Ubój gospodarczy – od nowego roku?

Prezes Jan AntołOWCZARSTWO. Zaledwie przed czterema dniami w Nowym Targu gościł minister rolnictwa Marek Sawicki, a już w Internecie pojawił się projekt jego rozporządzenia dotyczący uboju gospodarczego. Regionalny Związek Hodowców Owiec i Kóz ma go zaopiniować do końca tygodnia.

Minister Marek SawickiPrzypomnijmy, ubojgosp3że podczas wizyty dwóch ministrów z PSL (pracy – Władysława Kosiniaka-Kamysza i rolnictwa – Marka Sawickiego właśnie) problem „zaporowych” warunków uboju gospodarczego owiec przedstawiany był jako bodaj największa z bolączek owczarskiego środowiska.

Gromy sypały się na przepisy, które – w sytuacji, gdy trzeba promować rodzimą jagnięcinę – praktycznie uniemożliwiają dokonanie hodowcy uboju we własnym gospodarstwie, na własny użytek. Efekt: ani w gospodarstwach agroturystycznych, ani w podhalańskich restauracjach nie można zaserwować jagnięciny i baraniny z Podhala. Natomiast rynek gastronomiczny zalewa jagnięce mięso ze Słowacji. U naszych południowych sąsiadów nie obowiązują bowiem tak restrykcyjne przepisy weterynaryjne.

– Żeby gospodarz, który jagnię pielęgnuje od okocenia, leczy i hoduje, więc wiadomo, że nie będzie go skazywał na męczarnie – nie mógł ubić zwierzęcia we własnym gospodarstwie – to skandal i wielka krzywda! – oburzał się Jan Antoł z Bańskiej Niżnej, prezes Polskiego Związku Owczarskiego podczas spotkania ministra z przedstawicielami owczarskiej branży w siedzibie Regionalnego Związku Hodowców Owiec i Kóz.

Pomrukiem oburzenia wtórowali mu inni hodowcy. – Jak mamy promować jagnięcinę, skoro naszego mięsa z jagnięcia nie można podać gościom? – pokazywali absurdalność dotychczasowych uregulowań.

Podczas tego samego spotkania minister Sawicki obiecał załatwić do końca roku dwie sprawy bardzo żywotne dla podhalańskiego rolnictwa: dopuszczenie sprzedaży bezpośredniej produktów z własnego gospodarstwa bez podatku i zmianę przepisów dotyczących uboju gospodarczego właśnie.

Do tej pory bowiem teoretycznie można ubić w gospodarstwie jagnię do 18 miesięcy. Ale obwarowują to wymogi: ubój musi się odbyć w osobnym pomieszczeniu (nie w stajnie gdzie przebywają też inne zwierzęta). Takie pomieszczenie musi mieć zmywalne ściany: jeżeli nie wykładane kafelkami, to przynajmmniej malowane olejną farbą. Dokonuje się uboju przy pomocy pistoletu „Radical”. Do tej pory obowiązuje wymóg, że pozbawić życia jagnię może tylko przeszkolony ubojowiec. Ale:

– Która szkoła rolnicza uczy uboju? – pytają hodowcy. – I jakie to szkolenia są potrzebne do tego, czego ludzie uczyli się w gospodarstwach rodziców od podrostka? Do ubojni też nie trafiają ludzie po kursach, tylko „z ulicy” i po kilku dniach muszą robić, co do nich należy.

Na tym jednak wymogi się nie kończą. Jagnię, które ma być ubite, trzeba wymeldować, zamiar uboju zgłaszając do weterynarii. A to oznacza pokaźny stosik papierów do wypełnienia… Trzeba przy wymeldowywaniu wskazać sposób zagospodarowani resztek poubojowych.

– Jakich resztek? W zasadzie zostają tylko racice i rogi, bo skórę się wyprawia, jelita cienkie są potrzebne na kabanosy, wątrobę można zjeść, nawet śledzionę można ugotować psu, bo w każdej hodowli jest pies do stróżowania – punktują praktycy.

Wracając do wymogów – termin uboju wyznacza weterynaria. Jeden dzień jest potrzebny na to, by dowieźć jagnię (czy jagnięta) przyczepką do ubojni w Starem Bystrem. Dodajmy, że zanim weterynaria dopuściła ubój w tej miejscowości, hodowcy z Podhala najbliższą legalną ubojnię mieli w Lesku.

Ubój jagniąt z reguły dokonywany jest w określonym dniu tygodnia, gdy zbierze się od hodowców 15 – 20 sztuk. Schłodzone mięso trzeba odebrać nazajutrz. Usługa kosztuje 35 zł od sztuki. Po jagnięcinę nalezy przyjechać innym samochodem – niedopuszczalny jest transport w tej samej przyczepce, którą zwierzęta jechały do ubojni.

W tym momencie hodowcy znowuż podnoszą larum – bo polskie prawo nie pozwala, żeby przy tuszce został kolczyk. Ktoś, kto odbiera mięso z ubojni, nigdy więc nie ma pewności, czy to aby jagnię z jego stada, czy też „stara habanina” kogoś innego. Ludzie się skarżą, że mięso jest pomieszane.

– Na całym świecie jest tak, że przy mięsie zostawiają małżowinę uszną z koczykiem, tylko nie u nas… – rozeznali już hodowcy.

Obliczają też, ile tracą przez konkurencyjny dla swoich hodowli import jagnięciny zza południowej „miedzy”.

– Przegrywamy ze Słowakami… – lamentują. – U nas doktoryzują się teoretycy, a my przegrywamy…

Po zaopiniowaniu projektu ministerialnego rozporządzenia przez Regionalny Związek, zajmie się nim zapewne sejmowa Komisja Rolnictwa. Minister Sawicki obiecywał, że nowe przepisy wejdą w życie do końca roku. Hodowcy czekają na to rozżaleni i z niecierpliwością.

Fot. Anna Szopińska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *