W śląskim Parnassos o muzyce górali karpackich

PODHALE/KATOWICE. W audytorium Parnassos Biblioteki Śląskiej w Kmo 11atowicach odbyło się spotkanie poświęcone karpackiemu śpiewaniu i góralskiemu kolędowaniu, a wszystko za przyczyną wydania niezwykłego dzieła Władysława Motyki zatytułowanego „Śpiewnik karpacki”.

Karpaty są wyjątkowym kulturowym obszarem Europy Środkowej, to na łuku od Bramy Morawskiej w Karpatach Zachodnich do Żelaznej Bramy w Karpatach Południowych wykształciła się oryginalna kultura, która swoją różnorodnością i bogactwem zadziwia cały świat.

Władysław Motyka nie krył swojego zauroczenia tym dziedzictwem, dlatego stworzył dzieło nie mające równego sobie. – Nie było dotąd śmiałka, który by się porwał z motyką na słońce” – powiedział Władysław Motyka podkreślając, że jest to pierwsza publikacja, w której zamieszczono wybór 360 tradycyjnych pieśni z całego łuku Karpat, z podziałem na dwanaście rozdziałów.

Stojąc przed wielką mapą Karpat mówił o muzyce, która nawiązuje do pradawnej tradycji pasterskiej, ubogaconej lokalną obyczajowością poszczególnych regionów Karpat. Wyróżniają się różnorodnością, charakterystyczną melodyką, unikalnym brzmieniem, które jest efektem używania podobnego, tradycyjnego instrumentarium.

– Ma tradycję kilkusetletnią, żywą – która nie zmienia się aż tak szybko, jak w tej chwili nasza cywilizacja. To muzyka solidna, wypracowana przez pokolenia i ona się broni w tym zalewie szybkości przemian kulturowych. To jest klucz do zrozumienia jej fenomenu – powiedział Władysław Motyka i dodał: – Czynnikiem, który w głównej mierze wpłynął na wytworzenie się pewnej, odczuwanej do dziś, łączności kulturowej obszaru Karpat, było jego scalenie w obrębie monarchii habsburskiej.

To właśnie współistnienie wielu narodów przez blisko półtora wieku w ramach jednego imperium, na ogromnym terytorium – od Alp po Karpaty i na Bałkany, od Krakowa po wybrzeże Adriatyku, ułatwiało różnorakie kontakty mieszkańców, zbliżały ludzi, owocowały wzajemnym oddziaływaniem i przenikaniem wpływów – o czym nie omieszkał powiedzieć, ale nie tylko o tym, także o wpływie Wołochów i Cyganów na muzykę Karpat. Właśnie te tereny górskie zachowały wiele cech swoistych oraz enklawy żywej i bogatej tradycyjnej kultury ludowej i muzyki. Zwarty, rozległy i trudno dostępny obszar górski sprzyjał izolacji i zachowaniu lokalnej tradycji w jej nieskażonej postaci.

– „Śpiewnik karpacki” narodził się w mojej głowie kilka lat temu, po wydaniu „Śpiewnika górali polskich” w 2004 roku, czułem potrzebę opracowania następnej części, szerszej, ogólnokarpackiej – powiedział Władysław Motyka. W wydanym dziele mamy zatem pieśni z Węgier i Siedmiogrodu, Rumunii, Górali Ruskich, Hucułów, Bojków i Łemków, ze Słowacji, Czech, Moraw i Wołoszczyzny, pieśni górali polskich: Czadeckich, Śląskich, Żywieckich, Babiogórców, Orawian, Spiszaków, Podhalan, Kliszczaków i Zagórzan, z Pienin i Gorców, Łąckich i Nadpopradzkich, ale także Lachów, Pogórzan, Dolinian.

W rozdziałach końcowych umieścił pieśni zespołu „Trebunie –Tutki”, Andrzeja Dziubka i De Press oraz z zakątka Beskidów z poetyckimi refleksjami. Dlaczego? – można zadać sobie pytanie. Autor ma do tego prawo, wspomniał rolę Krzysztofa Trebuni-Tutki i Andrzeja Dziubka, ich kreatywności w rozwijaniu rdzennej muzyki Podhala i Orawy, wzbogacając ją o nowe melodie, teksty, energetyczne obrazy, nastroje i awangardowe aranżacje. Ryzykowne? – ktoś powie, w takim opracowaniu pieśni karpackich. Być może, mnie nie razi, to też są już pieśni zaliczające się do skarbnicy góralskiej.

Gośćmi specjalnymi Władysława Motyki byli ks. prałat Władysław Zązel, kapelan Związku Podhalan i Józef Skrzek, znany kompozytor, wokalista, multiinstrumentalista. Okrasili to spotkanie tak bardzo, że bez ich udziału byłoby uboższe i nie tak wyraziste.

Ks. Władysław mówił i śpiewał! I to jak, wręcz porywając widownię. Rozważał rolę religii w świadomości górali, jej jedności kulturowej. – Zanim w Unii Europejskiej wymyślili euroregiony, to u górali były już z downa. Górale nie mieli granic – powiedział. Z humorem odniósł się na przykład do Trójmiasta – Gdańsk, Gdynia, Sopot, wskazując, że górale mieli już swoje: Koniaków, Istebna, Jaworzynka, ale także inne podhalańskie: Maków, Jordanów, Bystra. Odniósł się także do Dębna, w którego nazwie chciałby widzieć „podhalańskie”, bo… sam z niego pochodzi.

Interesująco mówił o góralskim „haw” i „hań”: – Wszyscy górale czują haw i hań. Haw to jest tu i teraz, a hań to na groniu, na wierchu, ale hań to jest też jutro i pojutrze, za dziesięć roków i sto roków, co jest przed nami to hań, i myślenie o hań porządkuje nasze haw – powiedział. W pieśniach i kolędach jest wiara góralska, a na dowód zaśpiewał współczesną kolędę napisaną przez Franciszka Bachledę-Księdzularza.

Józef Skrzek mówił o swoim odbieraniu muzyki Karpat, barwnie i od siebie. – Wszystkie śpiewniki są ważne, tak jak śpiewanie ze źródeł ma znaczenie pierwszorzędne. Karpaty są jedne. Ten śpiewnik jest w różnych językach, to wynika z granic administracyjnych, ale sami górale traktują góry tak, że one ich łączą. Wielokrotnie grałem z nimi i odczuwałem tę niesamowitą jedność – powiedział. I stała się rzecz, którą można sobie jedynie wymarzyć! Józef Skrzek podszedł do fortepianu i zaśpiewał w swojej aranżacji pieśń ze Spisza – „Niedaleko Cornyj Góry”. Rzucił czar, urzekł widownię!

Później, po spotkaniu zadałem mu pytanie, jak to się stało? Miał przecież do wyboru 360 innych pieśni. Odpowiedział: – Otwarłem Śpiewnik prosto na „Corno Góra” no i ta Melodia…. To są proste wskazania z Nieba… Dalej idzie Talent i Muza….

Tak, stało się to na scenie, nie w zaciszu domowym! To było mistrzowskie, jednorazowe, kto był na spotkaniu – zapamięta.

Władysław Motyka zaprosił na promocję Kapelę Beskidzką Śleboda, grającą muzykę Karpat, nie tylko z Beskidu Śląskiego, Żywieckiego, Podhala i Spiszu, muzykującą w składzie: Łukasz Kupczak – prym, Barbara Motyka – sekund, Damian Kupczak – altówka, Przemysław Szlachta – akordeon, Marcin Kupczak – kontrabas.

Wśród licznych gości na widowni był wiceprezydent Katowic – Michał Luty, zarazem przewodniczący Katowickiego Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Węgierskiej im. Henryka Sławika i Józefa Antalla.

Władysław Motyka jest z zawodu historykiem, honorowym członkiem Związku Podhalan, autorem kilku książek, działa w Beskidzkim Towarzystwie Oświatowym w Milówce.

Audytorium Parnassos było godnym miejscem dla muzyki Karpat.

Galeria zdjęć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *