NOWY TARG. Do frontalnego starcia poglądów na miejskie ciepłownictwo i jego przyszłość doszło podczas poniedziałkowej sesji Rady Miasta. Ten spór prawdopodobnie na dniach będzie skutkował powołaniem nowego prezesa Miejskiego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej. Przesłuchania kandydatów już się odbyły.
MPEC na nowych zasadach
Konkurs na nowego szefa miejskiego ciepłownictwa ogłosiła Rada Nadzorcza miejskiej spółki, na prośbę burmistrza. Ale nim do tego doszło, sytuacja MPEC-u zaczęła się zmieniać. W czerwcu ubiegłego roku, na Walnym Zgromadzeniu podsumowującym działalność spółki za rok 2014, organ założycielski postanowił zmienić skład Rady Nadzorczej. Jeśli w poprzedniej przewodniczył jej b. wiceburmistrz Eugeniusz Zajączkowski, a stanowili ją także Marian Wapiennik i Maria Maron, tak teraz przewodniczącym jest Edmund Ciesielka, wiceprzewodniczącym – Adam Szkaradziński, a przedstawicielem załogi – poprzedni przewodniczący, Eugeniusz Zajączkowski.
Końcem ubiegłego roku, 23. grudnia, z inicjatywy miasta, został notarialnie zmieniony akt założycielski spółki – od poprzedniego różni go teraz szeroki zakres działalności Przedsiębiorstwa (włącznie ze sprzedaż detaliczną, budownictwem, dzierżawą, wynajmem itd.). Kolejne zmiany dotyczą składu Zarządu – z 1-osobowego wcześniej może on być teraz powiększony do 3 osób. Wprowadzona też została jego kadencyjność.
18. stycznia Rada Nadzorcza, na pisemną prośbę burmistrza, ogłosiła konkurs na nowego prezesa Zarządu. Zgłosiło się trzech kandydatów, ale jeden z nich nie spełniał wymogów formalnych. Dwóch zostało przesłuchanych, lecz posiedzenie Rady Nadzorczej, zwołane akurat w dniu sesji Rady Miasta, nie zakończyło się odwołaniem prezesa Andrzeja Temeckiego i powołaniem jego następcy, choć w programie miało taki punkt.
Niepokoje radnych
Przez salę obrad przetoczyła się natomiast prawdziwa batalia, rozpoczęta pełnym niepokoju o los miejskiego ciepłownictwa wystąpieniem radnego Lesława Mikołajskiego. A zatrwożyły go nagły zwrot w koncepcji uciepłownienia miasta i ruchy wokół MPEC-u.
– W sprawie MPEC-u niepokoi mnie nagły zwrot. Bo na przełomie października i listopada przyjmowaliśmy strategię uciepłownienia, poprzedzoną dość długimi debatami. Na tych komisjach rzeczowo i merytorycznie dyskutowaliśmy o kondycji MPEC-u, poznaliśmy całą masę wskaźników, liczb i wiceburmistrz Waldemar Wojtaszek nawet był zdziwiony, że aż tak dobre wyniki, zwłaszcza ekologiczne, MPEC osiąga. Skutkiem tego, co usłyszeliśmy, była konkluzja, że przez najbliższe lata nie ma sensu pakować się w coś, co jest wielką niewiadomą, gdy tu mamy pewną informację, przedsiębiorstwo, które zapewni ciepło w odpowiedniej cenie. A zwłaszcza ten efekt ekologiczny był imponujący. A za 2 – 3 miesiące słyszymy, że jednak geotermia. A prezes Temecki, który nas tak merytorycznie informował; który – jak jestem radnym 14 lat – nigdy nie występował o żadne środki do miasta jako do organu założycielskiego; który zawsze radził sobie świetnie, zostaje po prostu zwolniony. Słyszałem zarzuty, że mało inwestował. Ale jeżeli przy sprzedaży ciepła na poziomie 7 milionów 1,5 miliona rocznie średnio przeznacza on na inwestycje, to dla mnie jest to imponujący wskaźnik.
Dwie prezesowskie gaże
Z formalnego punktu widzenia sytuacja prezesa Andrzeja Temeckiego jest taka, że – powołany na stanowisko prezesa miejskiej spółki, od 1997 r. – posiada on umowę, która zawiera zapis mówiący, iż „odwołanie z funkcji prezesa pozostaje bez wpływu na trwanie umowy o pracę”. Oznacza to, że – nawet przestając być prezesem – pozostanie pracownikiem MPEC-u z nie zmienionym uposażeniem. Zwolnić go nie można, gdyż PESEL gwarantuje mu prawnie ochronę przedemerytalną.
Jeśli więc zostanie powołany nowy prezes, to te najwyższe w Przedsiębiorstwie gaże będą podwójne.
No cóż – nie ja ustalałem wynagrodzenie prezesa MPEC-u – tłumaczył podczas poniedziałkowej sesji Rady Miasta burmistrz Grzegorz Watycha. – Jest ono bardzo wysokie, dużo wyższe niż ma burmistrz, a jednostka jest na pewno mniejsza niż budżet miasta. Ale nie o to chodzi, żebym się użalał nad sobą… Nowy prezes będzie miał na pewno uposażenie mniejsze o przynajmniej 25 procent.
Obawy „blokowców”
Na niepokoje wśród mieszkańców osiedli blokowych, powodowane zmianą wizji ciepłownictwa i zmianami w MPEC-u, powoływali się także inni zabierający głos radni. Andrzej Swałtek dobitnie przypominał, że ze strony „blokowców” nie ma zgody na ponoszenie kosztów gwałtownych i nie wiadomo, czy zasadnych ruchów w ciepłownictwie. Paweł Liszka – również w ich imieniu – poprosił o analizę ekonomiczną, z której będzie wynikało, ile skutkiem tych zmian i ewentualnej zmiany nośnika energii miałby płacić zwykły odbiorca miejskiego ciepła. W związku z równie nagłym powrotem tematu geotermii, zwracał uwagę, że – przy konieczności dogrzewania geotermalnej wody z pomocą innego medium – przedsięwzięcie nie będzie już takie ekologiczne.
Argumentów wysuwanych przez część Rady sceptycznie nastawioną do rewolucji w ciepłownictwie, oprócz wątpliwej ekonomiki, jest więcej. To przede wszystkim koszty ponownego przekopywania ulic, duże starty energii na długim przesyle, duże koszty samego przesyłu i wysokie ceny gigadżula ciepła z wnętrza ziemi.
Na to jednak burmistrz miał odpowiedź:
– Dzisiaj trzeba głośno powiedzieć, ze cena gigadżula w MPEC-u wcale nie jest dużo niższa od ceny gigadżula w Geotermii Podhalańskiej. Rok temu, w styczniu, podczas konferencji „Zielone Podhale”, mogliśmy zobaczyć tendencję, a była ona taka, że ceny w Geotermii Podhalańskiej ustabilizowały się, natomiast cena ciepła produkowanego w naszym miejskim przedsiębiorstwie rosła. I są to ceny porównywalne. Z tych względów między innymi zdecydowałem, by Rada Nadzorcza przeprowadziła postępowanie konkursowe wyłaniające nowego prezesa Zarządu, który podejmie wyzwanie prowadzenia rozmów z Geotermią Podhalańską, wprowadzenia również możliwości sprzedaży sprawdzonego, kwalifikowanego opału dla mieszkańców.
Przewodniczący Rady: MPEC nie zdziałał wiele…
Pogląd, że sceptyczne wypowiedzi kolegów radnych są niepotrzebnym demonizowaniem geotermii, wyraził przewodniczący Rady, Janusz Tarnowski. Stwierdzając, iż źle się dzieje, kiedy nie ma współdziałania między szefostwem MPEC-u a władzami miasta, podkreślał, że bardzo ważna rola przypada Przedsiębiorstwu w tworzeniu długofalowej polityki zaopatrzenia w ciepło, strategii rozwoju i systemów ciepłowniczych dla miasta. Jego zdaniem kwota 13 milionów, wydatkowana przez MPEC na inwestycje w minionej dekadzie, jest naprawdę niewielka w stosunku do oczekiwań wobec spółki, która powinna się starać o pozyskiwanie środków zewnętrznych. Zaznaczał przewodniczący, że usprawniając proces oczyszczania wyziewów do atmosfery dzięki instalacji odpylania za prawie 3 miliony zł, Przedsiębiorstwo nie zdziałało za wiele i nie było to efektywne zarządzanie kapitałem.
Prezes się broni
Sam prezes Andrzej Temecki twierdzi, że – niezależnie od posiedzeń komisji – kilkakrotnie wyrażał gotowość spotkania się z władzami miasta w sprawie polityki ciepłowniczej.
Na sprawę ciepłownictwa stara się patrzeć z punktu widzenia ekonomicznej racjonalności i podkreśla, że efektywność instalacji odpylania, 15-krotnie zmniejszająca emisję produktów spalania, zapewniła miejskiej kotłowni zgodność z unijną dyrektywą na najbliższych 10 lat. Wiele zarzutów, które padły pod jego adresem, uważa za nieuzasadnione.
– Pierwszy mit jest taki, że MPEC to firma, która przyczynia się do zanieczyszczenia Nowego Targu, bo pracuje na węglu – mówi prezes MPEC. – Może w 1 czy w 1,5 procenta tak. Tymczasem firma wykonała w ubiegłym roku pełny zakres inwestycyjny za 2,5 miliona zł, radykalnie ograniczając emisję. Spełnia wymogi dyrektywy i posiada stosowne zezwolenie na najbliższych 10 lat – na eksploatację i emisję do atmosfery. Źródła niskiej emisji znajdują się w centrum, a nie w południowej części miasta.
Temat negocjacji z Geotermią Podhalańską S.A. i jej poprzednikami prawnymi, w sprawie zaopatrzenia miasta w ciepło, szef MPEC-u zna od wielu lat. Do entuzjazmu dla energii z wnętrza ziemi przykłada jednak kryterium głównie ekonomiczne, czyli akceptowalności ceny. Zwraca uwagę, że w Nowym Targu jest 550 nie wykorzystywanych przyłączy gazowych – nie dlatego, że ludzie nie są świadomi dobrodziejstw gazu, tylko dlatego, że jego cena jest zbyt wysoka.
Odbiorcę interesuje tylko cena
– Nie jestem sceptycznie nastawiony do geotermii, bo dla odbiorcy nie ma znaczenia, czy jest to geotermia, czy gazotermia czy węglotwermia – zaznacza szef MPEC-u. – Odbiorcę interesuje cena, jaką płaci za dostawę ciepła. Przez tych dwadzieścia parę lat spotykam się z Geotermią i nie uzyskałem ceny, jaką będzie płacił mieszkaniec. Dlatego nie kupuję kota w worku; dlatego na dziś nie mogę się do tego odnieść. W okresie przedwyborczym dużo mówiono o rozbudowie sieci. Dopiero, kiedy sięgnięto głębiej po informacje, okazało się, że to ciepło z sieci miejskiej byłoby znacznie droższe niż z gazu.
Inaczej patrzy też na sprawę środków pomocowych i konsekwencji ich pozyskiwania, a już zdecydowanie nie zgadza się z zarzutem nierozszerzania sieci, czyli braku nowych podłączeń do miejskiego systemu:
– Proszę pamiętać, że nawet, jak się uzyskuje wsparcie pomocowe, to majątek potem wchodzi do przedsiębiorstwa i jest potem częścią kosztów, ponieważ jest amortyzacją. Jeżeli firma jest tak zarządzana, że jest w stanie w sposób zrównoważony realizować inwestycje, a ma swoje środki, to jest to lepszym rozwiązaniem i – w moim przekonaniu – skuteczniejszym, tańszym. W konsekwencji przenosi się to na ceny i odbiorca ma ciut taniej.
Zarzut braku aktywności w przyłączaniu nowych obiektów prezes uznaje za chybiony, tłumacząc:
– Co roku przyłączmy nowe obiekty, każdy z nich jest weryfikowany pod kątem wskaźnika ekonomicznego. Jeżeli jest uzasadnienie – podłączamy. – Na ten rok mamy przewidziane kolejne podłączenie – duży blok, czyli 700 kilowatów. Dotychczas podłączyliśmy ośrodek szkoleniowy, „Stokrotkę, będziemy podłączać salę gimnastyczną w Zespole Szkół Technicznych.
Władza ma inne oczekiwania
– Dla pana przyłączenie kilku budynków może oznaczać dynamiczny rozwój, a dla mnie dynamiczny rozwój to jest aktywność na polu pozyskiwania i przyłączania nowych odbiorców, także pozyskiwania dotacji na rozwój. A, niestety, MPEC realizuje inwestycje z własnych środków, wypracowanych nie tylko ze sprzedaży usług, ale także z dywidend, które przedsiębiorstwo otrzymywało z racji posiadania akcji w Gaspolu. I nie jest to dla mnie tożsame z rozwojem. Moje oczekiwania są zupełnie inne. MPEC, którego plan rozwoju zakończył się na 2014 r. – mimo, że to spółka prawa handlowego – jest miejską jednostką organizacyjną. Oczekuję, że – posiadając fachowców i specjalistyczną wiedzę – będzie się aktywnie włączać w proces walki z niską emisją w mieście.
Burmistrz, który również za priorytet w gospodarce ciepłowniczej uznaje akceptowalność ceny przez odbiorców, wskazuje, że sieci ciepłownicze biegną także wzdłuż ulic, przy których stoją obiekty usługowe i jednorodzinne. A pozyskiwanie dotacji umożliwiłoby ich podłączanie, tak, jak to czynią przedsiębiorstwa ciepłownicze w innych miejscowościach, korzystające z programów i środków wojewódzkich funduszy ochrony środowiska.
Miejskich władz nie ucieszyła ponadto reakcja prezesa Temeckiego na sugestię pośredniczenia MPEC-u przy zakupie węgla dobrej jakości w celu odsprzedania go mieszkańcom. Szef spółki uważa bowiem, że patent należałby się włodarzom Nowego Targu, gdyby zdołali kupić w przetargu tani węgiel dobrej jakości i – wliczając w to koszty zakładu – byli jeszcze w stanie tanio sprzedawać go mieszkańcom. Czyli – jego zdaniem – pomysł z gatunku nierealnych.
Lista rozbieżności jest długa, ale ostatnie słowo należy do burmistrza, jako organu założycielskiego spółki.
– Jestem zdeterminowany do przeprowadzania takich zmian w miejskich spółkach, które będą służyły rozwojowi – zapowiada wprost gospodarz miasta. – Mam do tego mandat społeczny, otrzymany w wyborach samorządowych. Natomiast nie podejmowałem żadnych strategicznych decyzji za plecami Rady ani kogokolwiek. Jestem zobowiązany do szukania możliwości rozwoju i sporządzania projektów, stąd rozmowy także z Geotermią, ale w każdym przypadku decydująca będzie cena, jaką miałby zapłaci odbiorca. Jest to pora, kiedy trzeba myśleć o wykorzystaniu zasobów, które dał nam Stwórca, tym bardziej, że ze strony nowego ministra środowiska pojawił się sygnał o priorytetowym traktowaniu lokalnych zasobów energetycznych.
Fot. Anna Szopińska