RABKA-ZDRÓJ. Nie żyje Waldemar Kuniczuk, rzeźbiarz, metaloplastyk, a także sportowiec. Człowiek o niespożytej energii, zawsze pełen pomysłów, kochający życie i ludzi… pomocny, uczynny, otwarty na świat.
Sport – jak sam kiedyś zapewnił mnie w jednym z wywiadów – był jego żywiołem, a rzeźba i metaloplastyka – pasją. Jeszcze kilka lat temu pan Waldemar był instruktorem wychowania fizycznego w szkole na Słonem, potem spotykał się z grupą młodych ludzi w Nowym Targu i wprowadzał ich w arkana kulturystyki i samoobrony.
Na co dzień można go był spotkać w galerii „Drzewiej” w Rabce-Zarytem, gdzie prócz niego zrzeszonych było ponad 40 artystów. To tam całkiem społecznie trudniej sztuki rzeźby uczył Niemkę Steff Hrycyk, która wybrała to miejsce, aby poznać tajniki jego pasji. Potem to z jego inicjatywy powstała inna galeria „Liliana”.
– Wszystko zaczęło się od scyzoryka, który kupił mi ojciec na imieniny jeszcze w szkole podstawowej – wyjaśniał mi podczas rozmowy w 2008 roku pan Waldemar Kuniczuk. – To nim próbowałem rzeźbić najpierw w korzeniach i gałęziach drzew. Jednak taką naprawdę pierwszą świadomą moją rzeźbą był Chrystus w Ogrójcu. Zrobiłem go jeszcze w czasach liceum dla mojej przyszłej żony. Bardzo chciałem jej właśnie taką rzeźbę podarować, nie mogłem jej jednak nigdzie kupić. Wyrzeźbiłem więc sam…
Artystyczna rodzina
To nie był jednak przypadek, że właśnie rzeźba i metaloplastyka stała się pasją pana Waldemara. Otoczony był on od zawsze artystami. Dziadek był snycerzem, brat cioteczny ukończył ASP i został rzeźbiarzem metaloplastykiem. Bracia, siostry i wujkowie jak nie rzeźbili, to przynajmniej malowali. Wśród rodziny nie brakowało i kowali. – Pięknie rysowała moja mama, to ona, jako pierwsza wciągnęła mnie jeszcze jako małe dziecko w malowanie. Swoje pierwsze prace to właśnie jej dedykowałem.
Pan Waldemar przyznał mi się kiedyś, że był to czas, gdy nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że to co robi jest czymś wyjątkowym. W otoczeniu artystycznej rodziny wydawało mu się to wręcz bardzo naturalne. – Rzeźbiłem, bawiłem się metaloplastyką. Jedno i drugie bardzo mnie pociągało. Tak majsterkowałem sobie od podstawówki. To była taka moją pasja i odskocznia od codziennych zajęć. Oczy otworzył mi pewien stolarz z Andrychowa, który mi powiedział: to co robisz to nie zabawa, a sztuka!
Pan Waldemar, choć był samoukiem był cenionym w środowisku artystą. To on wraz z jednym z synów wyrzeźbił drzwi frontowe do kościoła p.w Św. Marii Magdaleny w Rabce-Zdroju wykonane przez Stanisława Gala. Z kolei do kantoru „Pod złotą różą” w Krakowie wykonał wielką mierząca 2,8 metra miedzianą różę, a ważąca 8 kg.
Jego prace rozrzucone są po świecie. To on wyrzeźbił też dla pewnego księdza szopkę, jako wotum dziękczynne za uratowanie życia ojca. Znajduje się ona w Armenii. Najchętniej rzeźbił on jednak wieczerze pańskie. W jego pracach dominował zawsze motyw sakralny, choć nie brakowało i scen rodzajowych związanych z góralszczyzną. Rzeźbił w każdym drzewie, unikał jedynie zbyt twardego buka.
Wieczne kwiaty
W rozmowie ze mną mówił przed laty z przekonaniem, że swój talent zawdzięcza tylko Bogu, to także od Boga dostał natchnienie do stworzenia pierwszej róży. – Mieszkałem w bloku, nie miałem gdzie trzymać drewna, modliłem się o pomoc i wtedy pojawił się w mojej głowie pomysł zrobienia metalowego kwiatu.
– Widząc często w kwiaciarniach róże. Zamarzyłem, aby zrobić je z metalu, utrwalając ich niepowtarzalne piękno. Wydawało mi się to jednak zbyt trudne… Kiedyś chciałem jednak zrobić coś oryginalnego na prezent imieninowy, czegoś co do tej pory jeszcze nie robiłem. Tak powstała maja pierwsza róża... – wyjaśniał mi podczas rozmowy w 2010 roku. Każdy kwiat pana Waldemara był niepowtarzalny, każdy bowiem listek, płatek wycinał on osobno nie używając żadnej matrycy. – Piękny lekko różowy kolor kwiatu nadaję żółtej miedzi pod wpływem wysokiej temperatury – tłumaczył.
Pan Waldemar w swą pasję wciągał też syna Mateusza. Zapewnił mnie przed 5 laty, że ma on talent. – Początkowo mu kazałem, potem powolutku mu się to bardzo spodobało – mówił.
Pasjonat
Pan Waldemar był pasjonatem. Do dziś ludzie w Rabce wspominają, że to z jego inicjatywy powstała tu kiedyś pierwsza prawdziwa siłownia, sekcja kulturystyki, a nawet klub AA. To on przez wiele lat całkiem społecznie prowadził koła sportowe, dział w klubie sportowym „Wierchy”. To wreszcie on był inicjatorem powstania w Rabce w 2002 roku galerii „Drzewiej”, zrzeszającej wszystkich chętnych artystów, i to nie tylko z uzdrowiska.
W galerii
– Pierwsza galeria powstała w parku zdrojowym. Poprzednio pracowaliśmy w różnych miejscach. Byliśmy rozbici po całej okolicy, a chcieliśmy mieć takie jedno miejsce, gdzie wspólnie pracowalibyśmy i prezentowali nasze prace. Pomógł nam wówczas burmistrz Józef Skawiańczyk, który udostępnił darmowy niewielki lokal – wyjaśniał mi w 2003 roku pan Waldemar.
Wkrótce potem lokal stał się jednak zbyt mały dla rzeszy artystów. Wówczas z pomocą przyszła im pani Teresa Gal, która za darmo udostępniła pomieszczenie na terenie swej posesji. – Naszą niewielką galerię chętnie odwiedzają młodzi ludzie. Niedawno byli u nas studenci z Bułgarii, Norwegii, Portugalii oraz Polski, którzy chcieli zobaczyć jak powstają nasze prace – wyjaśniał mi podczas rozmowy w 2008 roku Waldemar Kuniczuk. W galerii było co zobaczyć, były tam prace zrzeszonych artystów nie tylko z Rabki, ale i z Raby Wyżnej, Nowego Targu, Zakopanego, Białego Dunajca, Bukowiny Tatrzańskiej, Szczawnicy, Niedzicy, Myślenic, Skomielnej Białej, Poręby Wielkiej, Nowego Sącza, Podegrodzia, Piwnicznej, a także z Płocka, Częstochowy, Alwernii oraz obrazy pewnego malarza z Niemiec. Jak wyjaśniał mi wówczas pan Waldemar w Rabce promowano ich prace, a oni promowali prace rabczan na świecie. – W tej galerii „Drzewiej” promuję jak umiem i mogę Rabkę, bo uważam, że jest ona cennym uzdrowiskiem i to nie tylko w Polsce, ale i na świecie – mówił mi przed laty pan Waldemar i wyjaśniał, że głównym zadaniem tej galerii jest jednak podtrzymanie kultury ludowej oraz zachęcenie młodych do tej pasji. – Dlatego u nas można zobaczyć prace i kowala i bednarza i rzeźbiarza i malarza. Są tu dzieła niemalże z każdej artystycznej dziedziny.
Mistrz i uczeń
Z rzeźbą w galerii za przyczyną pana Waldemara przed 5 laty zapoznawała się Steff z Lipska. Dziewczyna przyjechała do Polski z Niemiec w ramach programu Leonardo da Vinci. Chciała zdobyć doświadczenie zawodowe wraz z innymi 10 osobami z Niemiec. Grupą tą zajmował się wówczas Instytut Wspierania Edukacji i Przedsiębiorczości „Bonus” w Krakowie, który to do pana Waldemara skierował Steff, chcącą się nauczyć stolarstwa artystycznego. Najpierw przez 10 miesięcy dziewczyna praktykowała w Niemczech, potem w zdobywała wiedzę i doświadczenie w galerii „Drzewiej” pod okiem mistrza Waldemara. Steff założyła bowiem, że niczym średniowieczni uczniowie przez trzy lata będzie zdobywała tajniki trudnej sztuki rzeźbienia i tworzenia w drewnie u wybranych mistrzów na świecie. – Jest to super zdolna dziewczyna. Wszystko łapie w mig. Rzeźbi dopiero od kilku dni, a jej pracy nie powstydziliby się prawdziwy artysta – mówił o swej uczennicy z dumą mistrz pan Waldemar.
Beata Szkaradzińska