MAŁOPOLSKA – PODHALE. Notoryczne przekroczenia dopuszczalnych zawartości dwutlenku węgla, siarki i azotu, benzoalfapirenu, pyłu zawieszonego PM 10 i pyłu drobnocząsteczkowego PM 2,5, z którym nie radzą sobie nasze drogi oddechowe – to obraz stanu powietrza w całej Małopolsce. Tak jest w Nowym Targu, Szczawnicy, Suchej Beskidzkiej, Piwnicznej i w wielu innych miejscowościach. W Zakopanem groźne przekroczenia występują przez jedną trzecią roku. I jak tu zapraszać turystów „na świeże powietrze”?…
Do tego
dochodzą
emisja hałasu i coraz gęstszy „smog elektromagnetyczny”.
A żeby nie było wątpliwości:
– W górach nie jest lepiej niż w miastach, bo wpływ na to, czym oddychamy, ma sezon grzewczy. W góry należałoby przyjeżdżać tylko latem – uświadamiał Paweł Ciećko, Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska w Krakowie, wójtom, burmistrzom, szefom wydziałów ochrony środowiska z całego powiatu nowotarskiego na spotkaniu w Nowym Targu, poświęconym problemowi niskiej emisji.
Z powodu sytuacji opisanej wyżej, na stronie Urzędu Marszałkowskiego pojawiają się komunikaty o aktualnym i przewidywanym na najbliższe dni stanie powietrza w poszczególnych miejscowościach.
– …a gdy zawartość benzoalfapirenu przekracza 20 jednostek, należałoby właściwie chodzić w maskach – nie ukrywał Wojewódzki Inspektor.
Źródła toksycznej i fatalnej dla zdrowia niskiej emisji są już dobrze rozpoznane: zasiarczony węgiel (ostatnio i sprowadzany z Czech ekogroszek fatalnej jakości), ścieranie się asfaltu, klocków hamulcowych, opon, a przede wszystkim – wrzucanie do domowych palenisk wszelkiej maści odpadów, w tym skór, plastików, opon, elementów lakierowanych.
Czy pocieszający jest fakt, że tragicznie złym powietrzem oddychają mieszkańcy Śląska (normy przekroczone nawet o 1.600 procent) – to sprawa problematyczna… Bo w Małopolsce, by pooddychać nie budzącym zastrzeżeń powietrzem, trzeba by jechać… tylko do Wysowej.
Obraz to, jak widać, mało optymistyczny. Obnażający nieskuteczność dotychczas realizowanych programów walki z niską emisją, która jest zmorą stałych mieszkańców, ponadto zniechęca gości do odwiedzania „turystycznego” regionu.
Niska emisja daje się nam we znaki w sytuacji, gdy – jak mówił Wojewódzki Inspektor – mamy w województwie „trzy najnowocześniejsze na świecie mobilne laboratoria” służące pomiarom emisji do atmosfery. Usługę takiego mobilnego laboratorium każda miejscowość może sobie zamówić, pomna jednak, że największy udział w kosztach ma ochrona samochodu, który wozi sprzęt za 2,5 miliona zł. Sugerował jednak gość z Krakowa – patrząc wymownie w kierunku przedstawicieli Rabki – że „wyniki lepiej zastrzec dla siebie, bo można stracić status uzdrowiska…”.
Mobilne laboratoria to tylko przykład, jak potężne pieniądze wydaje się na monitoring, który powinien być tylko wstępem do dalszych działań. Ale tak nie jest i walka z niską emisją przypomina na razie walkę z wiatrakami. Dlaczego?
Bo ani samorządy lokalne ani wojewódzkie inspekcje ochrony środowiska nie mają odpowiednich instrumentów prawnych tudzież ekonomicznych do uporania się z problemem wyziewów do atmosfery.
– Skoro mamy krajowy program oczyszczania ścieków czy ochrony przyrody, to czemu nie mamy krajowego programu walki z niską emisją? – pytał Paweł Ciećko i szkoda, że nie było przy tym parlamentarzystów. – Jeśli taki program wymusiłby np. niższą akcyzę na olej opałowy i gaz, zmiany w prawie, które nakazywałyby podłączenie się do takiej czy innej instalacji, to mielibyśmy w końcu lepsze powietrze. Sytuacja jest tym bardziej nagląca, że w tym roku Unia Europejska pogroziła nam palcem, ponieważ kończą się terminy na dotrzymanie standardów jakości powietrza. Grożą Polsce kary w wysokości 4 milionów euro dziennie. I najgorzej, jeśli usłyszymy: inwestujecie pieniądze, a nie ma efektu ekologicznego… Najwyższa Izba Kontroli przymierza się do sprawdzenia, jak sobie radzimy z programami ochrony powietrza. A te programy w większości są nieskuteczne. Może to sygnał dla polityków, żeby np. południe Polski zwolnić z akcyzy czy zmienić normy.
O tym, co mimo wszystko można zrobić ze wsparciem Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska – mówiła z kolei jego pani prezes, Małgorzata Mrugała.