W eksporcie jagniąt – „katastrofa na własne życzenie”?

jagnie17PODHALE. Tak złej koniunktury w eksporcie jagnięciny z Podhala do Włoch nie notowano od lat osiemdziesiątych. Gdy po wykotach hodowcy zgłosili do sprzedaży ok. 20 tysięcy sztuk jagniąt, tak realnie udało się wyeksportować niewiele ponad 8 tysięcy 600 sztuk żywca. Hodowcy lamentują, wypatrując pomocy z ministerstwa rolnictwa.

Skupy jagniąt – w odpowiednich warunkach sanitarnych – organizowały Regionalny Związek Hodowców Owiec i Kóz z siedzibą w Nowym Targu oraz Tatrzańsko-Beskidzka Spółdzielnia Producentów „Gazdowie” z siedzibą w Leśnicy. Za pośrednictwem Związku hodowcy zgłosili do sprzedaży na włoski rynek 16 tysięcy jagniąt. Z tej liczby do świat udało się wyeksportować 10 tzw. kamionów, czyli ok. 7 tysięcy. Hodowcy zrzeszeni w Spółdzielni „Gazdowie”, jak mówi prezes Kazimierz Furczoń, mieli do sprzedania 4 tysięcy sztuk. Realnie wyjechały z Leśnicy do Włoch 2 kamiony, czyli 1.600 jagniąt.

Cena za kilogram żywca w I klasie, czyli w przedziale wagowym od 10 do 14 kilo, jaką tego roku oferowali Włosi – 9 zł i 6 groszy – jest o złotówkę niższa od ubiegłorocznej. Natomiast Rumuni, którzy są głównymi konkurentami podhalańskich hodowców na włoskim rynku, sprzedawali kilko jagnięciny za równowartość 8 zł, a transport miał do pokonania znacznie krótszą drogę niż z Podhala. W efekcie Włosi wycofali się z wcześniejszych ustnych uzgodnień – bo umowy eksportowe już od ładnych paru lat nie mają formy pisemnych kontraktów.

Ze względu na smakowe i zdrowotne walory podhalańskiej jagnięciny, teoretycznie każdą ilość mięsa powinien wchłonąć krajowy rynek. Przeszkadza w tym jednak zaporowa cena. Po skorzystaniu z usług koncesjonowanej ubojni – a najbliższa taka funkcjonuje w Lesku – kilogram jagnięciny w supermarkecie czy w sklepie kosztowałby bowiem od 50 do 60 zł. Poza tym Lesko przyjmuje dopiero jagnięta ważące od 30 kg wzwyż. Przeszkodą w uboju i w wolnym obrocie mięsem jest też ustawowy obowiązek rejestracji i identyfikacji zwierząt.

Sprawą niezależną od tych czynników są natomiast kalendarz świąt i przyzwyczajenia hodowców. Ponieważ Wielkanoc tego roku przypadła dość późno, a hodowcy dopuścili tryki jak zwykle – jagnięta oferowane do sprzedaży zostały przez włoskich kontrahentów uznane za przerośnięte, gdyż największym wzięciem u konsumentów cieszą się tam sztuki o wadze ok. 10 kg.

Perypetią w tegorocznym eksporcie był ponadto graniczny incydent w Chyżnem, gdzie TIR z jagniętami został na cztery godziny zablokowany przez obrońców praw zwierząt, mimo, iż inspekcja weterynaryjna nie stwierdziła żadnych nieprawidłowości.

Wszystkie te okoliczności przyczyniły się do krachu w prowadzonym od 1985 r. eksporcie jagnięciny na włoski rynek. Dyrektor Regionalnego Biura Związku Hodowców Owiec, Jan Janczy, twierdzi, że w pewnej mierze jest to dla hodowców „katastrofa na własne życzenie”, ponieważ nie dostosowali terminu stanówki do daty świąt.

Wśród zrozpaczonych hodowców słychać natomiast głosy, że od całkowitej rezygnacji z owczarstwa powstrzymują ich tylko dopłaty obszarowe i dopłaty do stad zachowawczych. Wielu chce się natomiast pozbyć stad towarowych, złożonych głównie z ras polska owca górska i cakiel.

Trwoga owczarzy znalazła wyraz w zbiorowym wystąpieniu do ministra rolnictwa, z prośbą o pomoc. Sygnowali je wspólnie Towarzystwo Produktu Górskiego, Spółdzielnia Producentów „Gazdowie” oraz Związek Podhalan. Inicjatorzy wystąpienia mają nadzieję, że odpowiedź ministra będzie można przekazać środowisku hodowców, baców i juhasów już w najbliższą niedzielę, 23. kwietnia, podczas dorocznego Święta Bacowskiego w Ludźmierzu.

Fot. Anna Szopińska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *