Pomysłowość ludzka nie zna granic. Okazuje się, że niestety nawet w czasie pandemii część z nas wykorzystuje każdą okazję do nagięcia przepisów z korzyścią dla siebie. Tak jest również w szpitalach, a dotyczy to części ochotników na wolontariuszy.
Jak udało się nam dowiedzieć istnieją osoby, które próbują wykorzystać ideę bezinteresownej pomocy jako przepustkę do wejścia na oddział, gdzie leczeni są ich bliscy. Wśród zgłaszających się są nawet tacy, którzy mówią wprost, że chcą w ramach wolontariatu zająć się wybranymi przez siebie pacjentami. Niestety mamy już potwierdzone przypadki tego typu nadużycia wolontariatu, również na Podhalu. Udało się nam potwierdzić m.in., że do nowotarskiego szpitala wpłynęło kilka zgłoszeń od osób, które nawet niespecjalnie kryły się ze swoimi prawdziwymi zamiarami. Odmowa zaś, jak się okazuje, kończy się czasem słowną agresją.
W zasadzie od samego początku pandemii obowiązuje we wszystkich szpitalach tzw. zakaz odwiedzin. Oznacza to, że rodzina i bliscy pacjenta nie mogą odwiedzić go na oddziale. Mogą oni jedynie poprzez personel przekazać niezbędne rzeczy. Zakaz, który ma chronić pacjentów w szpitalach przed zarażeniem, oczywiście wywołuje protesty. Jednak do tej pory sytuacja pandemii, a raczej obostrzenia z nią związane, były w znacznej mierze respektowane. Teraz natomiast nie jest to żadnym hamulcem dla tych, którzy do placówek medycznych chcą wejść tylnymi drzwiami. Pseudowolantariusze, bo tak trzeba ich nazwać, w momencie odmowy podnoszą raban krzycząc, że “przecież szpitale potrzebują pomocy”. Owszem, ale prawdziwej i uczciwej a nie opierającej się na zasadzie nadużycia sytuacji.
– Niestety mieliśmy takie zgłoszenia – potwierdza Marek Wierzba dyrektor Podhalańskiego Szpitala Specjalistycznego. – Zaskoczyło nas, że są osoby, które szlachetną ideę wolontariatu traktują jako zakamuflowany sposób odwiedzin swoich bliskich. Tymczasem są tacy, którzy uważają, że wystarczy, iż przyjdą na oddział na pół godziny, żeby spotkać się ze swoimi krewnymi i nic innego nie będzie ich interesować. Dyrekcja placówki podkreśla, że lekarze doskonale rozumieją jak dotkliwy jest zakaz odwiedzenia bliskich w szpitalu. Nie wziął się on jednak znikąd. Ma na celu zapewnienie bezpieczeństwa pacjentom – osoby z chorobami już istniejącymi hospitalizowane np. na oddziale wewnętrznym są o wiele bardziej narażone na bardzo ciężkie przejście zakażenia koronawirusem. Może to też przecież doprowadzić do przypadków zakażenia wśród personelu medycznego, co wiązać się będzie z paraliżem pracy placówek. Co ważne, wolontariat wbrew pozorom to uporządkowana pomoc dla placówek medycznych. Jeśli ktoś chce przyjść do nas i pomagać na zasadzie ochotnika, to musi m.in. podpisać z nami umowę – przypomina Dyrektor Podhalańskiego Szpitala Specjalistycznego im. Jana Pawła II w Nowym Targu. – I w umowie jasno określamy ilość godzin wolontariatu danej osoby. W naszym przypadku są to 3 godziny 3 razy w tygodniu. Osoby decydujące się na to przychodzą do szpitala we wskazanych dniach i wypełniają stricte polecenia personelu medycznego. Wolontariusz musi się m.in. dostosować do personelu pielęgniarskiego, który sprawuje opiekę nad pacjentami na danym oddziale. Nie ma tutaj mowy o żadnej samowolce i robieniu tego, na co ma się ochotę – dodaje.
Dyrektor Marek Wierzba dodaje, że każdy wolontariusz musi wcześniej przejść szkolenie m.in. jak w odpowiedni, bezpieczny dla siebie sposób nakładać środki ochrony osobistej i potem je zdjąć. Cała sytuacja niemile zaskakuje. W czasie pandemii niezbędna jest ludzka solidarność i uczciwość, a tego tu brakuje. – Też mam ojca w jednym z oddziałów szpitalnych – mówi nam pan Jan Leja. – I nie mogłem go odwiedzić ani razu, tłumaczę sobie, że tak musi być. Skoro jest groźna pandemia, to trzeba przestrzegać uczciwie wszystkich zasad. A tu nagle ktoś wymyśla, że może do szpitala wejść tylnymi drzwiami. Proszę mi wierzyć – rodzina każdego z pacjentów chciałaby wejść na oddział, ale dla bezpieczeństwa nas wszystkich jest to niemożliwe.
PB
fot. facebook