Redyk Karpacki – pod patronatem naszej gazety internetowej PODHALE REGION
LUDŹMIERZ. Co roku w Święto Bacowskie przybywa do Ludźmierza reprezentacja ok. 100 podhalańskich baców, by przed wyruszeniem na hale modlić się o błogosławieństwo na cały wypasowy sezon. Tym razem doroczna uroczystość miała charakter międzynarodowy. I oficjalnie rozpoczęła Redyk Karpacki, wskrzeszający tradycję pasterstwa transhumancyjnego.
Na dziedzińcu
i w
otoczeniu
Sanktuarium,
o
prócz
podhalańskiej
gwary, rozbrzmiewały
inne
języki:
rumuński,
czeski,
słowacki,
ukraiński.
Niezwyczajne poruszenie
udzieliło
się i
maruszyniańskiemu
stadku
owiec,
które, redykując
od Domu
Podhalańskiego
na przykościelny
teren
przed
rozpoczęciem
mszy,
przedarło
się galopem
przez linię
kamer… Podziwu
godny
spokój zachował
tylko towarzyszący
owcom
byczek
(też z Maruszyny).
Do bazyliki
szła
pasterska
brać z
owcami
paradnie,
całą
szerokością
drogi,
poprzedzana
góralską
muzyką.
Zaczęło się wszystko od nabrania i poświęcenia wody ze studni przy bazylice. Tego roku znalazła się ona nie tylko w stągwi, ale i w plastikowych butelkach, które trafiły do folii razem z wizerunkiem Ludźmierskiej Gaździny i tekstem modlitwy. Takie usprawnienie zafundowała bacom Beskidzka Spółdzielnia Producentów „Gazdowie”, współorganizator Święta Baców Karpackich. Święconą wodą będą bacowie kropić stada ruszające na wypas. Z Ludźmierza zabrali też oni kalendarze pomocne w odliczaniu dni na halach i szczapy z wielkosobotniego ognia, którymi rozpalą pierwszy ogień w szałasie.
Nieobecnego z powodu choroby ks. kustosza Tadeusza Juchasa zastąpił ks. Mieczysław Łukaszczyk z całą plejadą kapelanów Związku Podhalan i księży – hodowców owiec. Jemu też przypadło w udziale głoszenie homilii dla gości z całych Karpat. Pozdrowienia i życzenia napłynęły od wojewodów: małopolskiego, podkarpackiego, śląskiego. Do Ludźmierza przybyli starostowie tatrzańscy, starosta suski, burmistrz Nowego Targu. No i przede wszystkim szeroka reprezentacja baców z całego Podhala, Tatr, Gorców, Beskidów, także z Rumunii, Słowacji, Czech, Ukrainy. Goście nieśli w procesji do ołtarza swoje dary, z różnymi rodzajami owczych serów włącznie.
Muzyczną oprawę mszy współtworzyła słowacka kapela Radomira Teterki.
W pierwszych krzesłach siedział 79-letni baca Jęrzej Zięba z Chochołowskiej – ten sam, który w swoim szałasie gościł Jana Pawła II w czerwcu 1983 r.
Ks. Łukaszczyk w swoim kazaniu sięgnął biblijnych korzeni pasterskiego powołania, realiów pasterskiego życia, które zmusza do spędzania połowy roku poza domem, ale dał też wyraz zatroskaniu o rodzinę i niepokojącą sytuację demograficzną Polski.
Słowo do hodowców, baców, pasterzy i juhasów rzekł starosta Andrzej Gąsienica-Makowski, odczytując potem piękną modlitwę do Matki Boskiej ułożoną przez Andrzeja Skupnia-Florka:
…owcom na holi sprzyjaj, niek majom piyknom wełne i duzo mlyka, noj niek bedom zdrowe, trowy im nagódź, coby ni miały głodu na holi. Od wilków zachowoj. Strzec!
Błogosłow nom, w opiece miej. Daj krzepe ciału i siłe duchowi, coby nos złe nie nawodziło na pokusenie, a Tobie, matko, coby my byli wierni wse…
Gdy tylko bacowie zabrali od ołtarza szczapy i kalendarze, uroczystość przeniosła się do koszaru na dziedzińcu bazyliki. Tam maruszyniańskie stadko – w błyskach fleszy, na oczach kamer, przy muzyce kobziarzy – zostało poświęcone i okadzone. Razem z jagnięciem wykapanym, wyczesanym i obwiązanym czerwoną wstążką na Święto Bacowskie.
Gdy tylko puści się spóźniona wiosenna trawa – na wypas ruszy z Podhala ok. 50 tysięcy owiec. Część z nich będzie się jednak pasła w przydomowych zagrodach, na łąkach i na skraju lasów.
Polska część Redyku Karpackiego rozpocznie się 1 lipca.