POLSKA-SŁOWACJA. To była akcja na lądzie i wodzie. Ratownicy musieli się sprawdzić, udzielając pomocy poszkodowanym w wypadku samochodowym, jednocześnie gasząc pożar pojazdu i wodnej bazy; reanimując i opatrując rannych, zajmując się osobami w szoku i przerażonym dzieckiem, także rozkładając namiot punktu medycznego. W sukurs przypłynęła motorówka. Wszystko to działo się w na terenie bazy Wodnego Pogotowia Ratunkowego w Mizernej i na brzegu Jeziora Czorsztyńskiego. Ratownicze służby musiały się dobrze skoordynować w działaniu, choć były międzynarodowe.
Efektowna akcja z dramatycznym scenariuszem i udziałem kilkorga dobrze ucharakteryzowanych pozorantów podsumowała szkoleniową część polsko-słowackiego mikroprojektu „Tatry – nasza sansa”. Realizowało go stowarzyszenie Wodne Pogotowie Ratunkowe przy udziale słowackiego stowarzyszenia POLSKA, dzięki środkom pozyskanym z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego Interreg V-A Polska – Słowacja 2014 – 2020, za pośrednictwem Euroregionu Tatry.
Całe przedsięwzięcie służyło podniesieniu standardów ratownictwa w przygranicznym rejonie, czyli terenie bardzo „wypadkowym” ze względu na problemy komunikacyjne, natężenie ruchu turystycznego, bliskość gór, wody i często trudne warunki atmosferyczne.
W minionych dwóch miesiącach unijne pieniądze pozwoliły na wyszkolenie i doszkolenie ponad 100 reprezentantów różnych służb: GOPR-u, Horskiej Zachrannej Służby, ratowników wodnych, policjantów, strażaków. Przeszli oni kursy kwalifikowanej pierwszej pomocy, ratownictwa wodnego, sternika motorowodnego, pilarza (drwala – robotnika leśnego). Projekt przewidziany do maja 2018 r. w zimowym sezonie pozwoli także na przeprowadzenie kursu instruktora narciarstwa.
Akcja na brzegu Jeziora, w Mizernej, była testem przećwiczonych umiejętności, ale też koordynacji i kierowania zintegrowanymi służbami. Aura mimo zimnego wiatru jeszcze sprzyjająca i słoneczna, sprezentowała uczestnikom manewrów może ostatni dobry moment na plenerowy test sprawności ludzi i sprzętu. Bo prawdziwe wypadki z reguły „testują” ratowników w znacznie gorszych warunkach.
Fot. Anna Szopińska