To coś więcej niż sparing

PIŁKA NOŻNA. Wciąż niesprzyjające warunki pogodowe sprawiły, że przepadł kolejny weekend z piłką ligową. Zespoły ratują się więc kolejnymi meczami sparingowymi. W Tylmanowej na boisku ze sztuczną nawierzchnią doszło do konfrontacji dwóch na dzisiaj najlepszych podhalańskich drużyn. Trzecioligowy Wolski Lubań Maniowy zmierzył się z liderem czwartej ligi i pewniakiem do awansu Porońcem Poronin.

Mecz prestiżowy dla obu stron dostarczył sporych emocji, które udzielały się nie tylko zawodnikom, ale i trenerom bardzo żywiołowo reagującym na wydarzenia na boisku i nie stroniącym od ostrych słów krytyki pod adresem swoich podopiecznych. Co zaś tyczy się samego poziomu spotkania to zdecydowanie lepiej obie drużyny prezentowały się w pierwszej połowie, dobrej pod względem tempa prowadzenia gry i ilości wypracowanych przez obie strony akcji ofensywnych.

Początek należał do graczy Lubania, którzy w pierwszych dwudziestu minutach gry stworzyli sobie kilka okazji bramkowych. Najlepszą z nich miał w 15 min gry Sebastian Świerzbiński. Po jego strzale piłkę zmierzającą do bramki wybił w ostatnim momencie jeden z obrońców Poronina. Sam gracz maniowian mocno protestował, bowiem jego zdaniem piłka całym obwodem minęła linię bramkową. Po chwili po dośrodkowaniu z rzutu rożnego minimalnie głową chybił Robert Krzystyniak. Po pół godzinie gry przebudził się Poroniec. W 31 min po uderzeniu Józefa Zasadniego świetnie interweniował Wojciech Okręglak, a kilka minut później Marcin Grela trafił w słupek.

W drugiej połowie tempo gry nieco opadło. Gra stała się chaotyczna i mało składna. Lepiej w tej części gry prezentowali się gracze z Poronina i efektem tego był jeden jedyny jak się później okazało gol w tym spotkaniu. W 62 min Rafał Waksmundzki wygrał pojedynek w środku pola, pociągnął kilka metrów, zagrał na lewą stronę do Zasadniego, ten dograł w pole karne, gdzie Grela „na raty” pokonał Jakuba Hładowczaka. Potem jeszcze kilkakrotnie poronianie przebijali się pod pole karne Lubania, ale szwankowało ostatnie podanie. W końcówce spotkania przycisnął z kolei  Lubań. Kilka razy zrobiło się gorąco pod bramką Porońca – głównie po strzałach Jacka Pietrzaka – ale udanie interweniował Jakub Nykaza.

GALERIA Z MECZU

– Bardzo cenny i wartościowy dla nas sparing z mocnym rywalem jakim jest zespół z Poronina, który już dziś prezentuje poziom trzecioligowy. Okazaliśmy się gorsi o jedną bramkę. Trudno. Zdecydowanie lepiej wyglądaliśmy w pierwszej połowie, gdzie graliśmy w optymalnym zestawieniu. Po wprowadzeniu na boisku zmienników, nasza gra troszkę „siadła”. Chcąc odrobić stratę bramki, próbowaliśmy zaatakować, ale wkradł się w nasze poczynania chaos. A Poronin umiejętnie utrzymywał piłkę z dala od swojego pola karnego. Nie możemy już doczekać się wznowienia rozgrywek. Mam nadzieję, że mecz w Połańcu już dojdzie do skutku. Wydaje się, że mam już wykrystalizowaną pierwszą „jedenastkę”, choć jeszcze parę spraw muszę przemyśleć i przedyskutować z samymi zawodnikami – ocenił trener Lubania Marek Żołądź, który również pozytywnie odniósł się do debiutu w swoim zespole, pozyskanego w ostatnich dniach z Sandecji Nowy Sącz Tomasza Zawiślana – W moim przekonaniu jest gotowy do gry od pierwszej minuty. Nie zaliczył może jakiegoś spektakularnego występu, ale zagrał na solidnym poziomie. Pokazał, że potrafi umiejętnie utrzymać się przy piłce, uspokoić grę. Widać też, że ma dobry przegląd pola. Na pewno będzie przydatny – przekonuje opiekun Lubania.

– Myślę, że powinniśmy to spotkanie wygrać w zdecydowanie wyższych rozmiarach. Sytuacji stworzyliśmy więcej niż nasi rywale i lekko licząc, gdyby oba zespoły wykorzystały swoje sytuacje 100 procentowe okazję to powinniśmy wygrać 6:3. Cieszy oczywiście zwycięstwo i to, że nie straciliśmy w tym meczu bramki. Mam jednak dużo pretensji do swoich zawodników, zwłaszcza tych doświadczonych, których jest w naszym zespole kilku, o to, że sami sobie w końcówce meczu sprokurowaliśmy nerwy i doprowadziliśmy do kilku dantejskich scen pod naszą bramką. Tylko dzięki ofiarnym interwencjom Kuby Nykazy zawdzięczamy to, że nie straciliśmy gola  – podsumował trener Porońca Tomasza Rogala, którego największym problemem przed pierwszym wiosennym meczem w IV lidze, są problemy zdrowotne kilku jego podopiecznych. Przeciwko Lubaniowi zabrakło kontuzjowanych: Macieja Gogoli, Mateusza Chrobaka oraz chorego Roberta Drąga. W trakcie meczu urazu nabawił się z kolei Marcin Drobny. – Na szczęście kontuzja Marcina nie wygląda źle. Na pierwszy rzut oka to raczej tylko stłuczenie. Myślę, więc, że nie wyłączy go to z gry. Z jednej strony dobrze więc, że start ligi się opóźnia, ale z drugiej to czekanie w nieskończoność jest męczące – przyznał Rogala.

Zespół Lubania nie planuje już żadnych spotkań sparingowych, chyba, że znów nie dojdzie do Kutku ich mecz ligowy. Z kolei Poroniec we środę także w Tylmanowej o 16.30 zmierzy się z Popradem Muszyna.

Wolski Lubań Maniowy – Poroniec Poronin 0:1 (0:0)
0:1 Grela 62. Sędziował Łukasz Królczyk
Lubań: Okręglak (46 Hładowczak) – Czubiak (60 Gołdyn), Hałgas, Gąsiorek, Anioł (46 Górecki) – Pietrzak (80 Leoniak), Zawiślan (70 Budz), Krzystyniak (60 Karkula), Komorek – Świerzbiński, Bachleda (70 Firek).
Poroniec: Gawron (70 Nykaza) – Cudzich, Babik, Prokop, Wszołek – Waksmundzki, Bartos, Stasik (46 Walczak Wójciak), Zasadni – Grela (70 Antoł), Drobny (42 Ustupski).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *