Wrócisz mocniejszy!

PIŁKA NOŻNA. Była 45 minuta meczu II kolejki rozgrywek podhalańskiej A klasy między Granitem Czarna Góra, a Huraganem Waksmund. Wtedy to właśnie rozegrał się dramat napastnika gości Bartłomieja Wójciaka, który doznał skomplikowanego złamania dwóch kości (strzałkowej i piszczelowej) w prawej nodze.

Dziś, przeszło tydzień po tym zdarzeniu, Bartek jest już po operacji, którą przeszedł w zakopiańskim szpitalu. Trwała on ponad dwie godziny.

– Lekarze mówią, że operacja się udała. Mam w nodze śruby i gwoździe, którymi zespolono kości. Czeka mnie jeszcze co najmniej jedna operacja. Na razie leżę nieruchomo, ale mam wkrótce zacząć rehabilitację, by powoli wzmacniać nogę. Nie mogę się już doczekać, bo na tę chwilę dzień i noc upływają mi na liczeniu godzin między kolejnymi porcjami środków przeciwbólowych – mówi zaledwie 20 letni zawodnik.

Bartek doskonale pamięta jak doszło do złamania.

– Wyszedłem do prostopadłego podania. Widziałem że mam szansę uprzedzić bramkarza. Lekko trąciłem przed nim piłkę i wtedy poczułem jak trafia mnie wyprostowanymi nogami. Słyszałem i czułem jak kości się łamią. Bólu nie da się opisać. Jak spojrzałem na nogę widziałem jak bezwładnie wisi w nienaturalny sposób – wspomina.

Czy ma żal do bramkarza rywali?

– Żadnego przepraszam nie usłyszałem. Jego sprawa. To tylko świadczy jakim jest człowiekiem. Nie wiem czy to był atak z premedytacją. Mam nadzieję, że nie – mówi – To spotkanie jednak od samego początku wyglądało jak polowanie na nasze kości. Sugerowaliśmy to sędziemu, ale on nie zareagował w żaden sposób. No i doszło do tragedii. Trafiło akurat na mnie, a równie dobrze mogło to się stać komuś innemu z naszej drużyny. To jest chore, że dochodzi do takich sytuacji. Na stadionie nie było żadnej opieki medycznej. Ktoś od nas, nie pamiętam już kto, usztywnił mi w jakiś sposób nogę. W szpitalu usłyszałem, że to uchroniło mnie od jeszcze poważniejszych następstw złamania – podkreśla wychowanek Wierchów Rabka, który do Huraganu trafił w przerwie zimowej sezonu 2015/2016.

Koledzy z drużyny starają się wspierać Bartka w tym trudnym momencie. Na mecz 3 kolejki rozgrywek podhalańskiej A klasy wybiegli w specjalnych koszulkach z napisem: „ Bartek jesteśmy z Tobą”. Po Internecie krąży też zmontowany przez kibiców z Waksmunda filmik ze zdjęciami Bartka z jego występów w barwach Huraganu.

– Ten klub to jedna wielka rodzina. Cieszę się, ze tutaj trafiłem. Jestem naprawdę wzruszony i mile zaskoczony wsparciem jakie dostaję od chłopaków. Pozostaje mi tylko im podziękować . Mocno wierzę w to że jeszcze do nich dołączę. Lekarze zapewniają, że mam szansę wrócić do piłki. Muszę tylko zacisnąć zęby i solidnie przyłożyć się do rehabilitacji. Tak zrobię! – zapewnia Bartek, który w piłkę zaczął grać w wieku 8 lat.

Do 15 roku życia był zawodnikiem Wierchów. Potem trafił do Dalinu Myślenice, z którym miał okazję występować w rozgrywkach Małopolskiej Ligi Juniorów. Szybko włączony został też do kadry pierwszej drużyny, która wówczas występowała na poziomie 3 ligi. W Dalinie trafił pod skrzydła Krzysztofa Bukalskiego, świetnego przed laty zawodnika m.in. Wisły Kraków i Górnika Zabrze, a także reprezentanta Polski.

– Bardzo wiele mu zawdzięczam. Praca z nim była dla mnie olbrzymim wyróżnieniem. Dał mi szansę. Nie bał się mi zaufać. Starałem się mu odpłacić jak najlepszą postawą na boisku. Wtedy mocno wierzyłem, że mogę coś w piłce osiągnąć. Niestety, skończyło się tak jak się skończyło. Dziś już wiem, że pewnego poziomu nie przeskoczę. Na ten moment marzę już tylko o tym by móc jeszcze zagrać z kolegami z Huraganu – kończy popularny „Barto”.

fot. Krzysztof Garbacz 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *