Bangladesz w Tatrach, a właściwie na drodze do Morskiego Oka. Takich tłumów w tym najpopularniejszym miejscu w Tatrach jeszcze nigdy nie było. A to automatycznie oznacza, że i pracownicy parku mają ręce pełne roboty. Zdarzają się niezwykłe interwencje – w ostatnich dniach na szlaku zostali zatrzymani turyści z Niemiec z … małpą. Grzegorz Lorek wice komendant Straży Parku TPN przyznaje, że małpę zauważono przypadkiem, gdyż była dobrze schowana.
Morskie Oko to miejsce szczególnie nasilone jeżeli chodzi o ruch turystyczny – to około miliona odwiedzających rocznie, a taka ilość ludzi na pewno nie wpływa dobrze na przyrodę. Zejście ze znakowanego szlaku turystycznego, penetrowanie miejsc niedozwolonych, śmiecenie, hałasowanie, wchodzenie w tereny taternickie przez osoby, które nie mają do tego stosownych uprawnień to tylko niektóre z nadużyć, na które pozwalają sobie goszczący w Tatrach. Obok tych zachowań zdarzają się także niecodzienne incydenty takie jak np. wspomniana już małpa.
– Podczas pełnienia czynności służbowych w terenie zauważyliśmy, że turystka coś niesie – opowiada Grzegorz Lorek – przy baczniejszemu przyglądnięciu się, okazało się, że jest to małpka, która była niesiona w specjalnym kuferku dedykowanemu zwierzętom domowym. Podjęliśmy czynności służbowe wobec tej osoby – Pani została spisana i zobowiązana do opuszczenia terenu parku.
Mimo iż takie niecodzienne sytuacje nie są w Tatrach żadnym novum, to na szczęście częstotliwość ich występowania jest stosunkowo rzadka. – Abstrahując od tej sytuacji, apelujemy do turystów o przestrzeganie przepisów. Pamiętajmy, że jeżeli na teren parku narodowego nie można wprowadzać piesków to wiadomo, że dziesiątek tysięcy innych zwierząt również nie.
Sytuacja ta zadziwia nie tylko pracowników TPN, ale także zwykłych spacerowiczów. Jeden z turystów słusznie zauważył, iż ludzie są bez wyobraźni i można się po nich wszystkiego spodziewać.
– Turyści tak naprawdę wnoszą na szlaki to co im się żywnie podoba. Mimo wyraźnych zakazów wprowadzania zwierząt do parku – robią co chcą, łamią odgórne przepisy, dlatego na takie osoby powinny być nakładane wysokie mandaty.
Marcin Strączek-Helios, leśniczy TPN podkreślał, że blisko 90 proc. turystów w sezonie letnim w Tatrach to tzw. turyści miejscy, którzy drogę do Morskiego Oka traktują jako deptak à la Krupówki, a wszelkie zakazy działają na nich odwrotnie. W latach ubiegłych zdarzył się turysta, który podobnie chciał wejść na drogę do Morskiego Oka w zwierzęcym towarzystwie tłumacząc pracownikom parku, że jest to owca, a ta ma prawo chodzić po Tatrach. Inna zdenerwowana turystka ugryzła kasjerkę TPN w rękę, gdy ta zbyt wolno wydawała resztę. W tym roku takich zdarzeń jeszcze nie było, mimo iż już teraz wiadomo, że ilość turystów, która w te wakacje weszła do Morskiego Oka będzie absolutnym rekordem.