LUDŹMIERZ. Śledztwo w sprawie tragicznego ubiegłorocznego wypadku motocyklowego dwóch nastolatków, z których jeden nie żyje, a drugi jest nadal w ciężkim stanie, zostało w całości umorzone. Wyjaśniono też poboczny wątek dotyczący mężczyzny, który miał nie udzielić pomocy ofiarom wypadku.
– Śledztwo trwało długo, jednak długo czekaliśmy na opinie biegłych z zakładu medycyny sądowej oraz badania wypadków – mówi prokurator Zbigniew Gabryś, zastępca Prokuratora Rejonowego w Nowym Targu. Podkreśla, że to po otrzymaniu tych danych podjęto decyzję o całkowitym umorzeniu.
Dlaczego? – Z powodu śmierci sprawcy wypadku. Stwierdzono bowiem, że do wypadku doszło z wyłącznej winy 17-letniego kierowcy – mówi prokurator. Dodaje, że nie znaleziono tez żadnych dowodów potwierdzających, jakoby do śmierci, nie udzielając pomocy, a jedynie przesuwając motor z drogi, miał doprowadzić kierowca przejeżdżający wówczas drogą. – Po analizie ustalono, że nie ma dowodów, aby oskarżyć tego mężczyznę. Przepchnął on co prawda motocykl, do czego się przyznał, poza obręb jezdni, jednak ofiary wypadku mógł nie zauważyć. Nastolatkowie byli poza obrębem jezdni, w miejscu nie oświetlonym.
Wyjaśniono i sprawę drugiego pojazdu ze śladami kolizji, który znaleziono na posesji w pobliżu miejsca wypadku. – Ten pojazd terenowy nie miał związku z wypadkiem motocyklistów. Owszem miał on kolizję z innym samochodem, co bezspornie wyjaśniono i udowodniono – zapewnia prokurator.
Do tragedii z udziałem 17-letniego kierowcy motocykla i jego starszego o rok kolegi doszło 27 sierpnia nocą w Ludźmierzu przy drodze powiatowej, wiodącej z wioski w kierunku sąsiedniego Krauszowa w pobliżu szkoły, dzięki czemu zdarzenie można było odtworzyć z monitoringu.
O dwóch leżących przy chodniku obok krawężnika ciałach policję powiadomił po ok. 40 minutach, jak wynika z dochodzenia, jadący akurat tamtędy kierowca, niepochodzący z Podhala… Dwa pierwsze pojazdy przejeżdżające obok ofiar zdarzenia, co było widać na monitoringu, jedynie zwolniły.
Początkowo podczas dochodzenia brano pod uwagę różne warianty zdarzenia. To dlatego przesłuchiwano też 26-letniego mężczyznę, świadka tragedii. To on miał jechać na motorze, podobnie jak obie ofiary. Nastolatkowe, jak wynikało z dochodzenia, jechali szybko, z prędkością, jak wstępnie ustalono 70 km na godzinę. Kierujący miał kask, pasażer – nie. W pewniej chwili po ok. 300 metrach 26-latek miał się zorientować, że nie widzi tylnych świateł jadącego przed nim motoru.
Podczas przesłuchania tłumaczył, że na miejscu gdzie znalazł motor, nie widział nastolatków, a motor przesunął z drogi myśląc, że sami chłopcy uciekli z miejsca wypadku, bojąc się konsekwencji jazdy bez uprawnień i po spożyciu alkoholu, bowiem – według jego relacji – mieli wypić piwo. Tym tłumaczeniom początkowo nie dał wiary prokurator i wydał postanowienie o zatrzymaniu, stawiając mu dwa zarzuty: nie udzielenie pomocy osobom będącym w bezpośrednim zagrożeniu życia, a drugi zacierania śladów zdarzenia. Pierwszy zagrożony był karą do 3 lat pozbawienia wolności, drugi do 5 lat pozbawienia wolności. Ostatecznie okazało się, że mężczyzna mógł rzeczywiście nie widzieć nastolatków leżących w nieoświetlonym miejscu. Mężczyznę uniewinniono.