NOWY TARG. Przedświąteczny jarmarkowy ruch widoczny jest już dzisiaj. Tymczasem 1. marca weszła w życie uchwała Rady Miasta z 28. grudnia, znosząca preferencyjne stawki opłat na Nowej Targowicy. Część handlujących absolutnie nie akceptuje kwoty w wysokości złotówki za metr kwadratowy powierzchni stoiska i nadal uiszcza starą stawkę. Zawiązane w styczniu Stowarzyszenie Kupieckie Nowa Targowica zakłada przejście wkrótce do ostrzejszych form oporu.
Stowarzyszenie –
powołane do rozmów z miastem, ze spółką i do obrony interesów handlujących – o spotkanie z burmistrzem dwa miesiące zabiegało. Ale odbyło się ono w znacznie szerszym i dobrze znającym problem gronie.
– Tam usłyszeliśmy, że jesteśmy szarą strefą, że podatki musimy płacić, a tutaj ich nie płacimy, nie mając kas fiskalnych i nie dajemy paragonów – mówi Roman Kurańda, wiceprezes Stowarzyszenia Kupieckiego Nowa Targowica. – Po prostu jesteśmy jak zło konieczne… I z tym się nie możemy pogodzić. Próbowaliśmy pana burmistrza zmotywować, żeby wrócił do starych opłat, ale on chce dążyć do tego, żeby było jak na starej targowicy, gdzie miasto zbierało 2 miliony rocznie.
Większość – płaci po złotówce
Z ramienia miasta w spotkaniu z Zarządem Stowarzyszenia uczestniczył burmistrz Grzegorz Watycha z zastępcami, skarbnikiem Łukaszem Dłubaczem oraz osobami, które znają jarmark, kontrolując go od jakiegoś czasu pod kątem pobierania opłaty targowej, a więc wiedzą, jak wygląda inkaso, także jak wygląda rzetelność w realizacji uchwały.
– Od 1. marca jest podniesiona opata z 50 gr do złotówki za metr kwadratowy i na Nowej Targowicy zdecydowana większość handlujących płaci po złotówce – zaznacza burmistrz. – Pewne problemy czynią handlowcy, którzy pewnie nie bez przyczyny zrzeszyli się.
Ofiary „złej” umowy?
Dla prowadzących handel porównanie jest proste: gdy jarmark był na Berekach, stali na terenie miejskim, więc miasto miało prawo pobierać opłaty. Teraz stoją na prywatnym placu, więc opłaty należą się jego właścicielom czy administratorom.
– My podobno mamy płacić za to, że spółka z miastem podpisała jakieś złe umowy i teraz my koszty tego musimy ponieść – mówią kupcy z Nowej Targowicy. – A my tych kosztów całych ponosić nie chcemy, tylko dorzucić się do tego – tak jak Color Park czy jakiś market. Chcemy płacić tyle, co oni, a nie 10 razy więcej.
– Podczas spotkania często padały zarzuty, że miasto chce na opłacie targowej zarobić, bo nie zarabia na umowie dzierżawy – przyznaje burmistrz. – Stawka opłaty dzierżawnej jest preferencyjna, bardzo niska, z tego względu, że miasto miało czerpać dochód z opłaty targowej. Stawka tak była skonstruowana, by dochody przyszły dopiero w momencie sukcesu. Gdyby operacja przeniesienia jarmarku skończyła się niepowodzeniem, to i miasto z tego nie miałoby profitów.
Umowa miała więc przede wszystkim umożliwić pobieranie opłat.
Koniec preferencji
Kupcy dokonują tymczasem swoich przeliczeń, dochodząc do wniosku, że między 50 groszami a złotówką za metr kwadratowy różnicy wielkiej nie ma, ale tylko dopóki nie przemnoży się tego przez powierzchnię stoiska. Przy stu metrach kwadratowych jest to bowiem różnica między 50 a 100 złotymi dziennie. W skali roku robi to różnicę jak między 15 a 30 tysiącami rocznie.
Kto bywa na jarmarku widzi jednak, że średnia powierzchnia stoiska to absolutnie nie 100 metrów kwadratowych, ale o wiele mniej. Sporo osób sprzedaje własne produkty spożywcze – serki, miody, soki – nawet na 2 metrach.
– Na spotkaniu podnoszone były argumenty powszechnie znane i używane już w trakcie debaty, na sesjach Rady Miasta i komisjach, natomiast strona samorządowa postanowiła, że jest to stawka przyzwoita, nie wygórowana, ale okres preferencyjnej opłaty trzeba uznać za zakończony – przypomina burmistrz.
Zrzeszeni kupcy uważają jednak, że to jeszcze nie pora, aby „strzyc” handlujących. Że przyjdzie na to pora za dw – trzy lata, gdy jarmark okrzepnie.
Czemu nas nie promujecie?
Oczekiwania kupców ze Stowarzyszenia wobec miasta dotyczą skuteczniejszej i widocznej promocji Nowej Targowicy oraz ściągania na nią turystów, bo pamiętają jeszcze zmagania z konkurencją na placu w drugim końcu miasta i to, że sami przekonywali kolegów do przeniesienia się tutaj. A teraz widzą, że podczas ferii jarmark pustoszeje.
Miasto natomiast uważa, że wiele zrobiło dla handlujących, dzierżawiąc spółce teren i budując drogę, oraz szczycąc się Nową Targowicą przy różnych okazjach i w wielu materiałach promocyjnych.
Opłata godziwa i „haracz”
Kupcy ponoszone przez siebie opłaty dzielą na razie na godziwe, które uiszczają spółce Nowa Targowica i na tzw. haracz, który pobiera miasto. Od ponoszenia opłat jako takich się nie uchylają, ale o ich wysokość zamierzają walczyć. Nie ukrywają też, że włączają się do ogólnopolskiej batalii o całkowite zniesienie opat targowych, tak, jak stało się to już w wielu miastach.
– Inne miasta w Polsce poznosiły te opłaty, wcale na tym nie straciły, ale zyskały – argumentuje Roman Kurańda. – Bo my promujemy region i Nowy Targ – jarmark to nie są budy, wiaty, ale my, handlujący. Nie jesteśmy złodziejami, chcemy uczciwie handlować i płacić podatki. A ktoś, kto nie ma kasy fiskalnej, widocznie jej nie musi mieć. A Urząd Skarbowy jest tutaj codziennie…
Obawy i zagrożenia
Obawy kupców dotyczą tego, że we wrześniu otworzy się potężna konkurencja w postaci galerii Color Parku i że wolne od handlu niedziele załamią kruchą jarmarkową koniunkturę. Boją się też, że jeśli zaakceptują podwyżkę z 50 gr na złotówkę, to np. pod koniec roku czekać ich będą kolejne podwyżki, bo dziura budżetowa jest duża.
– Mam nadzieję, że spotkanie i uzasadnienia, skąd taka stawka, ale przede wszystkim zapewnienie, że nie jest to jakiś wstęp do kolejnych podwyżek, ale stawka, która pozwoli uzyskać taki dochód, jaki miasto miało z targowicy na osiedlu Bereki – uspokoją nastroje – mówi burmistrz. – Bo za 2017 rok, przy stawce 50 gr, uzyskaliśmy z Nowej Targowicy ponad 770 tys. zł.
Miasto – nieelastyczne, ale czynsz dzierżawny – najdroższy
– Jak przyjdzie więcej zapłacić z urzędu, to nie przyjadą ci mniejsi, a ci więksi tego jarmarku nie uciągną – prognozuje wiceprezes Stowarzyszenia. – Tak to wygląda z naszej strony i z naszej perspektywy.
Ale w każdej sytuacji deklarują otwartość na rozmowy z magistratem. Zwracają uwagę, że obroty na jarmarku w różnych porach roku są różne i spółka wzięła to pod uwagę, natomiast miasto – nie.
W przypadku niedzielnej giełdy złotówkowa opłata zrównuje się z tym, co uiszczają spółce.
– Na spotkaniu każda przedstawiał swoje argumenty, co znaczy, że przebiegało ono w merytorycznej atmosferze – ocenia burmistrz. – Ale Trudno nie odnieść wrażenia, że rzeczywisty powód niezadowolenia to umowy, które ci państwo maja zawarte ze spółką bądź też innymi właścicielami gruntów zajętych pod handel. Przyznali, że gros kosztów przez nich ponoszonych to koszty związane z opłatami dzierżawnymi, z rezerwacją stoisk, a nie z opłatą targową.
Postaramy się utrudnić pobór…
Skargę na niekonstytucyjną ich zdaniem opłatę kupcy ze Stowarzyszenia skierowali do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, do Trybunału Konstytucyjnego i gdzie jeszcze mogli. Rozmawiali w tej sprawie z posłanką Anną Paluch. Liczą, że jeśli nie da się sprawy po ich myśli załatwić lokalnie, może zostać załatwiona odgórnie, ustawowo. Lobbuje za tym np. Ogólnopolskie Stowarzyszenie Kupców, jednak pani prezes, podczas wizyty w Nowym Targu i rozmowy z burmistrzem, przyznała, że miasta, które zniosły opłatę, już bardzo komercyjnie kształtują umowy dzierżawy terenów.
– My chcemy płacić dotychczasowe stawki, ale jeśli Burmistrz nie przyjmie tego do wiadomości, to postaramy się utrudnić pobór jakichkolwiek opłat – jasno stawia sprawę Zarząd Stowarzyszenia. – Nie jest tajemnicą, że chcemy tutaj ściągnąć Telewizję TRWAM z Warszawy, paru jeszcze ważnych gości przyjedzie, bo – jakby nie patrzeć – jest to problem całego południa.
Burmistrz natomiast uważa, że w zaognionej sytuacji najbardziej potrzebne są spokój i rozsądek:
– Chcielibyśmy, aby nastąpił już etap spokojnego rozwoju tego targowiska, tym bardziej, że efekt świeżości, nowości już minął. Trzeba się zająć spokojnym promowaniem, a nie robieniem fermentu, ponieważ nie służy to ani handlującym, ani promowaniu miejsca. Wręcz może przynieść szkodliwe skutki dla samego jarmarku albo efekt wyprowadzenia się niektórych handlujących w inne części miasta, czego chcielibyśmy uniknąć. Przypomnę, że na Nowej Targowicy nadal jest to stawka o wiele niższa niż w pozostałych częściach miasta, gdzie od 1. obowiązuje 4 zł za metr kwadratowy.
Uchwała w mocy. Protest i restrykcje
Czas przejścia bojkotu uchwały w ostrzejsze formy został już jednak wyznaczony.
– Dopóki jeszcze chodzą starzy inkasenci, którzy nas znają, to będziemy płacić stawkę dotychczasową, a jeśli przyjdą inkasenci z Urzędu Miasta, to wtedy będziemy formę protestu nasilać – zapowiada wiceprezes.
– W tych sytuacjach będą, niestety, przez naszych kontrolerów, wszczynane postępowania podatkowe – odpowiada na tę groźbę burmistrz. – Niezależnie od tego, kto pobiera opłatę targową – dotychczasowi inkasenci czy nowi, zatrudnieni przez Zakład Zieleni od 22. marca – wymagamy opłaty w wysokości 1 zł, ponieważ uchwała jest ważna, z mocą wejścia w życie od 1. marca.
Wykonania uchwały nie wstrzymuje fakt zaskarżenia jej przez Zarząd Stowarzyszenia i kilku kupców indywidualnie do Sądu Administracyjnego. Sprawa zapewne trafi na wokandę wraz ze stanowiskiem miasta i tam będzie rozpatrywana.
W tej sytuacji trudno liczyć, że przedświąteczne ożywienie na Targowicy przytłumi konflikt.
Fot. Anna Szopińska