Wściekłość zalewanych i… kwadratura rury

ruraskot1NOWY TARG. Wystąpienie ze zbiorowym pozwem przeciwko Regionalnemu i Krajowemu Zarządowi Gospodarki Wodnej zapowiadają właściciele ok. 200 posesji (w sumie ok. 1.000 mieszkańców) notorycznie zalewanych przez potok Skotnica. Ludzie są już nie tylko zrozpaczeni– są wściekli. Do ministra środowiska, Andrzeja Grabowskiego, poszedł teraz ostry monit w sprawie wcześniejszej skargi na RZGW.

ruraskot2Przez miesiąc bowiem poszkodowani i pełni pretensji ludzie nie doczekali się reakcji na nią. A odpowiedź powinni dostać do dwóch tygodni. Podczas zeszłotygodniowej ulewy – z pomocą strażaków i pracowników Zakładu Zieleni bronili swoich posesji i ulic tamą z worków wypełnionych piaskiem. A doświadczenie nauczyło ich, że kolejna fala nawałnic przychodzi w lipcu.

Decydentom winnym blokowania technicznie prostego rozwiązania problemu zdesperowani ludzie zarzucają złą wolę, opieszałość, bezduszność, niekompetencję.

Na absurdalne według nich przeszkody ze strony Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej inwestycja (której koszty chce pokryć miasto) napotkała w momencie, kiedy marszałek województwa wydał już dla niej pozwolenie wodno-prawne i z przetargiem wykonawczym, a potem z pracami można było ruszyć na wiosnę… Zalaniom przez potoku spływający ze zboczy Działu (w suchych porach nie głębszy niż na kilka centymetrów) próbują bowiem z pomocą miasta zaradzić od kilku lat. Nie spodziewali się, że przeszkód będą doznawać ze strony instytucji, która w tej walce powinna być ich naturalnym sojusznikiem, bo jest właścicielem potoku.

Wylania potoku Skotnica dotykają rejonów ulic św. Anny, gen. Galicy, Skotnicy, Grela, Przywodzia, Zacisza i Kowańca. Właściciele podtopionych posesji cierpieli tak ostatnio podczas katastrofalnej powodzi w 1997 roku i po nawałnicy w lipcu 2010 r. Występujący z brzegów potok zalewa ok. 200 domów.

Powód rozlewania się niegroźnego na co dzień cieku jest od dawna ustalony: to prowadzony pod ziemią (i pod drogą), budowany na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych 230-metrowy przepust o średnicy rury na wlocie 700, a na wylocie 1.200 milimetrów. Potok Skotnica powinien on wprowadzać do Dunajca. Wezbrane wody w zniszczonej, miejscami już pokruszonej i zapadniętej betonowej rurze jednak po prostu się nie mieszczą.

Wydawałoby się – nic prostszego niż powiększyć odpowiednio przekrój rury.

Ponieważ właściciel potoku, czyli Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej, nie miał pieniędzy na taką inwestycję, miasto – naglone przez zagrożonych notorycznym zalewaniem mieszkańców – znalazło w Krakowie firmę projektową, opłaciło mapy i w 2011 r. projektanci zaczęli prace. Nie były one łatwe ze względu na rozdrobnienie działek w tym terenie i brak zgód właścicieli.

W 2013 wszakże projekt dojrzał do złożenia wniosku o pozwolenie wodno-prawne: do starosty i do marszałka województwa. Założeniem projektu było trzykrotne powiększenie średnicy rury, które dawałoby w efekcie dziewięciokrotnie większą jej przepustowość. RZGW oczywiście brał w tej procedurze udział jako strona.

Marszałkowskie służby skrupulatnie (przez pół roku) wszystko sprawdzały i z początkiem tego roku, dokładnie 29 stycznia 2014, marszałek wydał oczekiwaną decyzję. Minęły dwa tygodnie potrzebne na jej uprawomocnienie i zdawało się, że nic nie stoi na przeszkodzie, by ogłosić przetarg na wykonawstwo.

Tymczasem od decyzji marszałka odwołał się pełnomocnik Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej. Rzecz zdumiewająca tym bardziej, że to właśnie KRZG miał być instancją odwoławczą w całym postępowaniu… Od dnia pozytywnej decyzji marszałka minął wtedy miesiąc. Prawo z natury swojej ma nie działać wstecz, a jednak… Mają żal do marszałka, że pokornie uznał celowość odwołania i nie bronił swojej decyzji. Jest dla nich jasne, że wznawianie procedury może obrócić wniwecz ich dotychczasowe wysiłki.

Jeszcze bardziej zdumiewające było uzasadnienie tego odwołania – mianowicie rozporządzenie dyrektora krakowskiego RZGW (wydane dwa dni po decyzji marszałka, a wchodzące w życie od 1 lutego 2014), że w terenie podgórskim nie wolno zabudowywać potoków rurami o przekroju okrągłym. Przepust ma mieć przekrój prostokątny, bo wtedy łatwiej migrować rybom.

Ludzie z zalewanych terenów nie posiadali się ze zdumienia, bo ryb w Skotnicy jeszcze nikt nie widział. Poza tym doświadczenie inżynierskie mówi, że w prostokątnym przekroju (o wiele trudniejszym i kosztowniejszym w montażu, wymagającym odpowiedniego podłoża w wykopie głębokim na 4 metry) o wiele szybciej i w większej ilości osadzają się nanosy: szuter, piach, błoto i rumosz.

Ponadto odwołanie od decyzji marszałka złożył pełnomocnik Tomasz Sądag (skądinąd zastępca dyrektora krakowskiego RZGW), twierdząc, że… RZGW nie brał udziału w postępowaniu. Tymczasem osobiście, w sierpniu 2012 r., sygnował on pisma z pytaniami o stan prawny działek. Amnezja?

Sytuacja stała się kuriozalna: gdy zagrożeni mieszkańcy zgodzili sie już na naruszenie podczas prac swoich posesji i wyburzenie płotów; gdy w budżecie miasta na rok 2014 Rada zarezerwowała pieniądze na wykonanie odpowiedniego przepustu (1 milion 400 tys., co i tak może nie wystarczyć) – cała inwestycja doznaje przeszkód ze strony instytucji, która powinna być w tym dziele nie tylko naturalnym sojusznikiem, ale liderem i inwestorem.

Marszałek natomiast, zamiast bronić swojej pozytywnej dla miasta i mieszkańców decyzji, przekazał sprawę prezesowi KZGW do ponownego rozpatrzenia. Zainteresowani mieszkańcy uznali, że skoro rozporządzenie dyrektora RZGW nie może stanowić podstawy odwołania, to jest celowym opóźnianiem sprawy.

Wykonawcy projektu za swoja dużą i niełatwą pracę zapłaty nie mogą otrzymać, bo umowa a miastem opiewała na uzyskanie pozwolenia wodno-prawnego.

Radnym z „zalewowego” terenu i całemu samorządowemu gremium ludzie zagrozili wprost: „ – Róbcie coś, bo przy następnym zalaniu wywieziemy was na taczkach!”.

Wiceprzewodniczący Rady, Lesław Mikołajski, akurat mieszka przy jednej z zagrożonych ulic. Niezależnie od wysłanych do ministra środowiska pism, jako przedstawiciel i mieszkańców, i samorządu, podjął próbę bezpośredniej rozmowy z decydentami RZGW w Krakowie. Nie skończyła się dobrze…

(…) Po mojej rozmowie telefonicznej z zastępcą Dyrektora RZGW Kraków Panią Małgorzatą Owsiany, nabrałem przekonania, że zarówno ona, jak i Z-ca Dyrektora RZGW i pełnomocnik Pan Sądag nigdy nie widzieli na oczy potoku Skotnica, podejmują zaś niezrozumiałe decyzje, noszące cechy świadomej i celowej gry na czas (rodzi się pytanie, w czyim interesie), które odsuwają termin wykonania tego ważnego remontu na czas nieokreślony – napisał w skardze do ministra środowiska. Zbliża się lato, a miesiące lipiec i sierpień to w górach zwiększone ryzyko powodzi. Straty, jakie ponieśli mieszkańcy w wyniku zalania mieszkań, zakładów pracy i pojazdów (ok. 200 posesji) to 4-5 mln zł każdorazowo. Zapewniam Pana Ministra, że w przypadku kolejnych zalań, wzorem innych gmin, wystąpimy z pozwem zbiorowym do sądu przeciwko RZGW i KZGW.

Synoptycy od kilku dni mówią o czekającej nas fali burz z gwałtownymi opadami.

Fot. z ul. św. Anny, po nawałnicy w 2010 r. – Piotr Rayski-Pawlik

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *