NOWY TARG. Widać reżyserską rękę Piotra Piechy w czternastym już Misterium Męki Pańskiej. Widać w scenariuszu ks. Jarosława Sachaja świeży zamysł.
Publiczność dzięki temu przestaje być grupą obserwatorów wydarzeń – staje się tłumem, który – przekupiony przez podżegaczy kapłanów i uczonych w Piśmie – krzyczy „Ukrzyżuj Go!…” i urąga; przez który przechodzi Droga Krzyżowa; z którego wychodzą bolejące niewiasty, Szymon Cyrenejczyk i Weronika; ku któremu wreszcie wielokrotnie i wymownie kieruje się wzrok Chrystusa z kolejnych miejsc ziemskiego sądu, jakby z niemymi pytaniami: A ty – kim byś był w owym czasie? Jak byś postąpił? Po której stronie stanął? Kim jesteś dzisiaj? Jak osądzasz? Przy kim są twoje serce i sumienie – przy mnie, czy przy świecie? Wierzysz Zbawicielowi? Kogo słuchasz? Komu służysz?
Wiele scen w tegorocznym Misterium – co jest widocznym – nowum – zostało rozegranych bez słów, samym tylko przejmującym dźwiękiem, np. odgłosy biczowania raniące Matkę, wbijanie gwoździ do krzyża.
14. Misterium tym bardziej zmusza do refleksji, że jest pozbawione scen, do jakich przywykliśmy, m.in. nocy w Ogrojcu, towarzyszenia uczniów, wjazdu do Jerozolimy, Ostatniej Wieczerzy, postaci Judasza, Zmartwychwstania. Z nadzieją, że o tym wiemy. Tym razem reflektor skierowany jest na czas i władzę – czas historyczny, w który wszyscy jesteśmy wpisani i na ziemską władzę – uwikłaną, strachliwą, z siłą kończącą się na mieczach żołnierzy, Judaszowych srebrnikach, monecie z wizerunkiem Cezara.
W ten historyczny czas wchodzi Chrystus ze swoją nauka, z mową trudną i rozumem niepojętą. Burzy „porządek”, pyta o prawdę. Mówi o Królestwie, które nie jest z tego świata. Obrazy Królestwa – od perły drogocennej, aż po przypowieść o ziarnie, zbożu, chwastach i żniwach – to zresztą klamra spinająca spektakl. Nie bez przyczyny w finałowej scenie trzykroć zostało powtórzone: „kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha”.
Pokazaniu, czym naprawdę jest władza, służy wprowadzenie nie istniejącej w Ewangelii postaci Maksencjusza Tuliusza (świetna rola Marcina Jagły) – rzymskiego senatora. Jako wysłannik Cezara odwiedza on prowincję – „śmierdzącą Jerozolimę”. Przywozi wieści o świecie władzy pełnym intryg, chciwości i zwad, a trafia pod dach Piłata skalanego nadużyciem władzy, jednocześnie drżącego w lęku przed jej utratą. Piłata wcale nie przekonanego o winie Nazarejczyka, przestraszonego i wizytą Maksencjusza, i snem żony.
Rzymski senator Maksencjusz – już po śmierci krzyżowej – staje się jednak sumieniem Piłata, mówiąc:
– Ten człowiek mógł być niewinny. A może on rzeczywiście został wybrany przez bogów?
– Nie jedyny to zabity Żyd. Za kilka lat nikt nie będzie o nim pamiętał – odpowiada Piłat.
– Jesteś tego pewien?.. – to znów Maksencjusz.
Władzę sprawuje też Herod – namiestnik w Galilei (znakomicie poprowadzona rola ks. Jarosława), kolejny sybaryta na ucztującym, roztańczonym dworze, ale żądny cudu, ciekaw do bólu, skąd pochodzi moc proroka. Gdy nie dostaje cudu na zawołanie, wpada w furię.
Jakże symboliczne jest zakomponowanie sceny z pustym już krzyżem, gdy po obu jego ramionach siedzą dwaj przedstawiciele władzy – świątynnej i rzymskiej – Kajfasz i Piłat. Niechętni sobie, jakby z dwóch różnych porządków, ale winni tej samej zbrodni. Zbrodnia nie chce odejść w niepamięć, przypomina się zniknięciem ciała Ukrzyżowanego. Coś trzeba z tym problemem zrobić. A więc przymierze – w kolejnym kłamstwie. Taka już natura władzy – tej nie „danej z góry”, lecz marnej, ludzkiej, bez prawdziwej mocy.
Tylko Niewinny staje przed ziemską władzą bez lęku.
Byłoby 14. Misterium spektaklem ascetycznym, gdyby nie kolorowe i błyszczące, pełne muzyki i wdzięcznych tancerek epizody w pałacach Piłata i Heroda. Bo to też element świata sprzed 2 tysięcy lat z górą.
Podczas gdy wzrok Sprawiedliwego przenika pokolenia poza czasem i przestrzenią.
– Wszystko jest wtedy, kiedy nic dla siebie… – usłyszał Piotr Piecha w podzięce za Misterium.
Fot. Anna Szopińska