POLSKA – SŁOWACJA. Takiego święta i zlotu olimpijczyków z dwóch stron Tatr, jakie na całą sobotę zajęło nowotarską siedzibę Euroregionu „Tatry”, pewnie jeszcze w historii zimowych sportów obu krajów nie było. Z Puszczy Agustowskiej przyjechał na te uroczystość „złoty skoczek” z Sapporo (1972), Wojciech Fortuna. Pretekst do spotkania to pomnikowe, polsko-słowackie wydanie albumu „Olimpijczycy spod Tatr” i jego promocja. A nie byłoby tej znakomitej, historycznej pozycji, gdyby nie Czesław Borowicz.
Świetny
ongiś hokeista,
potem
trenerska
sława,
wychowawca
wielu
hokejowych roczników, teraz prezes nowotarskiego Klubu Olimpijczyka, marzył bowiem od lat o pozycji dokumentującej udział sportowych mistrzów z Podhala w Zimowych Igrzyskach Olimpijskich, ale adresowanej przede wszystkim do młodzieży. Bo sportowe postawy, barwne sylwetki, mocne góralskie charaktery i zasady fair play powinny być wzorem, mocnym impulsem dla następnych pokoleń.
Kto wie, kiedy i jak – choć, znając jego konsekwencję, można przypuszczać, że na pewno – doprowadziłby do skutku ten zbożny zamysł, gdyby nie szansa, jaką dał mikroprojekt „Olimpijczycy Polscy i Słowaccy spod Tatr”, dofinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego oraz budżetu państwa za pośrednictwem Euroregionu „Tatry” w ramach Programu Współpracy Transgranicznej Rzeczpospolita Polska – Republika Słowacka 2007-2013.
Historycznej publikacji nie byłoby natomiast, gdyby nie udział nowotarskiego starostwa, skredytowanie działań ukierunkowanych na stworzenie wydawnictwa. Album został wydany przez Powiatowe Centrum Kultury. Starosta Krzysztofa Faber musiał w sobotę dwukrotnie otwierać olimpijskie spotkanie, w obu jego częściach – hokejowej i narciarskiej – bo sala Euroregionu nie pomieściłaby jednocześnie tylu olimpijczyków… A przyjechali też goście z Małopolskiej Rady Olimpijskiej, słowaccy partnerzy projektu i tamtejsi mistrzowie z olimpijskimi medalami.
Dyrektor biura ET, Antoni Nowak, witał gości w miejscu nie przypadkowym, bo w przyrynkowej kamienicy, gdzie w 1873 r. dr Tytus Chałubiński, ks. Józef Stolarczyk, Eugeniusz Janota, Ludwik Eichborn, Walery Eljasz-Radzikowski i inni miłośnicy naszych gór zakładali Galicyjskie Towarzystwo Tatrzańskie, protoplastę dzisiejszego PTTK.
Partnerem nowotarskiego Klubu Olimpijczyka w tym jednak wcale nie „mikro” przedsięwzięciu jest Stowarzyszenie Olimpijczyków „Vysokie Tatry” po słowackiej stronie „miedzy”. Słowacy są w tej chwili na etapie przygotowywania swojej publikacji. A my polską, podtatrzańską część już mamy w rękach i jest to lektura naprawdę pasjonująca. Przede wszystkim dzięki autorowi tekstów – Leszkowi Rafalskiemu, zdobywczy Złotego i Srebrnego Pióra za publikacje sportowe; wykładowcy dziennikarstwa sportowego na Uniwersytecie Jagiellońskim. Graficznie dopieścił pomnikową publikację artysta w tej dziedzinie (z Nowego Targu rodem) – Witold Siemaszkiewicz.
„Bohaterowie tej książki to wybitni sportowcy, reprezentanci kraju, zdobywcy najwyższych trofeów, medaliści Igrzysk Olimpijskich i innych zawodów najwyższej rangi. Bohaterem zbiorowym jest cały region Tatr i Podtatrza, jego ludzie, koloryt i żywotność. Dodajmy: po obu stronach polsko-słowackiej granicy, która w przeszłości nieraz rozdzielała obie społeczności, często jednak łączyła, budując nie tylko kooperacyjne związki gospodarcze, ale i zręby oryginalnej, urzekającej swym pięknem kultury regionu.
W tradycję tę wpisują się również bogate dzieje nowożytnego sportu, w dzielności i talentach ludzi gór znajdujące niewyczerpalne źródło niezwykłego zaangażowania. Dość powiedzieć, że zdecydowana większość polskich mistrzów sportów zimowych to chłopcy i dziewczęta z tatrzańskich i przyległych terenów. …”
Tak napisał w słowie wstępnym do albumu „Olimpijczycy spod Tatr”, prof. Józef Lipiec – prezesa Polskiej Akademii Olimpijskiej.
A Leszek Rafalski, odbywszy multum przeciekawych spotkań ze sportowcami, słuchając wspomnień, oglądając pamiątki i układając to wszystko w barwną mozaikę – miał swój własny zamysł.
– Chciałem pokazać, czym był hokej dla Nowego Targ, czym było narciarstwo dla Zakopanego – mówił. – Chciałem, żeby czytający poczuli klimat tych dyscyplin. Pokazuję charaktery, temperamenty, osobowości. I czas, w którym ci ludzie sięgali po swoje zwycięstwa oraz późniejsze ich losy. Chciałem, żebyśmy wrócili do korzeni. Sukcesów było wiele, ale też wiele wydarzeń uchodzi pamięci. Chciałem też zaprezentować przyjaciół z drugiej strony Tatr, świetne relacje między sportowcami.
Na hokejową część przybył m.in. ks. Paweł Łukaszka ze „swojej” Kojszówki. Przybył też Leszek Tokarz – dziś biznesmen równie twardy jaki kiedyś zawodnik. Rodzina oldboyów jest teraz, doprawdy, ciekawym gronem. Nie brakło trenerskich znakomitości (wciąż nie pozbawionych nadziei na kolejne mistrzostwo „Szarotek”) ani najbardziej zasłużonych klubowych działaczy „Podhala”.
W kapitalnych anegdotach redaktor sportowy dał tylko przedsmak zawartości książki. Mówił o fenomenie nowotarskiego hokeja, o zaangażowaniu i pracy mnóstwa osób, co złożyło się na pasmo sukcesów, po jakie nie sięgnęły ani Kraków, ani Warszawa, ani żadne inne miasto.
Trzeba zadumać się jednak nad słowami Czesława Borowicza pomieszczonymi w słowie wstępnym do albumu:
(…) Kuriozalnym jest fakt, że w Nowym Targu, gdzie na tysiąc mieszkańców przypada więcej niż jeden olimpijczyk-hokeista, ta dyscyplina przeżywa największy w swojej historii regres i nie widomo kiedy na zimowych igrzyskach pojawią się polscy hokeiści. Może w Krakowie w 2022 roku? Można tylko mieć nadzieję, że jubileusz Klubu i publikacja przypominająca źródła dawnych sukcesów sprawią, że i wielkie olimpijskie marzenia kiedyś nam się spełnią.
Wzruszającą niespodzianką, wspaniałym prezentem dla nowotarskiego Klubu Olimpijczyka, stała się replika złotego medalu z Sapporo, wręczona przez Wojciecha Fortunę dzielnym oldboyom. Darczyńca z kolei otrzymał od starsty Krzysztofa Fabera Medal Pamiątkowy Powiatu.
– Niech Fortuna Wam sprzyja! – życzył serdecznie ten, który w swoim życiu doświadczył różnych jej odmian.
Kolejnym wydarzeniem w ramach projektu będzie mecz hokejowy olimpijczyków, zaplanowany na 16 listopada w nowotarskiej Hali Lodowej (szczegóły w późniejszym terminie). I zwłaszcza sportowa młódź powinna go obejrzeć, spotkać się z tymi ludźmi, którzy „gryźli lód” i – według słów Józefa Batkiewicza – „byli jak halny, który chce zmieść wszystko, co na drodze”..
Fot. Anna Szopińska