NOWY TARG. Na majowym spotkaniu Barbara Słuszkiewicz przybliżyła wiele ciekawostek z życia toczącego się w samym centrum Stolicy Podhala. Wszystko to za sprawą cyklu wykładów „Mieszkańcy kamieniczek nowotarskiego Rynku na przełomie XIX/XX wieku.”
Choć na jedno spotkanie zaplanowano omówienie dwóch kamienic, to tym razem było inaczej. Każda z dwóch kamienic ma tak bogatą i ciekawą historię, że w ciągu majowej prezentacji tylko jedna była główną bohaterką: Kamienica nr 17. W tym miejscu obecnie panuje włoski klimat, dzięki Restauracji Villa Toscana z oryginalną włoską pizzą oraz dwóch sklepów z odzieżą włoską: Avanti i La Donna. Jak pokazuje historia z tym południowym krajem wcześniej kamienica nie miała nic wspólnego.


Barbara Słuszkiewicz co miesiąc z przyjemnością spotyka się ze swoimi słuchaczami w nowotarskim Ratuszu. – Bardzo mi miło, że mogę liczyć na moich przyjaciół – bo chyba tak mogę Państwa nazwać. Cieszę się, że interesujecie się Państwo nowotarskimi kamienicami, gdyż są takim widocznym znakiem historii – tymi słowami prowadząca powitała zebranych gości, którzy starają się uczestniczyć we wszystkich spotkaniach z tego cyklu.
Książka Barbary Słuszkiewicz ukaże się jesienią. Jej treść będzie zawierała także materiały, które mieszkańcy Nowego Targu przekazali w celu realizacji projektu: Ocalić od zapomnienia. Nowotarski albumu archiwalnych fotografii jest cały czas dostępny pod adresem http://www.album.nowytarg.pl/pl/node/8
– Państwo mnie porazili swoimi niesamowitymi zbiorami. Podziwiam Państwa estymę do tych zbiorów.– dodała autorka.
Patrząc na kamienicę nr 17 można stwierdzić, iż nie została wybudowana w całości. To piętrowy budynek z nadbudowaną częścią. Po dziś dzień brakuje jakby drugiego piętra, które jak się okazało kiedyś planowano.
Juda Langer rozpoczął prace budowlane na podstawie pozwolenia z 15 lipca 1896 roku. Miały one polegać na zniesieniu starego budynku i postawieniu piętrowej kamienicy murowanej. Tymczasem ich zakres poszerzono w celu „poprawy i ulepszenia” i tym sposobem zaczęło się wznosić drugie piętro – na które nie było pozwolenia. Najprawdopodobniej budowa została zatrzymana na wskutek zawiadomienia ze strony sąsiada.
Ze skarg, które wpłynęły do Magistratu można stwierdzić, że Juda Langer toczył swoistego rodzaju wojnę ze swoim sąsiadem Józefem Rekuckim. To on w obawie przed pożarem wniósł. skargę m.in na wadliwy piec kamienicy nr 17. Sąsiad narzekał na dym, który dostawał się do jego mieszkania. Choć od skargi upłynęło prawie 100 lat, to problem wszechobecnego dymu w nowotarskim rynku pozostał wciąż żywy.
Juda Langer zmarł w wieku 90 lat i został pochowany na cmentarzu żydowskim. Jeden z jego synów – podobnie jak wielu nowotarskich żydów – wyemigrował do Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej.
Kamienica nr 17 – czyli podpiwniczony parterowy murowany dom oznaczony dawnym numerem konskrypcyjnym 21 – wielokrotnie zmieniał właściciela, wśród których można dopatrzeć się wielu powszechnie znanych nowotarskich nazwisk. Na początku XIX wieku należał do rodziny Michała Klimowskiego i jego małżonki Katarzyny Pawlikowskiej. Właścicielami byli również Jan Czubernat z żoną Reginą Tętnowską w 1811 roku. Przez lata zmieniali się lokatorzy i najemcy lokali sklepowych od frontu, gdzie m.in. żyd Salomon Dröhlich sprzedawał naczynia kuchenne i blacharskie.
W 1850 roku najemcą pomieszczeń w tym domu była Główna Straż Kompanii Wojskowej c.k. Artylerii w Nowym Targu. Samuel Zeiger, w kamienicy swojego teścia Judy Langera prowadził sklep ze sprzedażą płótna i bielizny stołowej. Lokale odnajmowali także Władysław Jurkiewicz oraz sklep „Konsum” Policji Polskiej z artykułami spożywczymi. Zofia Rajska prowadziła tutaj handel starzyzną – dziś taki sklep nazwalibyśmy „ciucholandem”. Jak pokazuje historia sklepy z odzieżą używaną cieszą się powodzeniem w Nowym Targu od lat. W końcu własność uległa konfiskacie na rzecz rządu Generalnej Guberni III Rzeszy Niemieckiej na podstawie wniosku z 22 kwietnia 1944 roku.
Mieszkańcem kamienicy nr 17 był Wilhelm Türschmidt – lekarz chirurg i dyrektor Szpitala Powiatowego w Nowym Targu. Wynajmował mieszkanie z gabinetem lekarskim. Ożenił się z nowotarżanką Michaliną Stefańską, która zmarła w wieku 30 lat w 1920 roku. W następnym roku Wilhelm Türschmidt pochował ich synka Wiktorka w tym samym grobowcu na nowotarskim cmentarzu. Co ciekawe, na płycie nagrobku widnieje jednak napis „Halina”, a nie „Michalina”. Barbara Słuszkiewicz początkowo myślała, że zdjęcie nie objęło całości płyty, jednak okazało się, że imię zostało zmienione. Wilhelm Türschmidt ożenił się ze Stefanią – siostrą zmarłej małżonki – po czym wspólnie z nową rodziną po 1930 roku przeniósł się do Tarnowa. W owym czasie lekarz płacił podatek od luksusu tzw. podatek „od przedmiotów zbytku”. Tym zbytecznym przedmiotem był… samochód.
Przypadek pomyłki na płycie nagrobku Michaliny Türschmidt nie jest jedyny. Ona najprawdopodobniej sama skróciła swoje imię. Jednak Ferdynand Lazar – nadleśniczy miejski, którego nagrobek można odnaleźć nieopodal Kościółka św. Anny – został pośmiertnie „odmłodzony”. On również zamieszkiwał Kamienicę nr 17. Barbara Słuszkiewicz zauważyła, że tabliczka na tym nagrobku nie mówi prawdy. Z ksiąg parafialnych wynika, że zmarł w 1881 roku w wieku 57 lat, natomiast z nagrobku możemy się dowiedzieć, że zmarł w wieku 51 lat. Skąd ta rozbieżność? Otóż tabliczki na grobach powstawały dużo później. Czekano np. na śmierć kolejnego członka rodziny, aby jednym kosztem wykonać taką tabliczkę. Często powodem był brak funduszy, jak również spór w rodzinie dotyczący tego, kto miałby sfinansować jej produkcję. Jak pokazuje historia: pamięć ludzka jest zawodna, toteż… przechodząc tuż obok najstarszych nagrobków na nowotarskim cmentarzu – możemy poszukać tabliczek z błędami. Najprawdopodobniej w lipcu zaistnieje szansa poszerzenia swojej wiedzy w tym temacie za sprawą planowanego wykładu o starym cmentarzu w Nowym Targu.
Kamienica nr 17 była ostatnią omawianą z północnej pierzei. Na następne spotkanie z Barbarą Słuszkiewicz z cyklu „Mieszkańcy kamieniczek nowotarskiego Rynku na przełomie XIX/XX wieku.” trzeba będzie poczekać aż do sierpnia. Autorka w tym czasie dokona ostatnich poprawek w swojej książce, tak aby mogła ukazać się w zapowiadanym czasie. Kamienica nr 20 musi więc poczekać na przypomnienie – Jest jeszcze większa i zasługuje na szersze omówienie – dodała na zakończenie Barbara Słuszkiewicz.
Zdjęcia Anna Giżycka