PODHALE. Takiej publikacji jeszcze w regionie nie było. Z Wydawnictwa „Zachylina” dr Anny Mlekodaj wyszła drukiem książka autorstwa pani Stanisławy Szewczykowej z Łopusznej „Wiersze i zabawy dla dzieci”. Ale tytuł nie wyczerpuje zawartości, która jest znacznie bogatsza. Największy walor tego tworzonego latami dzieła to funkcja „podręcznika” dla regionalistów, prowadzących zespoły, nauczycieli wiodących uczniów „ścieżką regionalną”.
– Takich
materiałów
nigdzie nie ma –
przyznaje
autorka,
założycielka i nieoceniona wieloletnia szefowa zespołu „Łopuśnianie” im. Ludwika Łojasa. – Bardzo mi zależało, żeby je zebrać, bo pracowałam z dziećmi w zespole i wiem, jaka jest potrzeba. Wypytywałam więc ludzi w różnych miejscowościach – Dursztynie, Szlembarku, Kluszkowcach, Odrowążu, Pieniążkowicach. W zasadzie dzieci bawiły się wszędzie jednakowo, z niewielkimi tylko różnicami w poszczególnych rejonach. Opisałam tych zabaw ponad trzydzieści.
Można więc przypomnieć sobie z kart książki zabawy nawet dla niemowląt: „kosiany”, „sroczka kaszkę warzyła”, potem: „koło młyńskie”, „konopki”, „jawor, jawor – jaworowi ludzie”, „ciuciubabkę”, „wilk i gąski”, „leci ptosek”, „w świnie”, w kukiełki”, w „strazoka”, w „warzenie soli”, w „igła kajsi migła”, w „chłopka i diabła”.
Są wyliczanki – jak do berka, jest „Ojciec Wirgiliusz” i „zgaduj-zgadula”.
Co więcej – są dwa jasełkowe scenariusze, bardzo pomocne w pracy z dziecięcymi zespołami. Jasełkowych scenariuszy ma autorka w swoim archiwum znacznie więcej i tylko określona objętość książki nie pozwoliła zmieścić reszty.
A wszystko ubogacone wierszykami dla dzieci – z morałem lub bez; wierszami na Gody lub Wielkanoc, bo dziecięcy świat na wsi bardziej niż w mieście był poddany rytmowi pór roku i świąt. Jak święta, to oczywiście i kolędy, które pięknie się wkomponowały w bogatą zawartość.
Tata orze skiby,
Jasiek mu poganio,
My grulki sadzimy
Od samego rania
– to tylko jedna wdzięczna strofka z wierszyków o gospodarce. Niektóre utwory pani Stanisławy pisane były dla malutkich wnuków, które mają dziś po dwadzieścia lat… Jest wśród tych dziełek „Jaś Muzykant”, jest „Biedronecka”, czyli „…chrobocek, co ma w kropki kubracek” i wiele innych równie urokliwych.
Do wydania tej książki mocno zachęcała autorkę i zbieraczkę Stanisława Trebunia-Staszel, prowadząca teraz – bo któż mógłby ładniej – promocję w łopuszniańskim GOK-u. Literacko dopieściła teksty dr Anna Mlekodaj.
Jest wszakże i inna bardzo cenna część tej książki – opisanie przez panią Stanisławę dawnego dzieciństwa na wsi. Obraz utkany z przeżyć i wspomnień, świat widziany z perspektywy metra nad podłogą – wzrusza i budzi tęsknotę za tą biedną, ale szczęśliwą krainą.