Z równika do Nowego Targu – Yantzaza chce się zaprzyjaźnić

ekwador161NOWY TARG. Przyjaciół ma Nowy Targ w kilku europejskich państwach. Ale wkrótce może mieć i na równiku… Stolicę Podhala odwiedziła właśnie delegacja w Ekwadoru. Mało prawdopodobne? Ale prawdziwe. I to dopiero początek obiecujących, kontaktów.

ekwador16Sprawca tej egzotycznej wizyty chodzi w bernardyńskim habicie. To ojciec Seweryn Matyasik. Długo pracował na misjach w Argentynie, niedawno przełożeni skierowali go do Ekwadoru. A że z przyszłym misjonarzem 8 lat w ławie szkolnej spędził dzisiejszy naczelnik wydziału gospodarki komunalnej i ochrony środowiska w Urzędzie Miasta, Dariusz Jabcoń, który potem odwiedzał go w Argentynie i pomagał budować klasztor – myśl o kontakcie z Nowym Targiem pojawiła się spontanicznie i naturalnie.

Ojciec Seweryn ze zgromadzenia bernardynów sam jednak nie przyjechał do Polski i na Podhale. W daleką podróż, za jego rekomendacją, wybrała się dwuosobowa delegacja w reprezentatywnym składzie: ks. dr Zdzisław Rakoczy, misjonarz od 33 lat i szef Telewizji Katolickiej parafii Los Encuentros w kantonie Yantzaza, a z nim – burmistrz liczącego 20 tys. mieszkańców miasta Yantzaza – Bladimir Armijos. Towarzyszył im ks. Wiesław Dopart z Diecezji Rzeszowskiej. Przyjechali, by całkiem poważnie rozmawiać o współpracy, o turystyce, o inwestowaniu; by podpatrywać nasze rozwiązania komunalne.

Miejsce, skąd przybywają, leży w południowym Ekwadorze, ok. 300 km od równika, blisko granicy z Peru. Od XVI do XIX wieku to państwo Ameryki Południowej było kolonią hiszpańską. Pierwsi franciszkańscy misjonarze dotarli tam sto lat temu, ale zmuszeni byli wyjechać. Regularna praca misyjna rozpoczęła się na tym obszarze ok. 60 lat temu. Dziś Ekwador jest republiką, w której panuje system wielopartyjny.

Językiem urzędowym jest hiszpański. Nim też posługiwał się podczas wizyty w Nowym Targu burmistrz – czyli alcalde – Yantzazy.

– Jestem bardzo wdzięczny i zadowolony, że mogę tu przebywać, cieszę się z tego pobytu – mówił w sali nowotarskiego ratusza Bladimir Aramijos, burmistrz, czyli alcalde de Yantzaza. – Czuję się tu jak w domu rodzinnym. Przyjechaliśmy, żeby zobaczyć te piękne miejsca turystyczne i kiedyś coś przeszczepić do naszego kraju.

Ekwador natomiast ma do zaoferowania turystom iście rajski, tropikalny klimat, fantastyczne widoki, zabytki prekolumbijskich kultur i żywe jeszcze kultury indiańskie. Magnesem dla turystów są przede wszystkim dżungla amazońska, należące do Ekwadoru wyspy Galapagos i sześciotysięczne szczyty Andów. Leżący nad Oceanem Spokojnym kraj Ameryki Południowej to eksporter owoców egzotycznych, owoców morza i najlepszego w świecie, aromatycznego kakao.

Z Nowym Targiem zamierza Yantzaza nawiązać przyjacielskie stosunki, żeby móc się wzajemnie dzielić kulturą, doświadczeniami i w ten sposób ubogacić.

Mankament to tylko odległość. W dobie połączeń lotniczych, np. z pomocą linii holenderskich, z przesiadką w Amsterdamie, do Ekwadoru nad Oceanem Spokojnym można dotrzeć w 14 – 15 godzin. Można też lecieć przez Madryt. Droga do południowej części tego 14-milionowego, mniejszego od Polski, ale bardzo ciekawego państwa, to jeszcze godzina lotu samolotem lub 12 godzin jazdy samochodem. Ale zorganizowanie transportu byłoby już wyzwaniem dla firm turystycznych.

Pod względem religijnym Ekwador to konglomerat różnych wyznań, z dominantą katolicyzmu. Społeczność tak zróżnicowana, doświadczająca wielkiego rozwarstwienia, to duże wyzwanie dla podejmujących pracę misyjną. Ks. Zdzisław Rakoczy może o tej ekwadorskiej specyfice powiedzieć wiele.

 – Każdy misjonarz ma swoje centrum parafialne i kilkanaście lub kilkadziesiąt wiosek, które trzeba odwiedzić przynajmniej raz w miesiącu, organizując katechezę i często pomoc materialną dla ubogiej ludności – mówi ks. Zdzisław. – Kiedyś misjonarze docierali do tych rozsianych, małych osad konno, na mule lub drogą wodną. Teraz można już dojechać samochodem terenowym. Pierwsze szkoły i placówki medyczne w Ekwadorze często były budowane właśnie przez misjonarzy. Ten obowiązek przejął później rząd, ale podniesienie poziomu życia ludności wymaga jeszcze ogromnej pracy.

Bogactwo lokalnej kultury oczywiście narażone jest na globalizacyjne zjawiska związane z ekspansją Internetu. Religijność Ekwadorczyków też jest specyficzna.

Nie należą do rzadkości izby, w których gnieżdżą się rodziny z sześciorgiem, ośmiorgiem dzieci. Ten rejon nalezy do sejsmicznych. Potezne trzęsienie ziemi kilka miesięcy temu, zniszczyło miasta i przyniosło wiele śmiertelnych ofiar. Różne państwa pospieszyły z pomocą humanitarną, pomoc z Polski byłą jednak znikoma.

W Ekwadorze pracuje ok. 40 polskich misjonarzy: księża diecezjalni, zakonni i kilka osób świeckich. Wsparciem dla księży zakonnych są ich domy ich zgromadzeń w różnych krajach.

Mentalna podatność Ekwadorczyków na różne wpływy, ich spontaniczność, uczuciowość, niestety, otwierają drogę ekspansji różnych sekt. Problemy, jakimi spotykają się misjonarze w swojej pracy, to religijność powierzchowna, związki czasem poligamiczne, duża ilość samotnych matek, narkotyki, prostytucja. Wynajęcie płatnego mordercy kosztuje ok. 100 dolarów. W tym wszystkim odczuwalna jest jednak przychylność dla Kościoła i kapłanów.

Burmistrz Yantzazy przyszłości swojego regionu upatruje w miedzy innymi w rozwoju turystyki, dlatego chciałby zachęcić inwestorów z innych części świata do tworzenia ośrodków wypoczynkowych. Na razie bowiem hotele działają tylko w większych miastach i są drogie. To samo dotyczy przetwórstwa owoców tropikalnych na eksport. Region Yantzaza natura obdarzyła jednak innym bogactwem chodzi o złoto, które pozyskiwali już Hiszpanie, za wskazaniem Indian.

Bunt Indian skończył się później wybiciem Hiszpanów i zasypaniem kopalni złota, a teren pokryła dżungla. Regularne wiercenia rozpoczęli tam Kanadyjczycy kilkanaście lat temu, a w tej chwili są na etapie rozruchu nowoczesnej już, potężnej kopalni szlachetnego kruszcu.

Obok rośnie kopalnia miedzi budowana z kolei przez Chińczyków. Rząd Ekwadoru 70 procent przychodów podatkowych powinien zostawić w regionie, dlatego fundusze na rozwój będą. Burmistrz Jantzazy stoi więc przed zadaniem nadania kierunków tej dynamice i szukania w świecie partnerów, myśli także o zapewnieniu mieszkańcom zarobkowej pracy na przyszłość. Do rozwiązania pozostaje również wiele problemów bytowych, przede wszystkim z oczyszczaniem ścieków, które – z wyjątkiem większych miast, gdzie pobudowano już oczyszczalnie – wpływają do Amazonki, powodując, że staje się ona wielkim ściekiem.

Dlatego w programie krótkiej, kilkudniowej wizyty, obok Warszawy, Krakowa, stała się m.in. nowotarska oczyszczalnia ścieków. Goście chcieli na Podhalu podpatrzeć, jako można dostosować domy do przyjęcia turystów, jak zorganizować obsługę ruchu turystycznego i jakie atrakcje można zapewnić gościom. Z zainteresowaniem oglądali termy, ścieżki rowerowe, górskie szlaki i gastronomię. Zachwycali się jedzeniem. Goszczeni w Muzeum Podhalańskim, zwiedzali wystawę poświęconą św. Janowi Pawłowi II.

Goście z Ekwadoru

Fot. Anna Szopińska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *