NOWY TARG. Bogato ilustrowaną slajdami opowieść o „Kolumbii – kraju kawy, złota i szmaragdów” snuł w Galerii BWA „Jatki” dr Andrzej Malinowski. Kolumbijski wieczór nie tylko dostarczył jego uczestnikom sporej porcji wiedzy o znaczącym państwie Ameryki Południowej – był też pełen namacalnych niespodzianek.
Wiele lat spędzonych w Kolumbii – w roli wykładowcy na renomowanym uniwersytecie Los Andes w Bogocie – pozwoliło prelegentowi dokładnie poznać kraj bogaty w zabytki prekolumbijskich kultur, z trzema wiekami kolonizacji hiszpańskiej, ruchami wyzwoleńczymi, wojnami i walkami wewnętrznymi w swojej historii. To poznanie dokonywane było już na gruncie rozległej wiedzy, bo dr Andzrej Maklinowski to geograf i ekonomista, specjalista od problematyki hiszpańskiej, powołany latach dziewięćdziesiątych do służby dyplomatycznej – na stanowisku radcy ambasady RP w Madrycie. Po powrocie do kraju pracował w Instytucie Geografii Polskiej Akademii Nak.
Życie Kolumbii – 54-milionowego kraju o dużej dynamice rozwoju i wielu naturalnych bogactwach, jednocześnie trawionego korupcją, poddanego wpływom narkotykowych karteli i „szmaragdowych” mafii – pokazywał on w szerokim kulturowym kontekście. Ciekawość świata, zainteresowania historią, kulturą, sztuką, obyczajowością, religią – prowadziły go bowiem od portów na Oceanie Spokojnym i Morzu Kraibskim, przez indiańskie wioski w głębi kraju, po miejsca, skąd rozciąga się widok na ośnieżone szczyty Sierra Nevada i podczas jednej wyprawy można doświadczyć wszystkich pór roku.
Fotografował kamienne rzeźby zdumiewająco podobne do tych w Wyspy Wielkanocnej, zwiedzał klasztory i świątynie wznoszone przez hiszpańskich kolonizatorów, penetrował muzea sztuki złotniczej, podziwiał enklawy zabudowy, w których czas się zatrzymał. Docierał do miejsc, w których rośnie i dojrzewa słynna kolumbijska kawa o głębokim aromacie; do kopalni soli i urokliwych zaułków z zabudową w hiszpańskim stylu. Obfitowały te podróże geografa i dyplomaty również z kontakty z indiańską ludnością, bo Kolumbia to kraj zamieszkiwany przez kilkadziesiąt plemiennych kultur.
Wspomnienia z tych spotkań – np. o próbie uniknięcia poczęstunku chichą, tradycyjnym napojem alkoholowym z kukurydzy fermentującej za pomocą enzymów zawartych w ślinie; o fiestach i puszczaniu fantastycznych latawców – ubarwiały kolumbijską opowieść.
Osobnym wątkiem wspomnień z Ameryki Południowej były obyczajowość i religijność mieszkańców kraju zamieszkałego przez potomków Indian, hiszpańskich kolonizatorów i afrykańskich niewolników. W Kolumbii bowiem nawet dominujący katolicyzm przybiera specyficzne formy. I wciąż aktualna pozostaje opinia, że w tym kraju „rządzi wojsko, jezuici i… mafia”.
Kto przyszedł na kolumbijski wieczór – mógł poczuć, jak ciepło jest w ruanie (ponchu z wełny lamy lub alpaki), mógł dotknąć kolumbijskich banknotów, znaczków, złotych wyrobów o tradycyjnym wzornictwie, ozdób z kamieni, muszli i sznurków, którymi zwykły się przystrajać tamtejsze elegantki.
Fot. Anna Szopińska