To co było odcinamy grubą kreską

PIŁKA NOŻNA. Rozmowa z Jerzym Grabarą, nowym trenerem piłkarzy czwartoligowego Klubu Sportowego Zakopane.

Historia w Pana przypadku zatoczyła koło. Po trzech latach przerwy wraca Pan do podhalańskiej piłki. W jaki sposób znalazł Pan się w Zakopanem?

– Działacze zakopiańskiego klubu skontaktowali się ze mną i złożyli ofertę. Najwyraźniej moja praca w Tylmanowej przed paroma laty, gdzie myślę, udało mi się pozostawić po sobie niezłe wrażenie, została na tyle dobrze odebrana, że gdzieś to moje nazwisko w środowisku podhalańskiej piłki zostało. Trochę się zastanawiałem, ale ostatecznie zdecydowałem się przyjąć propozycję. 

Zaczyna Pan pracę w mało komfortowej sytuacji. Zespół jest totalnie rozbity. Trzy mecze, trzy porażki, aż 20 straconych goli musi odbić potężne piętno w psychice zawodników…

– Faktycznie nie jest to łatwa sytuacja, ale ja już w swojej przygodzie zarówno zawodniczej jak i trenerskiej wiele przeżyłem. Odcinam grubą kreską to co miało miejsce dotychczas. To samo powiedziałem zawodnikom. Porażki, tracone gole, idą w zapomnienie.  Nie da się ukryć, że na pierwszym naszym spotkaniu dało zauważyć u nich lekkie podłamanie. Z każdym kolejnym treningiem było lepiej, zaczęły pojawiać się uśmiechy i wreszcie daje się wyczuć optymizm. To ważne. Robimy swoje i mam nadzieję, że efekty tego przyjdą już niebawem.

Ilość traconych goli powoduje, że chyba pierwsze dni w klubie spędził Pan nad analizą i poprawą gry defensywnej?

– Liczby nie kłamią i jednoznacznie pokazują, że faktycznie jest jakiś problem w defensywie. Musimy ją przeanalizować, wychwycić mankamenty i je wyeliminować. Dotyczy to całego zespołu, a nie tylko obrońców. 

Najbliższy sobotni mecz ligowy w Wojniczu, będzie chyba dla Pana typowym meczem na rozpoznanie drużyny…

– Na pewno tak, choć przyznam, że większość tych zawodników, których mam w zespole znam, widziałem w akcji. Często bywam na Podhalu, konkretnie w Krościenku, gdzie mam możliwość przebywania na stałe. Często odwiedzałem podhalańskie stadiony, bywałem na meczach. Poza tym też zasięgnąłem już opinii z różnych źródeł. Mam więc sporą wiedzę na temat zespołu. 

Miał Pan okazję rozmawiać ze swoim poprzednikiem Jakubem Jeziorskim?

– Tak. Była okazja aby się poznać i krótko porozmawiać. Wymieniliśmy się telefonami i na pewno przed meczem z Olimpią zadzwonię i zapytam o jego opinie i sugestie. 

Po zakończeniu rundy wiosennej w sezonie 2009/2010 przeniósł się Pan z Tylmanowej do Czarnych Sosnowiec, jak potoczyły się Pana dalsze losy?

– W Czarnych pracowałem dwa sezony w czwartej lidze. Potem przejąłem obowiązki koordynatora do spraw młodzieży w klubie, w którym się wychowałem w AKS Niwka. Na początku tego sezonu byłem tam też trenerem, ale potem kłopoty zdrowotne i późniejsza rekonwalescencja zmusiły mnie do tego abym odpoczął od futbolu.

Widać, że na Podhalu coraz bardziej ceni się śląską myśl szkoleniową. Od trzech sezonów trenerem Porońca jest Tomasz Rogala, a od początku rundy wiosennej w LKS Szaflary pracuje Marek Majka..

– Faktycznie tak jakoś się układa, że coraz więcej jest nas w piłce podhalańskiej. Obu tych Panów, których Pan wymienił znam osobiście. Z trenerem Majką miałem okazję spotkać się jeszcze na boisku w rozgrywkach dawnej trzeciej ligi. Trener Majka grał w Carbo Gliwice, a ja bodajże w MK Katowice. A jako trenerzy staneliśmy naprzeciw siebie w ubiegłym sezonie. On prowadził Przyszłość Czechowice, a ja Czarnych Sosnowiec. Z koeli z  Tomkiem Rogalą znam się bardzo dobrze. Poznaliśmy się jeszcze za czasów jego występów w bramce Victorii Jaworzno. Dzieli nas jednak różnica 10 lat. Także kiedy ja tak naprawdę kończyłem przygodę jako zawodnik, on ją dopiero zaczynał.

Rozmawiał Maciej Zubek

Fot. sportowezaglebie.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *