NOWY TARG. Nowotarska Galeria Sztuki BWA „Jatki”, wkrótce po otwarciu wystawy w Miejskim Ośrodku Kultury, pokazującej plon XXXIV edycji Międzynarodowego Konkursu im. Jana Sunderlanda „Krajobraz Górski”, zaprosiła na indywidualną wystawę ubiegłorocznego laureata, a i w tym roku zdobywcy Brązowego Medalu – Krzysztofa Strzody.
Uczestnicy jednego wernisażu – z liczną grupą Słowaków – przewędrowali z przybytku kultury do świątyni sztuki. I tu nie mniej mieli powodów do zachwytu.
Autor kilkudziesięciu czarno-białych fotografii to katowiczanin, uhonorowany tytułami Artist FIAP i Excellence FIAP. Jego prace oglądać można było dotąd na kilkudziesięciu wystawach w całym świecie. Wystawa monochromatycznych zdjęć w „Jatkach” nosi znamienny tytuł „Szlakiem świateł i cieni”. To gra dość mocnych kontrastów, siatki spękań skalnej materii, kompozycje ostrych i miękkich linii – stanowią o niezwykłej graficzności prac Krzysztofa Strzody.
– Zaczynałem w latach osiemdziesiątych, w ciemni, od obróbki zdjęć – mówi nagradzany fotografik. – W 2008 r. porzuciłem tradycyjny aparat, robię też zdjęcia kolorowe, ale czarno-białe wciąż wykonuję w technice analogowej. Nie jest tak, że czarno-białą fotografię robi się z barwnej, kiedy „kolory albo światło nie wyszły”. Zdjęcie zaczyna się w patrzeniu na krajobraz, w wyobraźni, która pozwala przewidzieć efekt.
Wykształcenie i wykonywane zawody techniczne (chemik, informatyk, automatyk górnictwa) niewątpliwie służyły rewelacyjnym efektom i perfekcji fotograficznych obrazów, ale patrzący zdumiewali się, ile w tej ascetycznej czerni-bieli zdołał artysta z Katowic zamknąć najprawdziwszej poezji.
Dziękował Krzysztof Strzoda TPN-owi za to, że dzięki nagrodzie Parku stanęły przed nim otworem ścieżki niedostępne dla szerszej rzeszy turystów. Zdjęcia pokazują też jednak Dolomity i norweskie fiordy – masywy, zarysy szczytów, grę świateł, niepowtarzalne momenty przepływania chmur i wody, rzeźbione wiatrem pokrywy śniegu; zbliżenia, którymi czujne oko wyławia jakąś niezwykłość.
Skomponowanie wystawy wyłącznie ze zdjęć czarno-białych – trudniejszych w wykonaniu, bardziej wymagających, ale więcej zostawiających dla wyobraźni – było ze strony autora zamysłem bynajmniej nie przypadkowym. Dopiero nie epatująca kolorem monochromatyczność w pełni pokazuje warsztat i możliwości fotografika.
– Ma gość talent… – dało się słyszeć głośne wyrazy uznania w galeryjnych murach. Tym cenniejsze, że wypowiadane przez innych mistrzów obiektywu.
Jakąś wyczuwalną specyfiką klimatu dorocznego Międzynarodowego Konkursu Fotograficznego ludzi rozmiłowanych w górach jest to, że – bądź co bądź konkurenci – okazują sobie nawzajem uznanie bez zawiści. Pięcie się w górę musi uczyć dystansu – również do własnych wytworów.
Fotografik z Katowic gór kochać nie przestał, choć w ubiegłym roku zabrały mu żonę. Zdjęcia prezentowane na wystawie podarował córce.
Autorska wystawa prac laureata w „Jatkach”, równoczesna z pokonkursową wystawą w MOK-u staje się już dobrą tradycją każdej edycji „Sunderlanda”. Zdjęcia Krzysztofa Strzody będzie można tu będzie oglądać do 26 lipca.
Światłocienie Krzysztofa Strzody
Fot. Anna Szopińska