POWIAT NOWOTARSKI. Przez Polskę przetacza się fala protestów przeciwko pomysłowi Ministra Zdrowia na drastyczne obniżenie świadczeń gwarantowanych podczas leczenia szpitalnego w zakresie kardiologii inwazyjnej i elektrofizjologii oraz kompleksowej opieki nad pacjentem po zawale serca. Taki protestacyjny miting z udziałem pacjentów kardiologicznych odbył się też w Centrum Kardiologii Inwazyjnej Elektroterapii i Angiologii „Intercard” na terenie Podhalańskiego Szpitala Specjalistycznego.
Sytuacja kariologii inwazyjnej to szansa na przeżycie każdego z nas, ponieważ statystyka medyczna wskazuje, że blisko 50 proc. zgonów w Polsce jest spowodowanych chorobami układu krążenia. Propozycje Ministra Zdrowia – umniejszające wycenę świadczeń (w niektórych przypadkach nawet o 60 procent) uderzają więc w największą populację polskich pacjentów. Te dane i obawy związane z zamiarem zubożenia kardiologii inwazyjnej zdominowały konfederację w „Intercardzie”, na V piętrze Szpitala.
Kardiolodzy nie ukrywają przed pacjentami, jak pogorszy się dostępność kardiologicznych procedur od 1. lipca, kiedy zaczną obowiązywać nowe wyceny świadczeń gwarantowanych w ramach leczenia szpitalnego. Nie mniej trwoży pacjentów i lekarzy perspektywa „centralizacji i konsolidacji” leczenia w większych ośrodkach. Mniejsze oddziały, a nawet całe szpitale mogą wtedy zniknąć.
Podział na pacjentów biednych i bogatych
Proponowane zmiany, jak przewidują lekarze, będą skutkowały podziałem na kardiologicznych pacjentów biednych i bogatych, bo ci, zgodnie z nowelizacją ustawy o wyrobach medycznych, będą dopłacać do swojego leczenia mimo płacenia składek na ZUS. Decyzje Ministra Zdrowia dotkną zwłaszcza pacjentów z mniejszych miast, mniej zamożnych. Ich zdaniem już od 1. lipca zwiększą się kolejki w kardiologii i wzrośnie śmiertelność z powodu chorób układu krążenia; system opieki zawałowej budowany przez 20 może przestać istnieć, a ośrodki w mniejszych miastach mogą zbankrutować.
– Pomysł scentralizowania nie jest dobry – oświadczył wprost dr n.med. Artur Klecha, ordynator nowotarskiego „Intercardu”. – Nasz oddział działa w trybie „ostrym”, 24 godziny na dobę. Jeśli te procedury będą opóźnione, nie będą tak skuteczne. Lokowanie takich ośrodków w większych miastach oznacza, że pacjent dojedzie później i będzie miał utrudniony dostęp do świadczeń. My, lekarze, zabiegi kardiologiczne wykonujemy z narażeniem własnego zdrowia, w polu promieniowania. Chcemy żeby patrzono na nas nie przez prymat finansowy, ale też od strony człowieka. My też przeżywamy leczenie naszych chorych. Stany, w których pomagamy, to cienka granica między zdrowiem a śmiercią. Nie chciałbym, żeby kardiologia była tak karana…
Kardiologów nikt nie słuchał…
Jego zdaniem proponowane przez ministra zdrowia zmiany są niebezpieczne dla polskiej kardiologii, odbiją się negatywnie na poziomie opieki i świadczeń, jakości i dostępności leczenia kardiologicznego, podczas gdy na swój europejski poziom krajowe ośrodki pracowały przez 20 lat. Przedtem bowiem normą było czekanie na koronarografię i inne zabiegi półtora roku. A czas dowiezienia pacjenta i interwencji kardiologicznej przekłada się bezpośrednio na rokowania przeżycia i powrotu do zdrowia.
Dziesiątka pacjentów z powiatu nowotarskiego nie potrzebowała zachęty, by stawać murem za takim poziomem kardiologii, który uratował im życie i przywrócił sprawność.
Pacjenci – z poczuciem zagrożenia
– Wiem, co to znaczy być na krawędzi śmierci – mówiła Halina Ciesielka, pacjentka po dwóch zawałach. – My tutaj doświadczyliśmy ratowania życia dzięki wspaniałej technologii i umiejętnościom lekarzy. To żenujące, w jaki sposób musimy teraz udowadniać ludziom na szczeblach ministerialnych, jak bardzo jest nam potrzebna kardiologiczna pomoc; że chcemy żyć i że każdy ma prawo do życia. Bo w tej chwili odmawia się nam podstawowych usług lub zniża do zupełnie innego poziomu. Rodziny nawet zapłaciłyby każdą cenę za ratowanie życia, za świadczenie lepszej jakości, ale podczas zawału nie ma czasu, żeby się skrzyknąć.
Pani Halina pokazywała księgę wpisów pełnych niezmiernej wdzięczności. Wskazywała na rysunek chłopczyka wciśniętego w kąt i umieszczony obok napis: „Ratujcie mojego dziadka!”.
Wszyscy mówili o kardiologach jako o fachowcach wysokiej klasy, ale też ludziach, których rady można zasięgnąć w każdej chwili. To oni zainicjowali Klub Pacjenta, głoszą wykłady, uczą dbałości o zdrowie i profilaktyki.
Ministrowi pod rozwagę
– Minister musi zrozumieć, że nam wszystkim należy się szacunek.
– Po co mamy jechać do Krakowa, do Katowic, skoro tu mamy tak zdolnych lekarzy i technologię?
– Tyle tu gmin, tylu ludzi z chorobą wieńcową, potrzebujących pomocy…
– „Konsolidacja usług” – to znaczy ośrodek oddalony od naszych miejscowości i to, że karetka może nas żywych nie dowieźć…
– „Wyłączenie dławicy piersiowej z koszyka usług kardiologicznych” – takie propozycje to rodzaj eutanazji!
– Takie działania oznaczają pozbawienie nas nadziei i szans. Coś niszczymy, a nie poprawiamy.
– Coś takiego jest nie pomyślenia w cywilizowanym świecie…
– Mamy serce dla wszystkich na świecie (to dotyczyło akurat pomocy uchodźcom – przyp. red.) ale polskie państwo powinno mieć też serce dla Polaków…
– Placówkom, które są objęte obniżeniem standardów, należałoby jeszcze dodać pieniędzy!
– Dla serca nie powinno być ograniczeń! Nie można wiązać rąk lekarzom, studzić ich zapału.
– Niech minister zweryfikuje swoje postępowanie!
– Takich decydentów stres zniszczy i też będą musieli trafić na kardiologię…
– wtórowali szczawniczance inni pacjenci.
Zgromadzeni na konferencji podopisywali pełną niepokoju petycję do Rządu RP, Ministerstwa Zdrowia, NFZ oraz Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, domagając się wstrzymania wszelkich zmian w systemie leczenia kardiologicznego do czasu przeprowadzenia szerokich konsultacji ze środowiskiem pacjenckim i lekarskim.
Skąd ten pomysł
Jeśli chodzi o motywacje tych obniżkowych propozycji ministerstwa, kardiolodzy słyszą na razie, że chodzi o oszczędności, o pieniądze potrzebne np. psychiatrii i geriatrii. Wnioskują stąd, że ktoś pozazdrościł polskiej kardiologii europejskiego poziomu i skuteczności. Uważają, że tak drastyczne zmiany zmniejszą dostępność do zabiegów i zwiększą kolejki, co przełoży się na wzrost śmiertelności pacjentów kardiologicznych, a nawet na bankructwa szpitali. Po przesłaniu raportów i danych z wielu ośrodków w Polsce, konsultacji i rozmów w sprawie wyceny świadczeń kardiolodzy nie doczekali się ani ze strony Ministerstwa Zdrowia, ani ze strony Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. Uderzyła ich natomiast informacja, że obniżki wycen zaczną obowiązywać od 1. lipca.
Początkiem czerwca Agencja opublikowała propozycje podwyższenia taryf dla kardiologii zachowawczej, lecz ta, zdaniem ekspertów, nie jest skuteczną metodą leczenia pacjentów z chorobami serca i naczyń.
___________________________________________________________________
Organizatorzy konferencji w kardiologicznych ośrodkach na terenie Polski uzyskali w tej sprawie opinie ekspertów i zestawili argumenty przeciwko obniżaniu wyceny świadczeń. Publikujemy je poniżej:
– Ta gorsza wycena to zmniejszenie wpływów do publicznych jednostek służby zdrowia, które rozliczają się z bardzo wielu różnych pacjentów. Są pacjenci, których można rozliczyć na plus, ale są i tacy pacjenci, którzy generują duże koszty. Tych drugich jest niemało, co wynika z naszej aktualnej demografii: pacjenci są coraz starsi, chorują na wiele chorób jednocześnie, a to podraża terapię i hospitalizację. Spodziewając się mniejszych dochodów z tytułu leczenia i wykonywania procedur, będziemy prawdopodobnie zmuszeni posługiwać się tańszymi metodami terapeutycznymi – metodami, które są stosowane od wielu lat i powinny być zastępowane powoli metodami nowszymi. A wygląda na to, że nie będą. Dotyczy to zarówno kardiologii interwencyjnej, elektroterapii, jak i farmakoterapii. W związku z tym obawiamy się, że wyniki leczenia będą gorsze, co w efekcie – po czasie – przełoży się na gorsze wskaźniki rokownicze i wzrost śmiertelności – wyjaśnia prof. Piotr Hoffman, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
Kardiolodzy prognozują, że nowe wyceny spowodują zarówno podziały wśród pacjentów na tych, których stać na dopłacanie do lepszych terapii i tych, których na to stać nie będzie i będą musieli mieć wszczepiony gorszy sprzęt. Ponadto w konsekwencji tych decyzji zwiększą się kolejek do kardiologów i zabiegów.
– Czy miałoby tak być, jak już to się dzieje w przypadku leków, że resztę, tzn. sumę ponad ustaloną wysokość refundacji, dopłaca pacjent? To kolejny podział na tych, których stać i ogromną większość, której nie stać – wyjaśnia prof. Adam Witkowski, kierownik Kliniki Kardiologii i Angiologii Interwencyjnej Instytutu Kardiologii w Aninie.
Wyceny zmniejszą dostępność pacjentów do leczenia kardiologicznego, a co za tym idzie, będzie więcej pacjentów z uszkodzonym sercem. To z kolei spowoduje większą populację pacjentów na rentach, za które państwo będzie musiało zapłacić. Propozycje MZ i AOTMiT wcale nie zmniejszą kolejek – to pewne, uważają specjaliści. Należy tutaj dodać, że blisko 50 proc. zgonów w Polsce jest spowodowana chorobami układu krążenia. Decyzje MZ uderzają więc w największą populację polskich pacjentów.
W publikacji „Zachorowalność i umieralność na choroby układu krążenia a sytuacja demograficzna Polski” – redakcja naukowa Zbigniew Strzelecki, Janusz Szymborski z 2015 r. czytamy, że:
zapadalność i umieralność z powodu ChUK jest największa wśród osób mniej zamożnych, słabiej wykształconych, zamieszkałych na wsi i w małych miasteczkach.
Różnice w umieralności z powodu ChUK są najważniejszą przyczyną nierówności w zdrowiu Polaków należących do różnych grup społecznych. Proponowane zmiany (centralizacja usług, dopłaty) najbardziej uderzą w najsłabsze ekonomicznie grupy społeczne i pogorszą już istniejącą nierówność w dostępie do nowoczesnej kardiologii i generalnie usług sercowo-naczyniowych, co spowoduje jeszcze większe nierówności w zdrowiu w Polsce.
Pacjenci nie będą mieli równego dostępu do leczenia, będą dzieleni na tych których stać na lepszy sprzęt, terapię i na tych, którzy będą leczeni tym, czym będą dysponowały szpitale. Biorąc pod uwagę wnioski z powyższej publikacji wielu pacjentów w Polsce nie będzie stać na nowoczesne metody leczenia chorób układu krążenia, obniżki uderzają więc w większość pacjentów kardiologicznych.
– Będziemy mieli mniejsze środki finansowe, więc będziemy kupować to, na co będzie nas stać lub to, co otrzymamy od państwa – kiedy wejdą zapowiadane przez MZ centralne przetargi na wyroby medyczne. To oznacza, że nie będzie możliwości wyboru najlepszej dla danego pacjenta terapii, a to powinno być oferowane naszym pacjentom. Zamiast tego będziemy korzystać z odgórnie narzuconych przez państwo wyrobów medycznych, często tańszych i nie najlepszych. Te tańsze produkty to produkty starsze, które były używane wcześniej i powinny być zastępowane przez nowe i bardziej nowoczesne, a wygląda na to, że tak nie będzie. Oczywiście będzie to trwało w czasie, ale ten efekt jest jakby pewny – precyzuje prof. Hoffman.
Wprowadzane zmiany zakładają także centralne zakupy i refundację dla wyrobów medycznych. W konsekwencji będziemy mieli sytuację, gdzie pacjent będzie musiał zdecydować, czy lekarze mają mu wszczepić standardowy sprzęt, czy za dopłatą sprzęt lepszy.
– Czułbym się źle, „negocjując” z chorym dopłatę do procedury, wynikającą z głębokiego przekonania o korzyści klinicznej, którą może odnieść. Oznaczałoby to podział na pacjentów zamożniejszych i większość, która nie jest w stanie tego opłacić, co moim zdaniem jest niewłaściwe. Środowisko Sekcji Rytmu Serca PTK z zadowoleniem przyjmuje propozycję współpracy z AOTMiT, NFZ oraz MZ w zakresie lepszego zdefiniowania procedur oraz być może – dalszych prac nad unowocześnionym katalogiem świadczeń. Jestem przekonany, że jesteśmy w stanie wypracować model który okaże się przede wszystkim korzystny dla pacjentów, a także optymalny z punktu widzenia środków budżetowych – mówi dr hab. med. Maciej Sterliński, przewodniczący-elekt Sekcji Rytmu Serca PTK.
Ostatnie 20 lat to gigantyczny rozwój polskiej kardiologii, która w tej chwili stoi na najwyższym poziomie. Dzięki zaangażowaniu specjalistów ich woli walki i chęci wprowadzane zostają na sale operacyjne coraz to nowsze i doskonalsze technologie. To nasi lekarze edukują podczas warsztatów specjalistów kardiologii z całego świata, którzy przyjeżdżają do Polski wymieniać się z nimi doświadczeniami. Pozostaje nam jedyne mieć nadzieję, że drastyczne zmiany wycen nie wpłyną na zatrzymanie się rozwoju polskiej kardiologii, chociaż eksperci są innego zdania.
– Obawiam się, że te działania zatrzymają dynamiczny rozwój kardiologii. Można powiedzieć , że kardiologia interwencyjna, elektroterapia to sukces polskiej kardiologii, ale także sukces całej polskiej medycyny. Przekłada się on na lepszą opiekę nad pacjentem, na poprawę wskaźników rokowniczych. Żeby to podtrzymać potrzebne są dodatkowe, większe pieniądze, a nie mniejsze pieniądze – reasumuje prof. Hoffman.
Fot. Anna Szopińska