NOWY TARG. Idea jest taka, by tu się spotykały piękno i dobro. Przynajmniej raz na kwartał, kiedy odbywają się zapoczątkowane jeszcze w marcu „Spotkania przy Ruczaju”. Miejscem jest restauracja „Ruczaj” rodziny Worwów, a inicjatorem – Fundacja im. Adama Worwy, wspomagająca osoby ciężko i przewlekle chore oraz ich bliskich. Teraz odbył się kolejny wernisaż w cyklu tych spotkań.
Pierwsza artystka,
której prace
gościły na
ścianach „Ruczaju” to
Ania Dziubas – szefowa
Galerii BWA „Jatki”. Kolejną też jest Ania – Trebunia-Wyrtostek, absolwentka krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, dziś bibliotekarka w Cichem. Zamiłowanie do sztuki to oczywiście przypadłość rodzinna, bo Ania jest córką Władysława Trebuni-Tutki – człowieka-orkiestry z Białego Dunajca: malarza, muzyka, regionalisty; siostrą Krzysztofa, Jana i Andrzeja. Wszyscy potrafią być zarówno tradycjonalistami, jak i odważnymi eksperymentatorami w dziedzinie góralskiej muzyki. Dla niech bowiem góralszczyzna to cały świat.
Jedyna damska latorośl i cudownie gra, i pięknie maluje, i fotografuje z pasją. Kończyła co prawda wydział grafiki i u początku swoich artystycznych zatrudnień tworzyła w czerni-bieli. Nie obce są jej techniki linorytu i wklęsłodruku. Dopiero potem profesor przekonał ją, że musi wpuścić kolor do swoich dzieł.
Jej graficzne prace też można oglądać na ścianach „Ruczaju”, ale wystawę zdominowały obrazy – o kolorycie tak ciepłym i swojskim, jak dusza autorki. Ekspozycja ma tytuł „Blisko i daleko”, bo obejmuje podhalańskie pejzaże, ale również widoki- przypomnienia z Mołdawii i Rumunii.
Autorka prac i bohaterka wieczoru ściągnęła do „Ruczaju” na ten wieczór nie tylko ojca Władysława – przyjechali z nią brat Jan oraz cała jego kapela „Jazgot” (Robert Czech, Andrzej Jarząbek, Andrzej Polak i Szymon Bobrowski grający na trąbce).
Rytmy były gorące, publiczność – zachwycona, zabawa i gościna skończyły się dwie godziny przed północą. Były do kupienia plastyczne prace, stała skarbona, można było nabywać miłe drobiazgi.
– Ludzie jeszcze nie są przyzwyczajeni, że na wernisaż przynosi się portfel, ale wielu chce wspomagać Fundację, podoba się im połączenie sztuki z dobroczynnością – mówi prezesująca Fundacji Jolanta Worwa-Łapsa. Pieniądze zebrane przy pierwszym wernisażu pozwolą na zorganizowanie warsztatów psych-onkologicznych. Teraz sprzedaliśmy jeden obraz, zebraliśmy ok. 500 zł.