NOWY TARG. Wydanie zbioru góralskiej poezji i listów Jadwigi Apostoł-Staniszewskiej pt. „Moje ostatnie słowo” oraz posiady historyczne połączone z promocją tej książki, na wielu osobach wywarły duże wrażenie. Józefa Staszla – znanego regionalistę, założyciela zespołu „Mali Śwarni”, byłego prezesa Zarządu Głównego Związku Podhalan i Honorowego Członka ZP – obchody 100-lecia urodzin współtwórczyni Konfederacji Tatrzańskiej zainspirowały do spisania w obszernym liście poruszającego wspomnienia i innych refleksji z lat okupacji i PRL-u.
Poniżej – list Józefa Staszla w całości:
Konfederacja Tatrzańska w oczach świadka tamtych czasów
Czas okupacji niemieckiej na Podhalu. Wieś w tamtym czasie musiała być samowystarczalna. Co to znaczy? Rodzina musiała wyprodukować dla siebie żywność i jeszcze tzw. „kontygent” dla okupanta. Musiała również wyprodukować ubranie. Każdy skrawek ziemi, jaką rodzina posiadała, musiał być zagospodarowany, aby można było przeżyć i nie przymierać głodem. Cała rodzina, nie wyłączając dzieci, gdy już trochę podrosły, brała udział w tych pracach.
Owies, jęczmień, ziemniaki, należało wyplewić z chwastów. Najgorzej było z ostem, bo kłuł po rękach. Naturalnie, sadziło się na grzędach kapustę, marchew, karpiele, czosnek, cebulę, buraki dla świni i to wszystko trzeba było oplewić. Krowy trzeba było paść na powrozach, trzymanych w rękach, na miedzach i nieużytkach (kraj lasu, miedze, drogi dojazdowe), bo łąki musiały dać siano, aby wyżywić zwierzęta w zimie.
Owce szły na wypas w Tatry. Dawało się je do bacy. Siało się len, z którym była robota cały rok, a to: ręczne zbieranie, rafanie, moczenie w moczydle, suszenie na słońcu, obijanie bijokami z paździeży, tarcie na trockach, czesanie na szczeci, przędzenie, tkanie płótna, gdzie w zależności od jakości nici, wychodziło płótno zgrzebne na worki, paceśne na prześcieradła, gacie, nodołki i cienkie na koszule. Płótno cienkie można było sprzedać na jarmarku w Nowym Targu. Podobnie było z wełną z owiec. Robiono z niej swetry, skarpety, rękawice, czapki, również tkano, by wyfolować w foluszu sukno na portki czy kapce.
Zdarzyło się raz, podczas wojny, że mój Tata zmuszony był wraz z innymi ludźmi pojechać w okolice Miechowa, by kupić chleb, bo swojego zboża brakło. Zostało tylko do obsiania na wiosnę. W domu było wówczas ze mną, pięcioro dzieci. Zapanował głód.
Tata nie miał innego ubrania, tylko góralskie. To zniszczone, już łatane, używał do roboty w gospodarstwie. Przyniszczone, ale nie łatane, ubierał w miejsca publiczne. A całkiem nie zniszczone, ubierał do kościoła, na ważne uroczystości rodzinne.
Pojechał zatem, ubrany po góralsku, pociągiem. Było to w roku, kiedy Wacek Krzeptowski z kompanami złożył hołd Frankowi na Wawelu. Wszyscy czekaliśmy, kiedy Tata wróci z chlebem.
Wrócił, z kilkoma bochenkami chleba w plecaku, ale cały opluty. Z płaczem opowiadał Mamie, jak wszędzie na ulicy, na peronach, ludzie, którzy go mijali, pluli na jego góralskie portki i na niego. Wszyscy płakaliśmy z nim. Mimo że czekaliśmy na chleb, długo nie próbowaliśmy go, tylko słuchaliśmy opowiadania. Wszędzie na peronach, na ulicach, wisiały wtedy wielkie zdjęcia, jak wystrojona odświętnie grupa górali, składa głęboki pokłon niemieckiemu dostojnikowi, ubranemu w mundur wojskowy ze swastyką.
Polska, Polacy znienawidzili wówczas górali. Nikt nie wiedział, że była to niewielka grupa zdrajców. Propaganda niemiecka była wszechobecna. Również sukcesy wojskowe Hitlera były wielkie. Nikomu się wtedy nie śniło, że Niemcy mogą przegrać wojnę.
W takiej to beznadziejnej sytuacji Augustyn Suski i Jadwiga Apostoł z grupą przyjaciół, postanowili czynem zmazać hańbę Podhala. W domu Apostołów, na południowych obrzeżach Nowego Targu, powstała Konfederacja Tatrzańska, jako tajna organizacja do walki z okupantem, ale przede wszystkim, z góralska zdradą.
Nie byli dziećmi i wiedzieli, że mogą to przypłacić życiem. Ale wstyd za góralską hańbę był większy. Niestety w szeregi organizacji wkradł się konfident, o nazwisku Wagner. Mimo ostrzeżeń, komendant Augustyn nie wydał na niego wyroku śmierci. Nie chciał brać go na swoje sumienie, gdyby się mylił. W ten sposób, po kilku miesiącach wszechstronnej działalności antyniemieckiej Konfederacji, jej członkowie zginęli, najczęściej w męczarniach obozowych.
Cudem przeżyła obóz tylko Jadwiga Apostoł. Niestety, nowa władza komunistyczna Goralenvolk wykorzystywała jako straszak przeciwko działaczom regionalnym na Podhalu. Ideologia leninowsko-stalinowska zakładała budowę proletariackiego internacjonalizmu światowego. Wszelkie regionalizmy, również podhalański, były przeszkodą. Odczuł to również odradzający się Związek Podhalan.
Nowa władza także z Jadwigą Apostoł obeszła się bezwzględnie. Dom, gdzie powstała Konfederacja Tatrzańska, zburzono, by zbudować w tym miejscu hotel. Nie wypełniono obietnicy, zbudowania w zamian domku jednorodzinnego.
Jadwiga wyszła za mąż i zamieszkała w Szczecinie, jako Jadwiga Apostoł-Staniszewska. Ze Szczecina w roku1983 napisała 11 obszernych listów do „Panów Redaktorów Podhalanki”, oczekując pomocy w naprawieniu krzywd, wyrządzonych jej przez miasto Nowy Targ.
Jednym z redaktorów „Podhalanki” byłem wówczas ja. Pierwszy numer pisma otwiera mój artykuł, z widocznymi wieloma skreśleniami przez cenzurę. Do mnie owe listy dotarły dopiero 26 listopada 2013 roku, w postaci książki, wydanej przez bratanka Jadwigi, Stanisława Apostoła, w której prócz listów, zawarł jej twórczość poetycką.
Przyznam, że zdenerwowałem się faktem, że ktoś, kto jednak listy otrzymywał, nie przekazał mi ich kopii. Ja przecież też byłem ich adresatem. Może po roku 1989, gdy odzyskaliśmy pełną wolność, Związek Podhalan mógł uzyskać u Władz Miasta rozwiązanie, które by Panią Jadwigę satysfakcjonowało. Dzisiaj jednak nie ma sensu rozpatrywać, co by było gdyby…
Na miejscu, gdzie powstała Konfederacja Tatrzańska stoi wieżowiec. Mam takie przekonanie, że było by rzetelnie i mądrze ze strony Miasta, gdyby rondo, które w ostatnich dniach ukończono w pobliżu miejsca gdzie powstała Konfederacja Tatrzańska, nazwać imieniem Jadwigi Apostoł-Staniszewskiej.
Konsultowałem się w tej sprawie ze Stanisławem Apostołem, wydawcą książki „Moje ostatnie słowo”, gdzie zawarte są wyżej wspomniane listy. Stanisław widzi takie rozwiązanie za słuszne. Dodatkowo sugeruje, by nazwiska członków Konfederacji, którzy zginęli w katowniach okupanta, upamiętnić na specjalnej tablicy.
Józef Staszel