GMINA JABŁONKA. „Wiosna na Orawie” – doroczna impreza plenerowa Muzeum – Orawskiego Parku Etnograficznego w Zubrzycy Górnej nie zapowiadała się dobrze. Było pochmurno, zimno, do tego padał, a w przerwach siąpił deszcz. Organizatorzy z troską patrzyli w niebo, obawiali się frekwencji. Niebiosa były jednak łaskawe, gdy dyrektorka Dominika Wachałowicz-Kiersztyn otwierała imprezę, wiatr przegnał chmury i wyjrzało słońce, a jak się już pokazało to wróciła radość i dobre samopoczucie.
Amfiteatr zapełniał się gośćmi, tudzież stoiska miejscowych twórców i rzemieślników ludowych zaczęły cieszyć się zainteresowaniem, w tym stoisko Koła Gospodyń Wiejskich z Podwilka. Gęsto było przy namiocie Babiogórskiego Parku Narodowego, szczególnie dzieci były zainteresowane tradycyjnymi zabawami orawskimi.
Zaczęło się dobrze, od prezentacji utworów – „Wiesny na Orawie” Franciszka Kotta i „Dziedzictwa” Jerzego Kiersztyna, w interpretacji Zofii Warciak. Po takim wstępie potoczyło się wszystko zgodnie z planem, na scenie amfiteatru wystąpiły zespoły: „Koliba” z Orawki por kier. Stanisława Jaromina, „Budzowskie Kliszczaki” pod kier. Reginy Wicher, kapela „Ziemia Suska” z Suchej Beskidzkiej pod kier. Stanisława Kubasiaka, „Serdocki” pod kier. Krystyny Chowaniec, Lucyny Hosaniak i Eugeniusza Karkoszki. Z widowiskiem dla dzieci „Co mogą smoki, a czego nie zaraz się dowiesz” wystąpił Teatr Otwarty z Krakowa. Odbył się koncert folkowy zespołu „Wszyscy za jednego”, a w kościółku pw. Matki Boskiej Śnieżnej trio w składzie Krzysztof Leksycki, Ilona Nieciąg i Beata Urbanek-Kalinowska (wiolonczela) z koncertem „Barok á tres”.
Dobrym pomysłem organizatorów było w trakcie imprezy ogłoszenie wyników konkursu „Sła śmiertecka z miasta”, którego celem była edukacja dzieci i młodzieży szkolnej poprzez kultywowanie tradycji folkloru orawskiego, rozwijanie kreatywności i wyobraźni plastycznej, zdolności manualnych oraz promocja kultury materialnej Orawy. Komisja oceniała wykonane śmiertecki, ich kolorystykę i elementy stroju nawiązujące do orawskich tradycji. Pierwszego miejsca nie przyznano, ale za to aż dwa drugie, które otrzymali uczniowie ze szkół podstawowych: z Lipnicy Małej – Adrianna Wierzbiak, Aleksandra Wontorczyk i Julia Wontorczyk; z Zubrzycy Górnej – Julia Knapczyk i Alicja Lichosyt. Trzecie miejsce dla uczniów ze szkoły podstawowej w Podwilku – Magdaleny Dziedzic, Michała Dziedzica, Jessici Grapa, Weroniki Chlebek i Mateusza Surmiaka. Wyróżniono również uczniów szkoły podstawowej w Chyżnem – Adama Turwonia, Kajetana Giądły, Dawida Kulki i Wiktora Hołuja.
W starej plebanii nie można było nie zauważyć, tym bardziej opuścić wernisażu wystawy malarskiej Tadeusza Kudzi z Zawoi, który niespełna rok temu odszedł i nie doczekał się jej. Malował na płótnie, w zasadzie był samoukiem, ale nauki pobierał u innego uznanego naturalisty, Władysława Fronta, który również pochodził z Zawoi na Jaworskiem, później na stałe osiadł w Stryszawie.
Wernisaż poprowadziła i wspominała jego córka Regina Wicher. Jak się zaczęło jego malowanie? Od uszczerbku na honorze! Jeszcze w szkole podstawowej podczas zajęć plastycznych namalował rycerza. Pani zapytała go co to jest. – Wtedy zapaliła się w jego głowie czerwona lampka, nadepnięto mu na odcisk i stwierdził, że tak się nauczy w życiu malowania, żeby już nikt nigdy nie zapytał, co jest namalowane na płótnie – powiedziała Regina Wicher i opowiedziała o jego pierwszym obrazie, który zamiast na płótnie powstał na… rzeczywiście to ciekawa historia warta zacytowania: – Na początku ojcu umknęło, że płótno trzeba zagruntować. Kiedy malował św. Tobiasza napocił się strasznie. Sztalug jeszcze nie miał, więc stwierdził, że będzie malował na stole, takim dużym, lakierowanym. Dopóki płótno leżało na stole to wyglądało dobrze, św. Tobiasz na nim był. W momencie kiedy podniósł go do góry okazało się, że na płótnie zostało kilka plamek, a cały św. Tobiasz pozostał na lakierowanym stole. Takie były początki – z humorem opowiedziała.
Tadeusz Kudzia malował przede wszystkim krajobrazy, jak trzeba było także świętych. Mówił, że to Matka Boska Częstochowska nauczyła go „kurzyć”. – Jak malował Matce Bożej koraliki, trzeba było już kończyć, a tu ręka się trzęsie i koralików trochę jeszcze zostało, więc zaczął palić. Odtąd zawsze mówił, że to Matka Boża nauczyła go kurzyć – wspominała na wesoło pani Regina. Uwagę na środku sali zwracał obraz na sztaludze i puste krzesło… taki symbol, bo Tadeusz Kudzia odszedł w czasie pracy zostawiając niedokończony obraz.
W sumie udana „Wiosna na Orawie”, rokuje, że taka będzie już do nadejścia lata.
Ryszard M. Remiszewski