Upamiętnili morderstwo rodziny „Orła, „Ognia”

1WAKSMUND. Grupa Rekonstrukcji Historycznych „Ogniowcy” upamiętniła rocznicę brutalnej śmierci rodziny mjr Józefa Kurasia „Orła”, „Ognia”. Uroczystości zorganizowano na waksmundzkim cmentarzu.

– Wzięło w nim udział kilkanaście osób, w tym zaprzyjaźnione Stowarzyszenie ONR Podhale. Mamy nadzieję, że z roku na rok będzie coraz więcej uczestników – podkreśla Tomasz Florek członek GRH „Ogniowcy”.

Wydarzenia z 1943 roku przypomina w swym artykule Adam Błaszczyk, nauczyciel historii w Ludźmierskim Gimnazjum.:

70 LAT TEMU … NASTAŁ „OGIEŃ”2345

WAKSMUND, 29 CZERWCA 1943 W HISTORII:

– Po zabójstwie w Gorcach na Gabrowskiej Polanie za Turbaczem 2 granatowych policjantów, w przebraniu turystów węszących za partyzantami – konfederatami, zemsta Niemców i ich konfidentów uderzyła w rodzinę Józefa Kurasia. Tak wyjaśnia genezę tej tragedii biograf mjr „Ognia”:

– Szybko pojawiły się podejrzenia, że w zabójstwa policjantów mogli być zaangażowani pracujący na Turbaczu ludzie z Waksmundu. Rozumiano przy tym, że sam Kuraś może być trudno uchwytny – nawet nie liczono na oficjalne aresztowanie go przez organa policyjne GG. Konfidenci zdawali sobie sprawę z tego, że Kuraś we wsi prawie nie bywa i faktycznie jest poza zasięgiem Gestapo. Dlatego postanowiono dokonać zemsty na jego najbliższej rodzinie. Wtedy jeszcze dbano o zachowanie pozorów „niemieckiej praworządności”. Dlatego akcję upozorowano na zwykły napad „bandycki”, zemstę „nieznanych sprawców”, których później , przynajmniej oficjalnie, będą ścigać władze bezpieczeństwa.

Akcję wykonano niezwłocznie. Przed północą 29 czerwca 1943 r. grupa przebranych w ubrania cywilne „nieznanych sprawców” wtargnęła do pogrążonego we śnie domu „Orła”. Wojciech Kuraś po latach zeznawał, że do „domu ojca przyszło czterech Niemców, ubranych w cywilne ubrania i góralskie kapelusze. Ci zapukali i ojciec ich wpuścił”. Wojciech Kuraś na podstawie relacji sąsiadów, którzy widzieli sprawców, twierdził, że byli to funkcjonariusze Policji Kryminalnej Niemieckiej. Wśród napastników jedna z sąsiadek rozpoznała kierownika Kripo w Nowym Targu SS-Sturmfuhrera Józefa Kandzię.

Wydarzenia potoczyły się błyskawicznie. Oprawcy z zimną krwią zamordowali całą rodzinę. Senior rodu został zastrzelony strzałem w skroń. W ten sam sposób zamordowano żonę „Orła”, Elżbietę, oraz dwu i półrocznego Zbyszka. Elżbieta Kuraś nie miała nawet 26 lat. Zwłoki napastnicy przywalili szafą, która wcześniej stała obok łóżek. Ciała wszystkich pomordowanych oraz cały dom oblano benzyną i podpalono. Sprawcy pod groźbą użycia broni zabronili sąsiadom gasić pożar. Mimo wszystko chcieli, aby zemsta była czytelna, dlatego na pobliskim drzewie zawiesili kartkę z wymalowaną czarną ręką z napisem : „Za naszych braci Benala i Kruszewskiego”/…/

„…Wszedłem do płonącego domu i zobaczyłem na podłodze obok łóżek zwłoki ojca Józefa Kurasia, bratowej i 2,5rocznego bratanka./…/Nogi i ręce ofiar były już prawie spalone, w szafie paliły się kożuchy i ubrania. Odwróciłem szafę i widziałem, że ojciec dostał kulą w skroń/…/pod nim było strasznie dużo krwi. U bratowej nie widziałem dziury od kuli, gdyż miała rozrzucone włosy wokół całej głowy. Pod zwłokami była również kałuża krwi. Dziecko leżało najbliżej szafy i najbardziej zwłoki jego były spalone tak, że nic nie potrafiłem już ustalić.” – ze wspomnień Wojciecha Kurasia

Wpis w księgach parafialnych zapisano:
„Tajemniczo zamordowani i spaleni we własnym domu.
Resztki ciał zebrano do 2 trumien i pochowano na cmentarzu dn. 1/7 /1943″

Maciek Korkuć, Józef Kuraś „Ogień” Podhalańska wojna 1939-1945, Kraków 2011

29 CZERWCA 1943 W WAKSMUNDZKIEJ LEGENDZIE:

„ORZEŁ” SPŁONĄŁ O ŚWICIE

„Oprawcy /…/ chcieli aby planowana zbrodnia była dla innych okrutną lekcją lęku i pokory./…/ Spędzeni w pobliże mieszkańcy opowiadali, że najpierw wyciągnięto na dwór starego Kurasia, jego synową Elżbietę, żonę „Orła” i 2,5 rocznego Zbysia./…/Niektórzy twierdzą, że Kurasiowie zostali żywcem spaleni w chałupie, inni przekonują , iż ojca i synową rozstrzelano, a dopiero później ciała wrzucono do ognia./…/Dziecko kręciło się po obejściu i nie bardzo zdawało sobie sprawę z całego zamieszania. Kiedy dom płonął już na dobre, jeden z Niemców złapał malca za nogę i z rozmachem wrzucił w ogień./…/
Opowiadają, że Józek z daleka obserwował przez lornetkę zagładę swoich najbliższych. Chciał biec na ratunek, ale powstrzymali go siłą ludzie z jego oddziału. Wyrywał się, szarpał, przeklinał, płakał. Przez długie tygodnie go pilnowali, by oszalały z bólu nie palnął sobie w głowę. Nie dziwota, że od tego strasznego ranka coś w nim pękło. Wcześniej lubił zabawić się, śpasy prawić, śmiać się tak, aż smreki wyginało. Potem stał się ponury, jakiś dziwny czasami”.

Z dawnego „Orła” nic nie zostało, jakby dusza w nim umarła.
„W tym pożarze chłop wypalił się do cna” – szeptali jego żołnierze.
Nastał „Ogień” – mściciel, o którym do dziś przetrwały pieśni na Podhalu.
Zimny w uczuciach, bezwzględny w działaniu,
bezlitosny dla okupanta i jego sługusów.”

Jan Szczerkowski, Ogień król Podhala, Wrocław 2006″

Zdjęcia archiwum organizatorzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *