POLSKA-SŁOWACJA. To jest książka, do której posiadacz będzie stale wracał – tak ze względu na jej wartość poznawczą i naukową, jak też ilustracyjną urodę; na spojrzenie sięgające daleko za Podtatrze, na obszar słowackiego Spisza.
„Z Nowego Targu do Kieżmarku. Stroje ludowe pogranicza polsko-słowackiego” – taki tytuł ma albumu wydany przez burmistrza Nowego Targu, dzięki unijnym środkom przeznaczonym na współpracę transgraniczną. Autor pierwszej części to dr Jan Olejnik – słowacki etnograf, doświadczony i wnikliwy badacz kulturowych przemian po południowej stronie Tatr. Drugą część stworzyła dr Stanisława Trebunia-Staszel, bogato ilustrując ją ciekawym i urokliwym materiałem zdjęciowym. Fotografie były wykonywane w Nowym Targu i okolicach; w Kieżmarku, także w prywatnym muzeum etnograficznym w Lendaku. Modelkami i modelami stawali się za każdym razem członkowie zespołów „Młode Podhale” i „Kicora” (z Lendaku właśnie). Zdjęcia archiwalne pochodzą z muzealnych zbiorów lub zostały użyczone z prywatnych archiwów.
„Powiedz mi, jak się ubierasz, a powiem ci, kim jesteś, czy nawet kim chciałbyś być” – napisał w swej pracy poświęconej strojom ludowym (1982 r.) Ryszard Kantor, podkreślając tym samym bogatą sferę znaczeń kryjącą się w ubiorze. Ubiór bowiem, jako element silnie spleciony z egzystencją człowieka, stanowił swego rodzaju wierzchnią warstwę osoby – jej kulturowy płaszcz. Chroniąc organizm człowieka, strój pełnił jednocześnie szereg pozaużytkowych funkcji społecznych. Swą formą, krojem, rodzajem materiału, barwą, zapachem przekazywał otoczeniu określone sygnały. Wyróżniał i zarazem identyfikował jednostkę. Miał przy tym zdolność przemieniania wyglądu – upiększał, ale mógł też zeszpecić, przyciągał i odpychał.
To tylko jeden z fragmentów tekstu naszej etnografki.
Warto zwrócić uwagę zwłaszcza na refleksje końcowe, poświęcone obserwowanym współcześnie funkcjom ludowego stroju, przemianom, jakie on przechodzi i inspiracjom, jakich dostarcza kreatorom podhalańskiej mody.
Posłużmy się znowu fragmentem tekstu Stanisławy Trebuni- Staszel:
Od młodopolskich fascynacji góralszczyzną upłynęło ponad sto lat, a zjawisko sięgania do motywów podhalańskich w polskiej kulturze nie straciło na sile. Strój podhalański, jako jeden z nielicznych polskich strojów ludowych, zakorzenił się silnie w świadomości Polaków. Dziś, jako nośny i stosunkowo łatwo rozpoznawalny znak, pojawia się w najprzeróżniejszych sytuacjach i zestawieniach. Dzięki swej pojemności znaczeniowej, która uruchamia określony ciąg skojarzeń (Podhale, Tatry, górale, autentyczna kultura ludowa, tradycja), chętnie wykorzystywany jest w kulturze popularnej; w mediach, show–biznesie, reklamie, pełniąc rolę egzotycznej okrasy dla przekazywanych komunikatów. Stosowany w celu wywołania określonych skojarzeń i reakcji, sprawdza się dobrze jako narzędzie służące do uatrakcyjnienia przekazu, a nierzadko też ośmieszenia czy sparodiowania wybranych osób, idei i sytuacji. Ale sięganie do stroju niesie również w sobie bardziej subtelne pokłady znaczeń, związane ze sferą osobistych upodobań i zainteresowań. Chodzi tu o sytuacje, gdy nie–góralski użytkownik stara się poprzez strój wyrazić swoją sympatię dla górali i ich kulturowego dziedzictwa. (…) Strój podhalański, kojarzony powszechnie z autentyczną kulturą ludową i postrzegany jako emblemat tego, co tradycyjne i oryginalne, z powodzeniem wykorzystywany jest także w rozwijającym się prężnie na Podhalu przemyśle turystycznym. Noszą go w formie roboczych uniformów kelnerzy w regionalnych restauracjach, dorożkarze – czyli fijokrzy – czy też zarobkujący w karczmach muzykanci. Zakładany przez członków zespołów góralskich w czasie folklorystycznych przeglądów, festiwali i regionalnych wydarzeń kulturalnych, stanowi także ważny element w kreowaniu atrakcyjnego wizerunku grupy. Ale najistotniejsze jest to, że ubranie góralskie nadal silnie wpisuje się w życie Podhalan, zarówno tych mieszkających pod Giewontem, jak i za Wielką Wodą. Wielu górali, wyjeżdżając za granicę, zabiera ze sobą ubranie góralskie, które towarzyszy im w ważnych chwilach i jednocześnie przywołuje pamięć o ojczyźnie przodków.
Wiele jest też w polsko-słowackim albumie wątków analizujących kulturowe współzależności i przenikania w obszarze pogranicza, wskazujących na wspólnotową więź mieszkańców tego obszaru, mimo różnych dziejowych wypadków i granicznych szlabanów. Być może to właśnie największy walor transgranicznej publikacji.
Powstawała ona w ramach szerszego projektu, który pozwolił zgromadzić ponad 6 tysięcy zdjęć. Miejmy nadzieję, że ten ogromny i cenny materiał też zostanie w przyszłości wykorzystany z równym pożytkiem.