Świat hałd i świat gór – śląsko-podhalańskie spotkanie trzeciego stopnia

Od lewej: Brygida Simka, Regina Sobik, Urszula OślislokŚLĄSK – NOWY TARG. Coś takiego wydarza się raz na parę lat, ale zapada w pamięć. Bo ma swoje uzasadnienia i charakter. Jest dowodem na to, że odmienność gwary nie przeszkadza porozumieniu ani serdecznym więziom. Miejska Biblioteka Publiczna w Nowym Targu była organizatorem i gospodarzem III Śląsko-Podhalańskiego Spotkania Poetyckiego.

pospot2Pierwsze Wanda Szado-Kudasikowa i Roman Dziobońtakie Od lewej: Renata Lipkowska, Zofia Giełczyńskaspotkanie pospot5miało miejsce Krzysztof Kokotna Śląsku, pospot7w Rybniku. pospot8Następnym pospot9razem pospot10Ślązacy pospot11przyjechali pospot12do Nowego pospot13Targu. Stanisław ApostołBarwne pospot15posiady pospot16odbyły się pospot17w Izbie pospot18Regionalnej Uczestnicy III Spotkaniaim. ks. prof. Józefa Tischnera. Za trzecim razem miejsce było to samo, skład osobowy – nieco inny.

Zlot w Tischnerowskiej Izbie można nazwać spotkaniem trzeciego stopnia nie tylko ze względu na liczbę porządkową. Także dlatego, że odbywa się na wyżynach poezji. Język oczywiście różni uczestników tych spotkań, ale i tak mają bardzo wiele wspólnego: zakorzenienie w regionie, podejście do gwary, do rodziny, do tradycji, poczucie humoru i ukochanie swojej ziemi – bez względu na to, czy ma „luft zatruty”, czy na niej zawsze pod górę i „halny” daje się we znaki.

Główny sprawca tego poetyckiego zamieszania jest ustalony i do „winy” się przyznaje – to nowotarski farmaceuta i poeta – Krzysztof Kokot, rodem z przedmieścia Katowic. Problem z tożsamością pana Krzysztofa jest taki, że teraz nie do końca może być pewien, czy jeszcze jest Ślonzokiem, czy już Podhalaninem, czy może Samurajem (przez swoje mistrzostwo i światowej miary sukcesy w uprawianiu haiku).

Podhale wszakże reprezentowały na tym poetyckim szczycie osobowości, których przedstawiać nie trzeba: Wanda Szado-Kudasikowa, Roman Dzioboń, Stanisław Apostoł i jedna debiutująca poetka, więc przedstawić ją należy: Renata Lipkowska – nauczycielka Szkoły Podstaowej w Krauszowie.

Ze Śląska przyjechały trzy energiczne i kreatywne panie: Regina Sobik, Brygida Simka, Urszula Oślislok.

Zwornikiem był oczywiście Krzysztof Kokot.

Wiersze czytali poeci „rundami” – przeważnie jeden autor po dwa utwory. „Nasi” byli nastrojeni jesiennie, melancholijnie, czarowali obrazowaniem i melodią wierszy.

A poetki ze Śląska – opowiadały w swoich wierszach o „życiu miedzy hałdami”, o ziemi, ludziach i robocie, o swoich świętych i tym, co serce cieszy.

Regina Sobik szefuje gazecie internetowej „Ślonsko Ziemia”, razem z 23 autorami współtworzy czasem aż przeciążoną od ilości czytających stronę „Ślonkso Godka”; pisze wiersze, opowiadania i utwory dla najbardziej wymagających czytelników – bajki.

– Jak pochodza ze Ślonska, to gańba byłoby nie śkryblać – mówi.

„Naszych” mogły zadziwić ilość gwarowych konkursów poetyckich na Śląsku, ilość stron internetowych, które propagują gwarę i na których spotykają się w swoim języku Ślązacy z całego świata; popularność piosenek, które wychodzą spod pióra poetek. Dla tych ludzi bowiem śląska mowa to coś znacznie więcej niż dialekt – to ostoja śląskości-polskości, tożsamość i chluba.

Urszula Oślislok zaczęła od rymowanek, teraz tworzy piosenki, które robią furorę wśród Ślązaków, pisze krótsze i dłuższe „szpaski”, czyli fraszki.

Brygida Simka para się nie tylko poezją i prozą, bo także maluje i haftuje. Jej obraz właśnie stał się prezentem dla gospodarzy potkania, czyli pań bibliotekarek.

A poetki i artystki ze Śląska dostały od Romana Dziobonia urokliwy górski pejzaż złowiony obiektywem podczas jednej z wędrówek.

Staszek Apostoł – też tworzący – przybył na śląsko-podhalańskie spotkanie w roli recytatora i barda. Zebrał oklaski za pełną emocji interpretację wiersza „Chochołowianie” Stanisława Nędzy-Kubińca, a jeszcze bardziej ucieszył słuchaczy ekspresyjnym „Kazaniem księdza Stolarczyka” pióra Macieja Pinkwarta. Z własnym gitarowym akompaniamentem wykonał natomiast „Hymn MMKS Podhale” swojego autorstwa. Następnym razem wszakże pokusi się zapewne o wykonanie jakiegoś słowno-muzycznego utworu gości…

Choć poeci z różnych stron Polski mówili różnymi językami, to w tym samym duchu.

– Mowa ta zanika – z troską wyznała Brygida Simka. – Dzieci w szkole nakłaniano, żeby mówiły poprawną polszczyzną.

– Gwara umiero – z kozdom babkom, z kozdym dziadkiem, kie wnuki ni majom casu, coby do nik zaźryć, posłuchać – wtórowała jej z podhalańskiej dziedziny Renata Lipkowska.

Ale były i bardziej optymistyczne akcenty.

– Japończycy stwierdzili, że w tym miejscu, gdzie my się urodziliśmy – życia już nie powinno być – relacjonowała Brygida Simka, wskazując na swojego krajanina, Krzysztofa Kokota. – A tymczasem tam jest dużo dziewięćdziesięciolatków, mój ojciec zmarł, jak miał dziewięćdziesiąt sześć lat i „na chodzie”…

Drugą część spotkania – już kameralną – przeniesiono w najlepsze ku temu miejsce, czyli do „bramy Gorców”, niedawno pięknie odrestaurowanej przez Gorczański Park narodowy Gajówki Mikołaja w Łopusznej. Pytanie, czy będą następne takie spotkania, wydaje się retorycznym.

Fot. Anna Szopińska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *