym – mówił Antoni Macierewicz, zbierając w tym momencie głośne brawa.
Nie mógł nie wspomnieć o „pancernej brzozie”, której pień (30-centymetrowej średnicy) według wszelkich praw fizyki musiałby przez masywne skrzydło Tupolewa zostać przecięty jak zapałka. Tak wykazały eksperymenty i badania prowadzone przez specjalistów. Poza tym brzoza rosła w otoczeniu wyższych od niej drzew i nie została nawet muśnięta. Nie podarował prokuratorowi twierdzącemu, „że trotyl to nie jest trotyl” i tłumaczeniom, jakoby materiał wybuchowy dostał się na skrzydła samolotu za sprawą żołnierzy latających do Afganistanu, bo przecież „żołnierze nie latali na skrzydłach”. Ponawiał pytanie, czemu polscy prokuratorzy nie uczestniczyli w sekcji zwłok i oglądzie miejsca katastrofy; czemu zamknięto trumny i zakazano je otwierać, a strona rosyjska nie dopuściła do wraku karetek, natomiast już po 15 minutach oceniła, że wszyscy lecący Tupolewem zginęli.
– To są pytania, które obciążają prokuraturę i ministra Sikorskiego – wskazywał poseł. – Gdy odpowiemy na pytanie, co się zdarzyło, będziemy mogli odpowiedzieć na pytanie, kto to zrobił.
Mówił też o „gigantycznym wysiłku” rodzin ofiar, wolnych mediów i polskich naukowców, którzy badali wszystko, włącznie z instalacją elektryczną i trajektorią lotu. Efekt ich pracy to opinia, że samolot rozsadziły w powietrzu dwie eksplozje, niszcząc najpierw skrzydło, potem śródpłacie, a to doprowadziło do rozpadu Tupolewa nad ziemią.
– Dane mówią jednoznacznie: ten samolot rozpadł się w powietrzu, 17 metrów nad lotniskiem – twierdzi Antoni Macierewicz. – Najbardziej zniszczone są kokpit i salonka generałów. Różnice w stopniu zniszczenia ciał są takie, jak przy wybuchu.
Eksperci z NATO i Unii Europejskiej, którzy stawili się w Moskwie, oferując pomoc w badaniu przyczyn katastrofy, nie zostali dopuszczeni w jej rejon, ponieważ – jak poświadcza stenogram rozmowy z prezydentem Władimirem Putinem – rosyjska strona „ma lepszych”.
– Operację kłamstwa rozpoczęto natychmiast, zwalając winę na prezydenta, który chciał dolecieć szybko za wszelką cenę, na pijanego generała, na niedouczonych pilotów – mówił poseł. – Tymczasem kłamstwa smoleńskiego nie da się dłużej ciągnąć, bo materiały wybuchowe tam są. Do tej tragedii doszło dlatego, że chciano wyeliminować tych polityków, ten kierunek, który ratował Polskę. Rząd Donalda Tuska jest za to odpowiedzialny i jemu powinno zależeć na wyjaśnieniu wszystkich okoliczności, bo inaczej przejdzie do historii jako człowiek, który ma krew na rękach. Kpiną jest, że wszyscy, którzy są odpowiedzialni za to, co się stało – awansowali.
Materiał zdjęciowy prezentowany przez Antoniego Macierewicza był może „jedna setną” dokumentacji przygotowanej na „sesję smoleńską”. Slajdy pokazywały nie dostępne gdzie indziej obrazy miejsca katastrofy z wywianą na przestrzał „apteczką techniczną” (magazyn części zamiennych o wadze 1.300 kg), burtami Tupolewa rozłożonymi na zewnątrz jak po wybuchu wewnętrznym.
Tezę o wybuchu miały potwierdzać filmy z przeprowadzonych przez ekspertów symulacji i doświadczeń, także zdjęcia z katastrof innych samolotów tego typu, po zderzeniach z ziemią grzbietem lub spodem. W obu przypadkach część kokpitowa się nie rozpadła. Nawet ekspertyza przygotowana przez firmę „SmallGIS” na zlecenie prokuratury wojskowej, jak dowodził poseł, w pierwotnej wersji pokazywała dwa miejsca, w których nastąpiły wybuchy w samolocie nad ziemią. Potem zaznaczone miejsca wybuchów opisano jako „strefy pożaru”.
– Dłużej nie pozwolimy się oszukiwać – zapowiadał poseł Macierewicz, który „Nowego Targu nie mógł pominąć po drodze do Grywałdu”, gdzie zwykle wypoczywa.
Posłanka Anna Paluch zachęcała natomiast zgromadzonych na spotkaniu do zaznaczenia swojego stanowiska udziałem w demonstracji na Krakowskim Przedmieściu w kolejna rocznicę smoleńskiej katastrofy.